Broń, z której zamordowano troje ludzi, znika na dwadzieścia trzy lata, po czym ponownie trafia na miejsce zbrodni. Tym razem ginie starsze małżeństwo, a śledczy muszą ustalić, dlaczego ktoś postanowił wykorzystać pistolet związany z niewyjaśnioną tragedią sprzed ponad dwóch dekad. W obu przypadkach ofiary zostają zastrzelone we własnym domu. Trudno uwierzyć w przypadek, ale równie trudno wskazać powód, dla którego ktoś miałby czekać tak długo. Agnieszka Szubert buduje Rozliczenie wokół tego niepokojącego związku, a następnie stopniowo przesuwa uwagę z samej zbrodni na ludzi, których życie zostało przez nią naznaczone. Bo choć policja poszukuje sprawcy, znacznie więcej osób ma tutaj coś do ukrycia. Niekoniecznie przed wymiarem sprawiedliwości.
Wszystko zaczyna się w jednej z willowych dzielnic Szczecina. Grzegorz i Halina Zdybowscy zostają odnalezieni martwi, a okoliczności początkowo sugerują samobójstwo rozszerzone. Wstępna hipoteza szybko jednak upada. Ustalenia balistyczne prowadzą do zabójstwa sprzed dwudziestu trzech lat, kiedy zamordowano małżeństwo Krasków oraz ich dwunastoletniego syna. Tamta sprawa nigdy nie doczekała się rozwiązania. Ocalała jedynie kilkuletnia Krystyna, która jako dorosła kobieta funkcjonuje pod nazwiskiem Julia Domańska. Dla aspirant Agaty Stolarz staje się ona jednym z najważniejszych ogniw śledztwa, choć powrót do dziecięcych wspomnień nie jest czymś, na co Julia mogłaby się przygotować.
Szubert ma dobry pomysł na kryminalną konstrukcję. Zamiast rozpoczynać od długiego przedstawiania bohaterów, daje czytelnikowi konkretną zagadkę, a następnie dokłada informacje, które komplikują początkowe założenia. Wspólna broń jest wystarczająco mocnym tropem, żeby uzasadnić powrót do dawnego śledztwa, ale nie wyjaśnia jeszcze niczego. Czy ktoś postanowił dokończyć sprawę sprzed lat? Czy obie rodziny łączyło coś, o czym policja nie wiedziała? A może znaczenie ma nie tyle tożsamość ofiar, ile ludzie, którzy przez wszystkie te lata pozostawali poza zainteresowaniem śledczych?
Autorka prowadzi narrację na kilku płaszczyznach czasowych, dzięki czemu współczesne dochodzenie przeplata się z wydarzeniami pozwalającymi stopniowo zrozumieć genezę konfliktu. Osobne miejsce zajmują również Lis, Krawiec i Kierowca, postacie początkowo funkcjonujące poza głównym nurtem policyjnego śledztwa. Ich obecność rozszerza perspektywę, ale przede wszystkim zmusza do zastanowienia się, jak daleko sięgają powiązania między bohaterami. Szubert nie ogranicza się do przedstawiania kolejnych przesłuchań. Pozwala czytelnikowi obserwować fragmenty historii, których znaczenie ujawnia się dopiero w zestawieniu z pozostałymi.
Taki sposób opowiadania wymaga pewnej dyscypliny, ponieważ zbyt częste przeskakiwanie między postaciami mogłoby rozbić napięcie. Rozliczenie na ogół utrzymuje właściwe proporcje. Retrospekcje nie są wyłącznie ozdobą ani wygodnym sposobem ukrywania informacji przed czytelnikiem. Pomagają pokazać, że teraźniejszość nie powstała w oderwaniu od dawnych decyzji. Jednocześnie nie wszystkie fragmenty mają identyczną siłę. Kiedy narracja zatrzymuje się przy codzienności bohaterów, ich mieszkaniach czy zawodowych obowiązkach, śledztwo potrafi na chwilę stracić impet. Nie są to dłużyzny szczególnie dotkliwe, ale przy tak dobrze pomyślanym punkcie wyjścia chciałoby się czasem większej koncentracji.
Najciekawsza okazuje się jednak Julia Domańska. Kobieta, która przeżyła rodzinną masakrę jako mała dziewczynka, nie jest po prostu wygodnym świadkiem z lukami w pamięci. Szubert interesuje się konsekwencjami dorastania po tragedii, której nie sposób w pełni zrozumieć, zwłaszcza gdy doświadcza się jej w dzieciństwie. Julia próbuje prowadzić uporządkowane życie, ogranicza bliskie kontakty i niechętnie dopuszcza innych do swojej prywatności. Nie chodzi wyłącznie o strach przed ponownym skrzywdzeniem. W jej przypadku bliskość oznacza również ryzyko utraty kontroli nad światem, który z ogromnym wysiłkiem udało się uczynić przewidywalnym.
Ważna pozostaje jej relacja z babcią, która przejęła opiekę nad ocalałą wnuczką. Starsza kobieta sama nie potrafiła poradzić sobie ze stratą córki, a jej żałoba nie pozostawała bez wpływu na wychowanie dziewczynki. Szubert pokazuje w ten sposób, że rodzinne tragedie nie kończą się na bezpośrednich ofiarach. Dziecko może przeżyć zbrodnię, a później przez lata dorastać w cieniu cierpienia dorosłych, którzy mieli zapewnić mu bezpieczeństwo. Julia jest więc kimś więcej niż elementem kryminalnej układanki. Jej zachowania, nieufność i trudności w relacjach mają swoje źródło w konkretnych doświadczeniach.
Interesująco rozwija się także kontakt Julii z Agatą. Początkowa ostrożność nie znika natychmiast tylko dlatego, że policjantka deklaruje dobre intencje. Stolarz potrzebuje informacji, natomiast Julia ma powody, żeby chronić własną prywatność. Obie kobiety patrzą na tę samą historię z zupełnie innych pozycji. Jedna próbuje ustalić przebieg wydarzeń, druga przez lata usiłowała zbudować życie, w którym tamte wydarzenia nie będą decydować o wszystkim. Ten konflikt interesów nadaje ich rozmowom znaczenie wykraczające poza zwykłe zbieranie zeznań.
Sama Agata również nie jest bohaterką zbudowaną wyłącznie wokół zawodowej skuteczności. W pracy potrafi być stanowcza, dokładna i wymagająca. Niechętnie przyjmuje niepoparte dowodami teorie, szczególnie gdy jej partner, Dawid Walicki, próbuje dopasowywać kolejne ustalenia do wcześniej przyjętych założeń. Ich współpraca bywa napięta, ponieważ reprezentują odmienne sposoby prowadzenia dochodzenia. Agata szuka potwierdzenia w faktach, Dawid chętniej podąża za intuicją. Szubert wykorzystuje tę różnicę do przedstawienia policyjnej codzienności bez konieczności zamieniania każdej rozmowy w wykład o procedurach.
Znacznie trudniej Agacie zachować podobną stanowczość we własnym domu. Jej małżeństwo z Arkiem opiera się na mechanizmach, które stopniowo ograniczają poczucie niezależności kobiety. Mąż manipuluje jej emocjami, podważa osądy i sprawia, że zaczyna wątpić we własną ocenę sytuacji. Autorka wprowadza tutaj temat gaslightingu, czyli przemocy psychicznej polegającej między innymi na systematycznym kwestionowaniu doświadczeń i spostrzeżeń drugiej osoby. Nie potrzebuje do tego szczególnie spektakularnych scen. Znacznie bardziej niepokojące okazują się drobne zachowania, które pojedynczo można próbować bagatelizować, lecz razem tworzą wyraźny obraz kontroli.
Kontrast między zawodowym i prywatnym życiem Agaty należy do najbardziej przekonujących elementów powieści. Policjantka potrafi dostrzegać nieścisłości w zeznaniach, rozpoznawać próby manipulacji i wyciągać wnioski z pozornie nieistotnych szczegółów. Kiedy jednak podobne mechanizmy dotyczą jej samej, nie znajduje prostego sposobu, żeby się przed nimi obronić. Szubert słusznie nie przedstawia tej sprzeczności jako dowodu słabości bohaterki. Wiedza i doświadczenie nie zapewniają automatycznej odporności na przemoc, szczególnie gdy towarzyszą jej wieloletnie przywiązanie, poczucie winy i wzorce wyniesione z rodzinnego domu.
Właśnie w tym miejscu Rozliczenie nabiera dodatkowego znaczenia. Tytuł odnosi się oczywiście do dawnych zbrodni, odpowiedzialności sprawców i poszukiwania sprawiedliwości. Można go jednak odczytać również w kontekście osobistych decyzji bohaterów. Julia musi zmierzyć się z przeszłością, której przez lata unikała, a Agata z rzeczywistością własnego małżeństwa. Obie próbują odzyskać wpływ na swoje życie, choć ich doświadczenia są zupełnie różne. Szubert zestawia te historie bez sprowadzania jednej do ilustracji drugiej.
Nie oznacza to jednak, że wątek psychologiczny całkowicie dominuje nad kryminałem. Dochodzenie pozostaje osią fabuły, a kolejne ustalenia zmieniają sposób postrzegania wydarzeń sprzed lat. Autorka umiejętnie wykorzystuje niedopowiedzenia, niepewność wspomnień oraz informacje ujawniane w retrospekcjach. Czytelnik może samodzielnie próbować połączyć poszczególne elementy, a niektóre wskazówki rzeczywiście nabierają znaczenia dopiero później. Jednocześnie rozwiązanie nie musi zaskoczyć wszystkich w jednakowym stopniu. Część powiązań można dostrzec stosunkowo wcześnie, szczególnie gdy zwraca się uwagę na konstrukcję rozdziałów i sposób wprowadzania postaci.
To zresztą jedna z cech, które odróżniają Rozliczenie od kryminałów nastawionych przede wszystkim na nieustanne zwroty akcji. Szubert bardziej interesuje się przyczynami wydarzeń niż samym efektem zaskoczenia. Nie każda nowa informacja wywraca śledztwo do góry nogami. Czasami po prostu uzupełnia obraz sytuacji, pozwalając lepiej zrozumieć motywacje uczestników dawnego dramatu. Dzięki temu historia zachowuje pewną logiczną ciągłość, choć momentami przydałoby się jej więcej napięcia wynikającego z bezpośredniego zagrożenia.
Szczecin stanowi dla tej opowieści rozpoznawalne tło, ale nie zostaje szczególnie mocno wykorzystany jako samodzielny element narracji. Willa Zdybowskich, policyjne dochodzenie i prywatne przestrzenie bohaterów mają większe znaczenie niż topografia miasta. Nie jest to poważny zarzut, ponieważ Rozliczenie skupia się przede wszystkim na relacjach międzyludzkich, ale czytelnik oczekujący kryminału silnie osadzonego w lokalnym charakterze Szczecina może poczuć pewien niedosyt. Miasto daje historii konkretny adres, nie zawsze jednak własną atmosferę.
Warto natomiast docenić sposób, w jaki Szubert przedstawia bohaterów uwikłanych w przeszłość. Nie ogranicza się do prostego podziału na osoby skrzywdzone i tych, którzy krzywdzą. Pokazuje także ludzi nieumiejących poradzić sobie z żałobą, powielających rodzinne schematy albo podejmujących decyzje pod wpływem lęku. Nie każda z tych postaci zostaje równie szczegółowo rozwinięta, lecz ich zachowania mają znaczenie dla całości. Nawet gdy pewne rozwiązania fabularne wydają się znajome, psychologiczne tło pomaga nadać im wiarygodność.
Pewnym problemem pozostaje nierówne tempo. Szubert potrafi zakończyć rozdział w momencie, który zachęca do natychmiastowego przejścia dalej, ale zdarza jej się również zatrzymywać przy informacjach niewnoszących wiele do zasadniczego konfliktu. Niektóre rozważania bohaterów powtarzają kwestie, które czytelnik zdążył już zrozumieć. Przy tak rozbudowanej historii rodzinnych zależności i przemilczanych wydarzeń większa oszczędność narracyjna mogłaby nadać powieści jeszcze wyraźniejszy rytm.
Mimo tych zastrzeżeń Rozliczenie pozostaje solidnie skonstruowanym kryminałem, którego wartość nie zależy wyłącznie od finałowego ujawnienia sprawcy. Szubert wykorzystuje śledztwo jako sposób opowiedzenia o konsekwencjach przemocy, pamięci i relacjach opartych na kontroli. Nie wszystkie wątki są równie mocne, a sama zagadka nie zawsze okazuje się tak nieprzewidywalna, jak sugeruje początkowa tajemnica. Najlepiej wypadają jednak te fragmenty, w których autorka pozwala bohaterkom zmierzyć się z czymś trudniejszym niż ustalenie faktów: z koniecznością zakwestionowania własnego dotychczasowego życia.
Dwadzieścia trzy lata to wystarczająco dużo czasu, żeby zmienić nazwisko, dorosnąć, założyć rodzinę albo przekonać samego siebie, że pewne wydarzenia przestały mieć znaczenie. W Rozliczeniu czas nie rozwiązuje jednak problemów, których nikt nie odważył się nazwać. Policja może odnaleźć broń, odtworzyć przebieg zabójstwa i wskazać winnych, ale nie cofnie tego, co wydarzyło się później w życiu ocalałych. Agnieszka Szubert przypomina, że sprawiedliwość i odzyskanie spokoju nie zawsze oznaczają to samo. Czasem odnalezienie sprawcy jest dopiero początkiem znacznie trudniejszego rozliczenia.

