Kot jest jednym z tych zwierząt, które człowiek udomowił tylko częściowo. Może spać na kanapie, jeść z miski i pozwalać się głaskać, ale wystarczy zgasić światło, żeby znowu stał się czymś trochę obcym. Oczy błyszczą, ruch cichnie, spojrzenie zatrzymuje się na punkcie, którego my nie widzimy. Dawna wyobraźnia musiała z takim stworzeniem zrobić coś więcej niż domowego łowcę myszy. Jacek Kabat w Baśniach i bajkach o kotach zbiera właśnie ślady tego niepokoju, fascynacji i nieustannej potrzeby tłumaczenia kociej natury przy pomocy folkloru. Problem polega na tym, że materiał jest znacznie ciekawszy niż całość książki.
Już tytuł wprowadza drobne zamieszanie terminologiczne. Baśń nie stoi obok bajki jako całkiem odrębne zjawisko. Jest jednym z jej rodzajów, bajką magiczną. Zestawienie „baśnie i bajki” brzmi więc trochę tak, jakby książka rozdzielała pojęcia, które w rzeczywistości częściowo się zawierają. Nie jest to oczywiście wada, która psuje lekturę, ale w publikacji mocno zainteresowanej tradycją i klasyfikacją opowieści taki szczegół od razu rzuca się w oczy. Tym bardziej że dalej sama struktura tomu jeszcze bardziej komplikuje terminologię.
Książka nie jest bowiem po prostu zbiorem historii o kotach. To raczej przekrojowy zestaw materiałów związanych z ich obecnością w kulturze ludowej: wierzeń, podań, baśni, bajek filozoficznych, krótkich opowieści, przesądów, przysłów i powiedzeń. W najlepszych momentach działa jak małe archiwum ludzkiego lęku przed tym, czego nie potrafimy zrozumieć. Kot w tych tekstach rzadko jest po prostu kotem. Bywa zwiastunem nieszczęścia, demonem, pomocnikiem, oszustem, mędrcem, nieczystą siłą albo stworzeniem obdarzonym wiedzą, do której człowiek nie ma dostępu. Jego niezależność łatwo zamienia się w podejrzliwość, nocny tryb życia w związek z zaświatami, a świecące oczy w dowód uczestnictwa w czymś, czego lepiej nie dotykać.
Najciekawszy jest początek, poświęcony dawnemu postrzeganiu kotów i wierzeniom z nimi związanym. Tu książka potrafi naprawdę wciągnąć, choć często jest to fascynacja podszyta odrazą. Dawne praktyki związane ze zwierzętami potrafią być potworne. Pojawiają się opisy rytuałów, w których kot przestaje być żywym stworzeniem, a staje się składnikiem ochronnej magii, talizmanu albo zabiegu mającego zapewnić szczęście. Z dzisiejszej perspektywy trudno czytać o zamurowywaniu zwierząt w budynkach, paleniu czy innych praktykach bez zwykłego gniewu. I właśnie ta część najlepiej pokazuje, po co taka książka w ogóle istnieje. Nie po to, by nostalgicznie zachwycać się dawnym folklorem. Folklor nie był niewinną krainą dziadków opowiadających przy kominku. Bywał sposobem porządkowania świata za pomocą lęku, przesądów i przemocy. Jeśli człowiek czegoś nie rozumiał, bardzo często dorabiał temu nadprzyrodzone wyjaśnienie, a potem próbował odzyskać kontrolę rytuałem. Kot nadawał się do tej roli idealnie, bo zawsze pozostawał trochę obok człowieka.
Najciekawszy jest tu nie sam kot, lecz człowiek patrzący na kota i dopowiadający sobie całą resztę. Kabat dobrze pokazuje, jak łatwo naturalne zachowanie zwierzęcia mogło zostać przełożone na język magii. Mruczenie, nocna aktywność, bezszelestny ruch, niezależność, nagłe zrywy energii, patrzenie w pustkę. Dziś rozumiemy te rzeczy inaczej, ale przez stulecia stanowiły znakomite paliwo dla zabobonów. Nie trzeba było wiele, by zwyczajny kot stał się stworzeniem granicznym, kimś pomiędzy domem a lasem, bezpieczeństwem a mrokiem.
W dalszych częściach tom przechodzi w podania i tradycyjne historie. Tu zaczyna się większa nierówność. Same teksty są interesujące przede wszystkim jako zapis kultury, znacznie rzadziej jako literatura zdolna porwać współczesnego czytelnika. Są proste, często krótkie, oparte na powtarzających się motywach i schematach. Kto szuka literackiego kunsztu, może szybko poczuć znużenie. Kto jednak interesuje się mechaniką ludowej wyobraźni, będzie miał co obserwować. Powtarzalność sama w sobie mówi zresztą sporo. Wyobraźnia ludowa nie działała w próżni. Wyrastała z podobnych warunków życia, podobnych lęków, podobnych hierarchii społecznych i bardzo ograniczonego zestawu problemów codziennych. Dlatego opowieści często krążą wokół sprytu, głupoty, biedy, małżeństwa, kary, nagrody, diabła, gospodarza, zwierzęcia i przypadkowego szczęścia. Kot raz pomaga, innym razem oszukuje, bywa przebiegły, leniwy, zachłanny albo niezwykle mądry. Rzadko pozostaje neutralny.
Ciekawiej wypadają bardziej rozbudowane baśnie. Tu pojawia się trochę więcej przestrzeni dla fabuły i atmosfery. Te historie nie są już tylko krótką anegdotą zakończoną morałem. Mają czas na zbudowanie sytuacji, napięcia i fantastycznego świata. Jednocześnie widać, że część materiału pozostaje dość surowa. To nie są teksty mocno literacko przetworzone, ale raczej świadectwa pewnej tradycji. Dla jednych będzie to zaleta, bo zachowują charakter źródłowy. Dla innych przeszkoda, bo w lekturze czysto literackiej przegrywają z bardziej dopracowanymi klasykami. Bardzo dobrze wypada sekcja z bajkami filozoficznymi. Obecność Ezopa, Ignacego Krasickiego czy innych autorów tego typu przypomina, że zwierzęta przez wieki służyły ludziom jako wygodne lustra. Kot nie musi być kotem. Może być próżnością, sprytem, egoizmem, fałszem albo rozsądkiem. Taki sposób pisania nadal działa, bo sprowadza ludzkie zachowania do prostych modeli, łatwych do rozpoznania i często zaskakująco aktualnych.
Dużo większy problem mam z częścią zatytułowaną po prostu „Bajki”. Właśnie tutaj wcześniejsze zamieszanie terminologiczne wraca ze zdwojoną siłą. Nie wszystkie teksty pasują do klasycznie rozumianej bajki. Część przypomina raczej proste opowiadania, często bardzo oczywiste, skonstruowane tak, że trudno znaleźć w nich coś więcej niż podstawową moralną lekcję. Zdarzają się historie sprawiające wrażenie zdecydowanie słabszych od materiału zgromadzonego wcześniej. To właśnie ten fragment najbardziej wzmacnia poczucie niewykorzystanego potencjału. Przy tak konkretnym temacie aż prosiłoby się o szerzej zakrojony wybór tekstów z różnych tradycji i regionów. Zamiast kilku słabszych opowiadań można było poszerzyć geograficzny zakres książki i pokazać, jak bardzo różniły się kulturowe wyobrażenia kota. Materiał istnieje, temat jest wdzięczny, a sama idea tomu aż zachęca do porównywania.
Pod tym względem książka pozostawia niedosyt. Z jednej strony deklaruje różnorodność i rzeczywiście oferuje wiele typów tekstów. Z drugiej, geograficznie nie otwiera się tak szeroko, jak można by oczekiwać. Kot jest przecież jednym z najbardziej uniwersalnych zwierzęcych symboli. Występuje w kulturach bardzo odległych od siebie i nabierał skrajnie różnych znaczeń. Tymczasem tutaj dominują tradycje bliższe naszej części Europy i materiał związany z kulturą, którą stosunkowo łatwo rozpoznać. Nie jest to samo w sobie błędem. Można zrobić bardzo dobrą książkę wyłącznie o kocie w folklorze Europy Środkowej i Wschodniej. Problem pojawia się raczej przez tytuł i konstrukcję, które sugerują coś szerszego. Czytelnik może wejść do tomu z oczekiwaniem wielkiej podróży przez kocie mitologie, a otrzymać przede wszystkim regionalne archiwum.
Bardzo ciekawie wypadają za to fragmenty związane z demonologią. Wargin, król kotów, i inne mroczne figury pokazują, jak łatwo zwierzę mogło przejść z codzienności do świata nadprzyrodzonego. W takich opowieściach kot staje się czymś więcej niż symbolem sprytu. Zaczyna budzić realny lęk. To już nie stworzenie mieszkające w gospodarstwie, ale istota posiadająca własną władzę i reguły. I właśnie te teksty mają najwięcej atmosfery. Książka potrafi być też bardzo zabawna, szczególnie tam, gdzie dawne przesądy stają się z dzisiejszej perspektywy kompletnie absurdalne. Problem w tym, że trudno śmiać się całkiem swobodnie, skoro obok zabawnych pomysłów pojawiają się praktyki kończące się cierpieniem zwierząt. To dziwne połączenie komizmu i okrucieństwa dobrze oddaje zresztą charakter dawnego folkloru. Nie był jednolity. Potrafił jednocześnie bawić, ostrzegać, straszyć i usprawiedliwiać rzeczy, które dziś wydają się nie do zaakceptowania.
Z tego powodu Baśnie i bajki o kotach absolutnie nie są książką dla dzieci, mimo że sam tytuł może sugerować coś przeciwnego. Baśń czy bajka nadal wielu osobom kojarzy się z literaturą dla najmłodszych, ale to skojarzenie historycznie jest bardzo uproszczone. Dawne teksty nie były projektowane według współczesnej wrażliwości. Miały ostrzegać, dyscyplinować, przekazywać wartości i tłumaczyć świat. Przemoc nie była w nich wyjątkiem. Wrażliwy czytelnik, zwłaszcza miłośnik zwierząt, powinien być na to przygotowany. Paradoksalnie to właśnie kociarze mogą mieć z tą książką najtrudniejszą relację. Z jednej strony dostają ogrom ciekawostek i historii dotyczących zwierzęcia, które ich fascynuje. Z drugiej muszą przejść przez kronikę tego, jak ludzie potrafili traktować koty wtedy, gdy przesąd stawał się ważniejszy niż życie.
Końcowe zestawienia zabobonów, przesądów i przysłów są bardzo atrakcyjne jako źródło ciekawostek. Można je czytać po kilka, wracać do nich, wyławiać absurdy i ślady dawnych przekonań. Problem w tym, że część informacji powtarza to, co pojawiało się wcześniej. Przez to książka miejscami sprawia wrażenie, jakby próbowała wypełnić objętość materiałem już znanym. Podobnie jest z konstrukcją całości. Są tu bardzo dobre pomysły, ciekawe teksty, wartościowe zestawienia i porządny kontekst, ale redakcyjnie zabrakło ostrzejszej selekcji. Tom mógłby być krótszy, bardziej zwarty i mocniej przemyślany pod względem proporcji. Nie wszystko, co zostało znalezione, musiało się tu znaleźć.
Nie pomaga też nierówny poziom literacki poszczególnych tekstów. Część ma urok staroświeckiej opowieści, inne brzmią surowo, niektóre są zwyczajnie słabe. To oczywiście ryzyko każdego zbioru materiałów folklorystycznych, ale przy publikacji kierowanej także do zwykłego czytelnika selekcja ma ogromne znaczenie. Nie wystarczy, że historia dotyczy kota. Musi jeszcze w jakiś sposób pracować na całość. Mimo tych zastrzeżeń trudno odmówić książce wartości dokumentacyjnej i ciekawości. Jeśli potraktować ją nie jako zbiór najlepszych kocich opowieści, ale jako przekrojowe spojrzenie na to, co ludzie przez lata projektowali na koty, robi się znacznie interesującej. Wtedy powtarzalność motywów, okrucieństwo, absurdalne przesądy i moralizatorskie historyjki zaczynają układać się w portret zbiorowej wyobraźni.
Kot jest tu lustrem. I jak każde dobre lustro pokazuje przede wszystkim człowieka. Pokazuje jego strach przed tym, czego nie kontroluje. Potrzebę nadawania znaczeń przypadkowi. Skłonność do przemocy usprawiedliwianej rytuałem. Fascynację niezależnością. Podejrzliwość wobec wszystkiego, co chodzi własnymi drogami. W tym sensie Baśnie i bajki o kotach mówią mniej o zwierzętach, a więcej o ludzkiej potrzebie oswajania świata opowieścią. Szkoda tylko, że sama publikacja nie zawsze wie, co z całym tym materiałem zrobić. Najmocniejsze są fragmenty folklorystyczne, historyczne i związane z dawnymi wierzeniami. Najsłabsze te, które sprawiają wrażenie dopisanych dla objętości albo zbyt słabych literacko, by uzasadnić swoją obecność. Również końcowe powtórzenia odbierają części materiału świeżość.
Dlatego Baśnie i bajki o kotach trudno nazwać książką wybitną. Jest ciekawa, momentami fascynująca, miejscami makabryczna, często zabawna i bardzo nierówna. Ma ogromny potencjał, ale nie wykorzystuje go w pełni. Dla osób interesujących się folklorem, wierzeniami i dawnymi sposobami tłumaczenia świata będzie wartościowym zbiorem. Dla kociarzy także, choć trzeba mieć grubą skórę. Kto oczekuje przede wszystkim literackiej przyjemności, może natomiast odczuć niedosyt. Po tej lekturze kot nie staje się ani bardziej demoniczny, ani bardziej tajemniczy. To człowiek zaczyna wyglądać trochę dziwniej. Zwłaszcza kiedy przypomnimy sobie, ile rzeczy był gotów wymyślić tylko dlatego, że zwierzę spojrzało w ciemność i zobaczyło tam coś przed nim.

