Moriarty już dawno przestał być serią opartą wyłącznie na pojedynku dwóch genialnych umysłów. Po wydarzeniach zmieniających układ sił między bohaterami manga coraz chętniej zagląda na drugi plan, pozwalając postaciom dotąd funkcjonującym głównie jako członkowie większej organizacji wyjść z cienia. Dwudziesty tom bardzo dobrze pokazuje zalety tego podejścia. Zaczyna się od śledztwa przypominającego klasyczne przygody Sherlocka Holmesa, później splata je z większą intrygą wokół tajemniczych „cukierków”, a ostatecznie wykorzystuje całą sprawę do opowiedzenia znacznie bardziej osobistej i mrocznej historii.
Punktem wyjścia pozostaje narkotyk stopniowo rozprzestrzeniający się po Imperium Brytyjskim. Nie jest to jednak jedyna zagadka wymagająca rozwiązania. Uwagę bohaterów przyciąga również niewytłumaczalna śmierć związana z rodziną Roylottów. Podupadła posiadłość, osobliwe zachowanie mieszkańców, dzikie zwierzęta oraz atmosfera izolacji tworzą scenerię niemal stworzoną pod klasyczne śledztwo Holmesa. Tym razem towarzyszy mu Fred, co już samo w sobie daje ciekawą zmianę dynamiki.
Zestawienie Sherlocka i Freda wypada bardzo dobrze właśnie dlatego, że obaj działają zupełnie inaczej. Holmes tradycyjnie analizuje, prowokuje i wyciąga wnioski z pozornie nieistotnych szczegółów, podczas gdy Fred wnosi do śledztwa swoje doświadczenie, ostrożność i umiejętność poruszania się tam, gdzie bezpośrednia dedukcja nie zawsze wystarcza. Ich współpraca pokazuje, jak bardzo świat Moriarty’ego rozrósł się poza pierwotny konflikt Sherlocka i Williama. Bohaterowie, którzy dawniej należeli do dwóch przeciwnych stron, potrafią obecnie funkcjonować w nowych konfiguracjach bez utraty własnego charakteru.
Samo śledztwo jest przy tym wyraźnie bardziej złożone niż sprawy pojawiające się na początku serii. Hikaru Miyoshi nie prowadzi czytelnika prostą ścieżką od pytania do odpowiedzi. Poszczególne tropy zaczynają się zazębiać, a sprawa Roylottów stopniowo okazuje się częścią znacznie większej konstrukcji. Dzięki temu manga zachowuje detektywistyczny fundament, ale coraz mocniej wiąże pojedyncze przypadki z politycznym i społecznym tłem całej historii.
Posiadłość Roylottów doskonale nadaje się do budowania napięcia. Miejsce jest zaniedbane, pełne dziwnych szczegółów i ludzi, których zachowanie natychmiast wzbudza podejrzenia. Szczególnie niepokojąco przedstawiona zostaje relacja pomiędzy członkami rodziny. Obsesyjność, kontrola oraz atmosfera zamknięcia sprawiają, że zagrożenie nie wynika wyłącznie z potencjalnej zbrodni. Coś niepokojącego tkwi w samym sposobie funkcjonowania tego domu.
To właśnie w takich fragmentach Moriarty najbardziej przypomina klasyczny kryminał z domieszką gotyckiej grozy. Nie potrzeba wielkich bitew ani spektakularnych przeciwników. Wystarczą zamknięte drzwi, niewygodne pytania i przekonanie, że ktoś znajdujący się kilka metrów dalej wie znacznie więcej, niż zamierza powiedzieć. Manga bardzo sprawnie wykorzystuje tę duszną atmosferę, a kolejne odkrycia stopniowo przesuwają ciężar historii z samego rozwiązania sprawy na ludzi uwikłanych w jej konsekwencje.
Wątek Helen również potrafi zaskoczyć, przede wszystkim dlatego, że nie zostaje potraktowana jedynie jako osoba oczekująca na ratunek. Jej rola w całej sprawie okazuje się ciekawsza, niż początkowo można przypuszczać, a rozwój wydarzeń daje satysfakcję właśnie dlatego, że nie sprowadza jej do biernego elementu zagadki. To niewielki, ale istotny przykład tego, jak seria potrafi modyfikować znajome motywy i dostosowywać je do własnej wersji świata Holmesa.
Najważniejsze przychodzi jednak później. Rozwiązanie śledztwa otwiera drogę do przeszłości Von Herdera i nagle tom zmienia ton. Postać znana przede wszystkim dzięki swoim umiejętnościom technicznym otrzymuje znacznie więcej głębi, a historia jego dzieciństwa okazuje się jedną z najmroczniejszych retrospekcji, jakie pojawiły się ostatnio w serii.
To właśnie przeszłość Herdera sprawia, że ten tom wyrasta ponad kolejne sprawnie przeprowadzone śledztwo. Manga odsłania pochodzenie bohatera, okoliczności jego młodości oraz wydarzenia, które doprowadziły go do miejsca, w którym znajduje się obecnie. Informacje związane z instytutem badawczym Dahlem pozwalają spojrzeć zupełnie inaczej na człowieka, którego wcześniej łatwo było postrzegać przede wszystkim przez pryzmat wynalazków i ekscentryczności.
Retrospekcja momentami wyraźnie zbliża się do horroru. Nie chodzi jednak o nadnaturalne zagrożenie. Najbardziej przerażające okazuje się to, co ludzie są gotowi zrobić w imię badań, ambicji i przekonania, że określony cel usprawiedliwia wykorzystanie drugiego człowieka. W kontekście całego Moriarty’ego jest to wyjątkowo trafny temat. Seria od początku przecież pytała o granice działań podejmowanych w imię większego dobra.
Herder okazuje się więc kolejnym bohaterem naznaczonym przez system, który traktował jednostkę jako narzędzie. Różnica polega na tym, że jego historia dotąd pozostawała niemal całkowicie ukryta. Kiedy wreszcie zaczynamy rozumieć źródło jego doświadczeń, wiele wcześniejszych cech postaci nabiera dodatkowego znaczenia. To bardzo dobre wykorzystanie retrospekcji. Nie jest ona dodatkiem mającym tylko wzbudzić współczucie, lecz realnie poszerza sposób patrzenia na bohatera.
Miyoshi korzysta tutaj także z faktu, że czytelnicy znają tę ekipę od wielu tomów. Gdyby podobna historia pojawiła się przy pierwszym spotkaniu z Herderem, zapewne nie miałaby takiej siły. Po długim czasie spędzonym z postacią odkrycie, jak wiele skrywała, działa znacznie mocniej. Seria coraz wyraźniej udowadnia, że jej bogata obsada nie została zbudowana wyłącznie po to, by otaczać Williama i Sherlocka.
Nie oznacza to, że główny wątek tajemniczych „cukierków” zostaje zapomniany. Przeciwnie, historia Roylottów pozwala coraz mocniej dostrzec, że problem sięga znacznie głębiej, niż początkowo można było sądzić. Manga nadal przygotowuje większy konflikt i nie odsłania wszystkich kart. Tym razem robi to jednak bez poczucia, że poszczególne sprawy są jedynie przystankami przed właściwą fabułą. Każdy taki epizod ma własny ciężar.
Graficznie Moriarty pozostaje bardzo elegancką serią, ale ten tom pozwala Miyoshi pokazać także bardziej niepokojącą stronę kreski. Zniszczona rezydencja, ciemne pomieszczenia i retrospekcje związane z Herderem dobrze wykorzystują kontrast pomiędzy estetycznymi projektami postaci a brudem i przemocą przedstawianych wydarzeń. Szczególnie dobrze wypadają fragmenty, w których niepokój budowany jest nie samą akcją, lecz mimiką i kompozycją kadrów.
Dwudziesty tom dobrze pokazuje również zmianę, jaka zaszła w całej serii. Dawniej napięcie rodziło się przede wszystkim z oczekiwania na kolejne starcie Moriarty’ego i Holmesa. Teraz większą rolę odgrywa poznawanie konsekwencji ich wcześniejszych działań oraz ludzi, których losy splotły się z większą historią. Nie wszystkim czytelnikom taki kierunek musi odpowiadać równie mocno jak pierwsza część cyklu, ale trudno odmówić mu potencjału.
Moriarty 20 łączy klasyczne śledztwo, kryminalną intrygę i bardzo osobistą retrospekcję bez wrażenia przypadkowego zestawienia kilku różnych historii. Sprawa Roylottów przyciąga uwagę, współpraca Sherlocka i Freda daje serii świeżą dynamikę, a historia Herdera zapewnia emocjonalny ciężar, którego początkowo trudno byłoby się po tym tomie spodziewać.
Po tylu częściach największym zagrożeniem dla podobnej serii zawsze jest rutyna. Tutaj jej jednak nie czuć. Moriarty nadal potrafi wykorzystać dobrze znanych bohaterów w nowy sposób, a przy okazji przypomnieć, że niemal każdy członek tej niezwykłej grupy ma własną historię wartą opowiedzenia. Jeśli kolejne tomy równie sprawnie połączą nowe śledztwa z odkrywaniem przeszłości postaci, druga faza serii może okazać się czymś znacznie więcej niż tylko przedłużeniem opowieści zakończonej kiedyś nad Tamizą.

