W pierwszych pięciu tomach Magi można było jeszcze mieć wrażenie, że Shinobu Ohtaka przede wszystkim bawi się konwencją przygodowego shōnena. Labirynty, dżiny, egzotyczne krainy, barwni bohaterowie i humor tworzyły bardzo lekką powierzchnię, pod którą dopiero zaczynały pojawiać się poważniejsze tematy. Tomy 6–10 całkowicie rozwiewają te wątpliwości. Balbad przestaje być tylko kolejnym miejscem odwiedzanym przez bohaterów, a staje się przestrzenią prawdziwego konfliktu politycznego, społecznego i osobistego. Alibaba musi wreszcie zdecydować, kim chce być wobec własnego kraju, Aladyn zaczyna rozumieć skalę swojej mocy, a manga coraz wyraźniej pokazuje, że droga do wielkości będzie dla nich wszystkich znacznie bardziej bolesna, niż sugerowały wcześniejsze przygody.
Szósty tom dobrze rozwija napięcia pozostawione przez poprzednią część. Walka Aladyna z Judarem otwiera przed czytelnikiem zupełnie nowy poziom możliwości Magich i pokazuje, jak ogromna przepaść dzieli zwykłych użytkowników magii od ludzi zdolnych wpływać na przepływ Rukh. Pojawienie się Kogyoku Ren dodatkowo komplikuje sytuację, bo Cesarstwo Kou przestaje być wyłącznie politycznym cieniem w tle. Otrzymuje konkretną twarz i reprezentantkę posiadającą potęgę, z którą trzeba się liczyć. Ohtaka dobrze wykorzystuje ten moment, żeby przypomnieć, że konflikt Balbadu nie jest już lokalną sprawą. Los niewielkiego królestwa zaczyna zależeć od interesów większych państw i ludzi, którzy patrzą na jego mieszkańców jak na element strategicznej układanki.
Najważniejszy pozostaje jednak Alibaba. To właśnie w tym fragmencie serii jego rozwój jest najbardziej widoczny. Wcześniej wielokrotnie miał dobre intencje, lecz brakowało mu pewności siebie i gotowości do zaakceptowania własnego pochodzenia. Teraz nie może już chować się za Aladynem, Sindbadem ani wspomnieniem dzieciństwa. Musi stanąć przed mieszkańcami Balbadu jako ktoś, kto ma realny wpływ na ich przyszłość. Ohtaka dobrze pokazuje jego wahania, bo Alibaba nie przemienia się nagle w charyzmatycznego przywódcę pozbawionego lęku. Nadal się boi, nadal podważa własne decyzje i nadal porównuje się z ludźmi silniejszymi od siebie. Różnica polega na tym, że zaczyna działać pomimo tych wątpliwości.
To szczególnie ważne w jego konflikcie z Kassimem. Obaj wychowali się blisko siebie i obaj widzą niesprawiedliwość Balbadu, ale ich odpowiedzi są zupełnie inne. Alibaba nadal wierzy, że można uniknąć masowej przemocy i stworzyć porządek bardziej sprawiedliwy bez całkowitego zniszczenia kraju. Kassim uważa, że stary system jest zbyt zepsuty, żeby można było go naprawić pokojowo. Jego gniew nie pojawia się znikąd. Wyrasta z biedy, upokorzenia i przekonania, że ludzie urodzeni niżej zawsze będą płacić za komfort tych stojących wyżej. Dzięki temu spór między nimi nie sprowadza się do prostego starcia bohatera ze złoczyńcą. Alibaba ma rację, gdy próbuje powstrzymać rozlew krwi, ale Kassim ma bardzo konkretne powody, by nie wierzyć w łagodną zmianę.
Siódmy tom jeszcze mocniej pokazuje tę różnicę. Próba rozwiązania kryzysu politycznego przez Alibabę miejscami jest zaskakująco idealistyczna i trudno nie odczuć, że niektóre decyzje zostają zaakceptowane przez otoczenie zbyt łatwo. Ohtaka potrzebuje doprowadzić Balbad do określonego punktu i czasami podporządkowuje temu polityczną wiarygodność wydarzeń. Nie zmienia to jednak faktu, że emocjonalnie ten fragment działa. Alibaba nie próbuje zdobyć tronu dla siebie. Przeciwnie, zaczyna rozumieć, że sama monarchia może być częścią problemu i że odpowiedzialność za kraj nie musi oznaczać przejęcia korony. To ciekawy kierunek jak na historię, która wcześniej wprowadziła ideę Magich wybierających przyszłych królów.
Właśnie w tym momencie Magi zaczyna również komplikować własny motyw przywództwa. Zdobycie dżina i posiadanie odpowiedniej mocy nie wystarcza, żeby zostać dobrym władcą. Alibaba może mieć zdolności, pochodzenie i poparcie innych, ale nadal musi nauczyć się rozumieć ludzi, których decyzje będą dotyczyć. Sindbad jest z kolei przykładem człowieka już funkcjonującego na zupełnie innym poziomie. Potrafi walczyć, negocjować, przewidywać polityczne ruchy przeciwników i wykorzystywać własną reputację. Jego obecność pokazuje Alibabie, jak daleka droga jeszcze przed nim, ale jednocześnie Ohtaka nie przedstawia Sindbada jako wzoru pozbawionego wad. Im dłużej pojawia się w serii, tym wyraźniej widać, że jego urok i skuteczność mogą być równie użyteczne jak siła dżina.
Morgiana pozostaje w tych tomach jednym z najbardziej niezawodnych elementów grupy. Jej rozwój jest spokojniejszy niż Alibaby, ale bardzo konsekwentny. Coraz częściej działa dlatego, że sama tego chce, a nie dlatego, że ktoś potrzebuje jej siły. W kluczowych momentach to właśnie ona potrafi spojrzeć na sytuację najbardziej trzeźwo, szczególnie gdy Alibaba pogrąża się w zwątpieniu. Ciekawe jest również to, jak bardzo różni się jej własna ocena od tego, jak widzą ją inni. Morgiana nadal potrafi uważać się za mało użyteczną, podczas gdy ludzie wokół niej postrzegają ją jako niezwykle silną, lojalną i niezawodną. Ohtaka dobrze wykorzystuje tę różnicę, bo pokazuje, że skutków wieloletniego zniewolenia nie da się usunąć samą zmianą sytuacji.
Kulminacja konfliktu między Alibabą i Kassimem w ósmym tomie jest jednym z pierwszych momentów, kiedy Magi naprawdę pozwala sobie na dłuższy emocjonalny ciężar. Sama konstrukcja pojedynku może być znajoma dla czytelników shōnenów. Dwaj bliscy sobie ludzie wybierają przeciwne drogi, a ostateczne starcie staje się próbą zrozumienia drugiego człowieka równie mocno jak fizycznym pojedynkiem. Ohtaka nie wymyśla tutaj nowego schematu, ale korzysta z niego skutecznie, ponieważ wcześniej dobrze przygotowała relację między bohaterami. Kassim nie jest ważny wyłącznie jako przeciwnik. Jest kimś, kto reprezentuje życie, którego Alibaba mógłby doświadczyć, gdyby urodził się w nieco innych okolicznościach.

Dlatego finał Balbadu działa mimo przewidywalności niektórych jego elementów. Jest w nim żal za tym, czego nie dało się naprawić, oraz świadomość, że dobre intencje pojawiły się zdecydowanie za późno. Historia nie daje Alibabie prostego zwycięstwa. Nawet jeśli kryzys zostaje opanowany, jego cena pozostaje wysoka. Ohtaka podkreśla tym samym coś, co będzie coraz istotniejsze dla całej serii: nie każdą osobę można uratować, nie każdy konflikt da się zakończyć bez strat, a niektóre błędy pozostają z bohaterami również po zakończeniu danego wątku.
Jednocześnie właśnie pod koniec Balbadu pojawia się wyraźniejszy zarys większego przeciwnika i konfliktu wykraczającego poza jedno królestwo. Organizacja działająca zza kulis pomaga połączyć wcześniejsze pozornie niezależne wydarzenia i sugeruje, że negatywne emocje, wojny oraz społeczne rozłamy mogą być celowo podsycane. To dobry sposób na rozszerzenie skali, choć na tym etapie przeciwnicy pozostają jeszcze dość schematyczni. Tajemniczość działa, ale sama idea organizacji zagrażającej porządkowi świata potrzebuje później większej głębi niż tylko obecność ludzi wyglądających złowieszczo i manipulujących cudzym cierpieniem.
Po tak ciężkim finale przejście do Sindrii jest wręcz konieczne. Dziewiąty tom świadomie zwalnia tempo i pozwala bohaterom odetchnąć. Sindria działa jako przeciwieństwo Balbadu. Jest otwarta, kolorowa, bezpieczniejsza i pełna ludzi związanych z Sindbadem nie tylko obowiązkiem, ale również autentycznym przywiązaniem. Pojawienie się Ośmiu Generałów znacznie rozszerza obsadę, lecz Ohtaka wprowadza ich na tyle stopniowo, że nie zamienia mangi w katalog nowych twarzy. Każdy z nich posiada wyraźny projekt, charakter i miejsce w otoczeniu króla. Widać też, że będą mieć większe znaczenie później.
Trening Aladyna, Alibaby i Morgiany jest kolejnym bardzo klasycznym elementem shōnena, ale tutaj ma sens fabularny. Bohaterowie nie ćwiczą dlatego, że po prostu pojawił się silniejszy przeciwnik. Balbad pokazał im ograniczenia, których wcześniej nie rozumieli. Aladyn zaczyna uczyć się magii w sposób bardziej świadomy, Alibaba musi opanować własne naczynie z dżinem, a Morgiana szuka sposobu na rozwijanie siły zgodnej z jej własnymi możliwościami. Przy okazji czytelnik dostaje więcej informacji na temat zasad działania magii i dżinów. Ohtaka dawkuje tę wiedzę rozsądnie. System staje się bardziej rozbudowany, ale nadal nie przytłacza wykładami.
W dziewiątym tomie bardzo potrzebny okazuje się również powrót humoru. Po tragedii Balbadu seria znowu pozwala bohaterom zachowywać się jak dzieciaki, młodzi wojownicy i przyjaciele, a nie wyłącznie uczestnicy politycznego kryzysu. Sindbad szczególnie dobrze funkcjonuje w takich scenach. Jako legendarny zdobywca siedmiu mórz może robić ogromne wrażenie, lecz jego generałowie znają wszystkie kompromitujące strony swojego króla i nie pozwalają mu zbyt długo utrzymywać idealnego wizerunku. Dzięki temu Sindria zaczyna wyglądać nie tylko jak piękne państwo, ale również jak miejsce zbudowane przez ludzi, których łączą rzeczywiste relacje.
Nową dynamikę wprowadza Hakuryu Ren. Jego pochodzenie automatycznie budzi napięcie, bo reprezentuje Cesarstwo Kou, ale szybko okazuje się, że jego osobiste cele nie są tożsame z interesem całego imperium. Hakuryu jest zamknięty, pełen gniewu i podejrzliwości, a przy tym wyraźnie przyzwyczajony do samotnego działania. W pewnym sensie przypomina wcześniejszego Alibabę, dlatego zestawienie ich ze sobą działa dobrze. Alibaba może teraz zaoferować komuś lekcję, której sam nauczył się stosunkowo niedawno. Nie musi już być wyłącznie chłopakiem potrzebującym wsparcia. Powoli staje się osobą zdolną dawać je innym.
Dziesiąty tom przywraca z kolei jeden z motywów, od których seria się zaczynała: zdobywanie labiryntu. Po politycznych zmaganiach w Balbadzie powrót do nieznanej przestrzeni pełnej pułapek, dziwnych stworzeń i magicznych zasad daje przyjemne poczucie ponownego wejścia w przygodę. Zagan różni się jednak od wcześniejszego Amonu. Jest bardziej groteskowy, momentami wręcz niepokojący, a jego zachowanie podważa wcześniejsze założenie, że wszystkie labirynty funkcjonują według podobnych zasad. Ohtaka wykorzystuje go więc nie tylko jako kolejne miejsce do zdobycia, ale również do poszerzenia wiedzy o samych dżinach.
Najbardziej interesujący wątek tej części ponownie dotyczy jednak bohaterów, a nie samego labiryntu. Hakuryu nie potrafi jeszcze całkowicie zaufać grupie i wciąż próbuje brać ciężar kolejnych problemów na siebie. Jego upór ma źródło w doświadczeniu, ale prowadzi do błędów bardzo podobnych do tych, które wcześniej popełniał Alibaba. Dzięki temu relacja między nimi nabiera wartości. Alibaba nie przemawia do Hakuryu z pozycji kogoś doskonałego. Wie, jak wygląda potrzeba samotnego udowodnienia własnej wartości, ponieważ sam wielokrotnie przez nią cierpiał. Ohtaka zaczyna więc wykorzystywać wcześniejszy rozwój bohatera do kształtowania następnych relacji.
Morgiana ponownie otrzymuje jeden z najbardziej pamiętnych momentów tomu. Jej fizyczna siła nigdy nie była tajemnicą, ale tutaj Ohtaka pokazuje również cenę jej gotowości do ochrony innych. Morgiana jest bohaterką działającą bardzo instynktownie, gdy zagrożony zostaje ktoś bliski, i właśnie dlatego jej decyzje potrafią być jednocześnie imponujące i niepokojące. Z każdym kolejnym tomem coraz wyraźniej widać, że autorka nie chce ograniczyć jej do roli wojowniczki stojącej obok Aladyna i Alibaby. Jej doświadczenia, pochodzenie i potrzeba samodzielnego wyboru własnej drogi wciąż pozostają jednym z ciekawszych elementów serii.
Od strony graficznej tomy 6–10 pokazują rozwój Ohtaki szczególnie wyraźnie w scenach akcji. Starcia z wykorzystaniem dżinów mają odpowiednią skalę, magia naprawdę sprawia wrażenie potężnej, a projekty kolejnych istot i miejsc są coraz bardziej pomysłowe. Bywają kadry tak przeładowane ruchem i efektami, że czytelność spada, szczególnie przy większych pojedynkach, ale generalnie autorka dobrze kontroluje tempo. Znacznie lepiej niż w pierwszych tomach radzi sobie też z zestawianiem scen kameralnych z widowiskiem. Duża eksplozja może prowadzić bezpośrednio do spokojnej rozmowy, a przejście nie wydaje się sztuczne.
Najbardziej imponujące w tej partii serii jest jednak to, jak konsekwentnie rozszerza się świat. Balbad przestaje istnieć w próżni. Cesarstwo Kou ma własne ambicje, Sindria własny model władzy, Magi wpływają na przyszłych królów, labirynty są częścią większego systemu, a ludzie działający z ukrycia próbują wykorzystać negatywne emocje całych społeczeństw. Ohtaka nie wykłada jeszcze wszystkich zasad, ale wystarczająco często pokazuje kolejne fragmenty układanki, żeby świat zaczynał wyglądać jak coś znacznie większego od trasy kolejnych przygód Aladyna.
Tomy 6–10 są więc momentem, w którym Magi naprawdę zaczyna spełniać obietnice złożone wcześniej. Balbad dostarcza pierwszego dużego emocjonalnego i politycznego finału, Sindria daje potrzebny odpoczynek i możliwość rozwoju postaci, a Zagan otwiera kolejny rozdział przygody. Nie wszystkie rozwiązania polityczne są równie przekonujące, Kassim momentami funkcjonuje zbyt mocno jako narzędzie potrzebne do eskalacji konfliktu, a rosnąca liczba bohaterów zaczyna wymagać od czytelnika większej uwagi. Mimo tego kierunek jest bardzo dobry.
Najważniejsza zmiana polega na tym, że bohaterowie przestają tylko odkrywać świat i zaczynają rozumieć, że kiedyś będą musieli wziąć za niego odpowiedzialność. Alibaba pierwszy raz naprawdę ponosi ciężar decyzji politycznych, Aladyn coraz więcej dowiaduje się o własnej roli, Morgiana odzyskuje kolejne części własnej niezależności, a Hakuryu dopiero zaczyna drogę, którą pozostali już częściowo przeszli. Jednocześnie Ohtaka nie rezygnuje z humoru, przygody i całej baśniowej energii, która od początku wyróżniała serię. Dzięki temu Magi nie zmienia się w ponurą opowieść o wojnach i polityce. Po prostu dojrzewa razem ze swoimi bohaterami, nie zapominając, że przed nimi nadal stoją labirynty, dżiny i miejsca, o których jeszcze nic nie wiedzą.

