W cyrku najważniejsze rzeczy dzieją się poza światłem reflektorów. Publiczność widzi akrobatów, tresowane zwierzęta, kolorowe kostiumy i ludzi wykonujących rzeczy pozornie niemożliwe. Za kurtyną zostają zmęczenie, blizny i wszystko to, czego podczas przedstawienia lepiej nie pokazywać. Noah’s Ark Circus pasuje więc do Kuroshitsuji niemal zbyt dobrze. Yana Toboso bierze miejsce stworzone do oszukiwania wzroku i właśnie tam każe Cielowi szukać prawdy o znikających dzieciach. Problem w tym, że kiedy wreszcie ją znajduje, trudno już zatęsknić za kolorowym przedstawieniem.
Tom szósty kontynuuje rozpoczętą wcześniej infiltrację cyrku. Ciel i Sebastian zostają członkami trupy, dzięki czemu mogą prowadzić śledztwo od środka. Oczywiście trudno wyobrazić sobie dwie osoby gorzej przystosowane do podobnego zadania. Sebastian niemal natychmiast odnajduje się w nowej roli, bo właściwie nie istnieje rzecz, której demoniczny kamerdyner nie potrafiłby zrobić po krótkiej obserwacji. Ciel musi natomiast mierzyć się nie tylko z treningami, ale też z warunkami życia kompletnie niepasującymi do młodego arystokraty.
Początek tej części historii rozwija się dość spokojnie. Toboso poświęca sporo miejsca samej trupie i pozwala poznać Jokera, Beast, Daggera, Doll oraz pozostałych artystów. Początkowo można nawet zastanawiać się, czy manga nie zwalnia za bardzo. Śledztwo chwilami ustępuje miejsca kolejnym cyrkowym epizodom, a komediowa nieporadność Ciela zostaje wykorzystana zdecydowanie mocniej niż sama zagadka. Z perspektywy kolejnych tomów widać jednak, dlaczego było to potrzebne. Cyrkowcy nie mogą pozostać anonimową grupą podejrzanych. Musimy zobaczyć ich jako ludzi, którzy stworzyli własną namiastkę rodziny, ponieważ dopiero wtedy późniejsze wydarzenia mają odpowiedni ciężar. Toboso najpierw pozwala przywiązać się do kolorowego cyrku, żeby później bardzo metodycznie zgasić wszystkie jego światła.
Im głębiej Ciel i Sebastian wchodzą w sprawę, tym bardziej znika również komediowa otoczka. Pojawia się William T. Spears, którego relacja z Sebastianem ponownie pozwala wykorzystać konflikt demonów i żniwiarzy do kilku świetnych scen, ale nawet jego obecność nie jest w stanie przykryć tego, dokąd zmierza śledztwo. Szczególnie że sprawa zaczyna dotykać przeszłości samego Ciela. To jeden z najważniejszych momentów pierwszych dziesięciu tomów. Dotychczas wiedzieliśmy, że Ciel został porwany i przeszedł przez piekło, które doprowadziło do zawarcia kontraktu z Sebastianem. Cyrkowa historia pozwala jednak zajrzeć do tej traumy znacznie głębiej. Kiedy choroba i konkretne sytuacje przywołują wspomnienia, na chwilę znika arogancki hrabia wykonujący rozkazy królowej. Zostaje dziecko, które przeżyło coś, czego nigdy nie powinno było zobaczyć.
Sebastian reaguje na to w sposób idealnie pasujący do jego natury. Nie jest terapeutą, przyjacielem ani zastępczym rodzicem. Jest demonem związanym kontraktem. Może chronić Ciela, wykonywać jego polecenia i pilnować, aby chłopak dożył chwili zemsty, ale nie robi tego z bezinteresownej troski. Te tomy bardzo skutecznie przypominają o tym za każdym razem, kiedy zaczynamy traktować ich relację zbyt ciepło. Szczególnie mocno wybrzmiewa to w tomie ósmym, kiedy historia Noah’s Ark Circus dociera do finału. To właśnie tutaj Kuroshitsuji pokazuje, jak bezwzględne potrafi być, kiedy Toboso przestaje rozładowywać atmosferę żartami. Za zniknięciami dzieci kryje się rzeczywistość znacznie bardziej odrażająca, niż mogłoby sugerować początkowe śledztwo. Eksperymenty, wykorzystywanie bezbronnych ludzi i obsesje człowieka znajdującego się ponad zwyczajnymi konsekwencjami tworzą jeden z najmroczniejszych fragmentów dotychczasowej historii.
Najbardziej interesujący pozostaje jednak los samych cyrkowców. Łatwo byłoby zrobić z nich kolejną grupę złoczyńców do pokonania. Toboso wybiera trudniejszą drogę. Pokazuje ludzi, którzy dopuszczają się rzeczy niewybaczalnych, ale jednocześnie pozostają ofiarami manipulacji i własnej rozpaczliwej lojalności. Ich przeszłość nie usprawiedliwia tego, co robią. Sprawia jedynie, że finał przestaje dawać prostą satysfakcję. Joker jest tego najlepszym przykładem. Charyzmatyczny, oddany swojej rodzinie i jednocześnie uczestniczący w potwornym procederze. Można mu współczuć, można go polubić, ale nie da się wymazać konsekwencji jego wyborów. Właśnie w takich momentach manga najlepiej radzi sobie z moralną szarością. Nie pyta, czy ktoś jest dobry albo zły. Znacznie częściej interesuje ją to, ile człowiek jest gotów zrobić dla osoby, której zawdzięcza wszystko.
Ciel udziela na to pytanie własnej, wyjątkowo brutalnej odpowiedzi. Finał cyrkowej historii jest bezlitosny także dlatego, że młody Phantomhive nie zachowuje się jak klasyczny bohater. Nie przybywa z ratunkiem dla wszystkich i nie próbuje znaleźć rozwiązania pozwalającego zachować czyste ręce. Wykonuje zadanie. Podejmuje decyzję i ponosi jej ciężar. Im więcej dowiadujemy się o nim samym, tym łatwiej zrozumieć, dlaczego potrafi być tak bezwzględny, ale zrozumienie nie zawsze oznacza akceptację.
Równolegle dochodzi do ataku na posiadłość Phantomhive’ów i właśnie wtedy wreszcie dostajemy odpowiedź na pytanie, po co Ciel zatrudnia ludzi, którzy przez większość czasu nie potrafią ugotować obiadu bez wysadzenia połowy kuchni. Okazuje się, że Bardroy, Mey-Rin i Finnian zdecydowanie nie trafili do rezydencji ze względu na swoje kwalifikacje do prowadzenia domu. Obrona posiadłości jest jednym z najbardziej satysfakcjonujących fragmentów tych tomów. Dotychczas służba funkcjonowała głównie jako źródło slapstickowego humoru, więc ujawnienie jej rzeczywistych możliwości zmienia sposób patrzenia na całą grupę. Szczególnie Mey-Rin dostaje okazję, by udowodnić, że nieporadna pokojówka jest tylko jedną stroną jej osobowości. Nagle okazuje się, że chaos panujący w domu Phantomhive’ów jest znacznie bardziej niebezpieczny dla intruzów niż dla mieszkańców.
Po zakończeniu historii cyrku Toboso wykonuje ciekawy ruch. Zamiast próbować natychmiast przebić jej brutalność, zmienia gatunek. Tomy dziewiąty i dziesiąty rozpoczynają historię przyjęcia organizowanego na polecenie królowej. Rezydencja Phantomhive’ów wypełnia się znamienitymi gośćmi, za oknami rozpętuje się burza, drogi zostają odcięte, a niedługo później pojawia się pierwszy trup. Potem następny. Wszystko zaczyna przypominać klasyczny kryminał typu locked-room mystery, w którym sprawca musi znajdować się pośród ograniczonej grupy podejrzanych.
I pasuje to do Kuroshitsuji zaskakująco dobrze. Ciel jest przecież od początku bohaterem prowadzącym różnego rodzaju dochodzenia. Tym razem jednak Sebastian nie może po prostu zniknąć na kilka godzin, zdobyć wszystkich informacji i wrócić z rozwiązaniem. Sytuacja zostaje skonstruowana tak, aby nawet jego obecność nie gwarantowała bezpieczeństwa. Manga zaczyna bawić się oczekiwaniami czytelnika, aż w końcu robi coś, co na papierze powinno być całkowicie niewiarygodne.
Zabija Sebastiana. Oczywiście trudno uwierzyć, że demon, który wcześniej radził sobie właściwie ze wszystkim, naprawdę zginął w zwyczajnej rezydencji podczas przyjęcia. Toboso doskonale wie, że czytelnik będzie podejrzliwy. Nie chodzi więc wyłącznie o pytanie, czy Sebastian naprawdę nie żyje. Znacznie ciekawsze staje się ustalenie, jaką sztuczkę właśnie oglądamy i kto próbuje nas oszukać.
W tym miejscu pojawia się Arthur, młody pisarz zaproszony na przyjęcie. Nietrudno zauważyć, w jaką stronę zmierza zabawa autorki. Zamknięta posiadłość, ograniczone grono podejrzanych, kolejne zwłoki i pisarz próbujący uporządkować fakty tworzą wyraźny ukłon w stronę klasycznego brytyjskiego kryminału, a nazwisko oraz przyszłość Arthura nadają całej historii dodatkowy metatekstowy żart.
Bardzo podoba mi się ta zmiana, ponieważ po emocjonalnym finale cyrku dostajemy coś zupełnie innego. Nadal jest mrocznie i pojawiają się kolejne ciała, ale tym razem najważniejsza staje się intelektualna zabawa. Czytelnik może obserwować podejrzanych, szukać sprzeczności i próbować wyprzedzić bohaterów. Manga celowo podrzuca tropy, prowokuje teorie i kończy tomy w momentach, które wyjątkowo skutecznie zachęcają do natychmiastowego sięgnięcia po następny.
Warstwa graficzna również coraz lepiej wykorzystuje różnorodność kolejnych historii. Cyrk daje Toboso możliwość szaleństwa z kostiumami, dekoracjami i projektami postaci. Joker oraz jego towarzysze wyglądają tak, że trudno pomylić ich z kimkolwiek innym. Późniejsza historia w rezydencji potrzebuje czegoś odwrotnego. Zamkniętych pomieszczeń, ciemnych korytarzy, świec, deszczu za oknami i twarzy ludzi zastanawiających się, kto spośród nich może być mordercą. Autorka dobrze odnajduje się w obu estetykach.
Po dziesięciu tomach znacznie wyraźniej widać też największą zaletę całej serii. Kuroshitsuji nie jest przywiązane do jednego rodzaju historii. Może zacząć się od komedii o arystokracie niepotrafiącym poradzić sobie w cyrku, przejść w opowieść o porwaniach i eksperymentach na dzieciach, urządzić krwawą obronę posiadłości, a chwilę później zamknąć kilkanaście osób w domu i rozpocząć zabawę w klasyczne „kto zabił?”.
Najważniejsze jest jednak to, że pod tymi zmianami cały czas pozostaje Ciel. Cyrkowa sprawa szczególnie mocno pokazuje cenę jego zemsty i przypomina, że chłopak coraz sprawniej porusza się po świecie ludzi równie potwornych jak demon stojący u jego boku. Tyle że Sebastian przynajmniej nigdy nie udawał, że jest kimś innym.
Tomy 6–10 są momentem, w którym Kuroshitsuji przestaje być dla mnie przede wszystkim mangą o efektownym demonicznym kamerdynerze. Historia Noah’s Ark Circus pokazuje, jak mroczna potrafi być Toboso, natomiast zagadka morderstw w rezydencji udowadnia, że równie swobodnie potrafi bawić się kryminałem. Do tego dochodzą coraz ciekawsze postacie drugoplanowe, kolejne fragmenty przeszłości Ciela i Sebastian, któremu zdecydowanie najlepiej służą momenty przypominające, że pod perfekcyjnymi manierami nigdy nie krył się człowiek. Kurtyna po przedstawieniu Noah’s Ark Circus rzeczywiście opada. Problem w tym, że Kuroshitsuji właśnie za nią pokazuje najciekawsze rzeczy.

