Przypisy marginalne

FELIETON: Blade | Gra, która istnieje, ale jakby jej nie było

Jest coś ironicznego w tym, że gra o łowcy wampirów sama zaczyna przypominać legendę opowiadaną szeptem. Blade od Arkane Studios został ogłoszony w grudniu 2023 roku podczas The Game Awards. Krótki zwiastun, nazwisko studia, marka Marvela i natychmiastowy szum. A potem cisza. Długa, ciężka, niepokojąca cisza. Taka, po której zaczynasz się zastanawiać, czy przypadkiem nie widziałeś tylko przywidzenia.

Fakty są proste i jednocześnie niepokojące. Pełna produkcja ruszyła dopiero pod koniec 2024 roku. W 2025 zaczęły pojawiać się doniesienia o opóźnieniach i możliwej premierze dopiero w 2027. W międzyczasie Microsoft anulował inne projekty, rynek gier superbohaterskich złapał zadyszkę, a społeczność zaczęła zadawać jedno pytanie. Czy to w ogóle dojdzie do skutku.

Pod koniec 2025 roku Dinga Bakaba z Arkane Lyon potwierdził, że projekt nie został anulowany. To ważne zdanie, ale samo w sobie brzmi jak obrona przed oskarżeniem, które nie powinno istnieć. Gra, która musi publicznie udowadniać, że nadal żyje, zawsze stoi na cienkim lodzie.

Z jednej strony mamy solidne fundamenty. Arkane to studio, które zbudowało swoją reputację na Dishonored i Deathloop. Twórcy systemowych, inteligentnych gier akcji, gdzie liczy się swoboda podejścia, projekt poziomów i konsekwencje wyborów. Void Engine jest im znany, nie muszą uczyć się nowej technologii od zera. To nie wygląda jak projekt skazany na chaos technologiczny. Jeśli ktoś ma zrobić z Blade’a coś więcej niż kolejną liniową bijatykę w kostiumie, to właśnie Arkane.

Ale jest też druga strona medalu. Marvel jako marka w grach przestał być gwarancją sukcesu. Filmowy Blade ugrzązł w produkcyjnym bagnie, stracił datę premiery, reżyserów, a według części doniesień został ostatecznie skasowany. Wizerunek postaci przestał być częścią wielkiego planu, stał się projektem bez kierunku. A kiedy film tonie, marketingowa fala, która miała ponieść grę, nagle znika.

To może być zagrożenie, ale też paradoksalna szansa. Bez presji dopasowania do MCU Arkane może zrobić swoje. Blade nie musi być dodatkiem do kinowego uniwersum. Może być osobną, mroczną historią, osadzoną w klimacie bliższym wczesnym filmom o łowcy wampirów niż sterylnemu blockbusterowi. Może być brutalny, kameralny i nieprzejednany. I to byłoby najlepsze, co mogłoby się tej grze przydarzyć.

Największy znak zapytania dotyczy jednak czegoś innego. Czy Arkane w obecnej strukturze Microsoftu dostanie czas i przestrzeń, by dowieźć projekt w swoim tempie. Późne wejście w pełną produkcję oznacza długi cykl. Premiera w 2027 to optymistyczny scenariusz. W branży, w której decyzje zapadają nagle, trzy lata to wieczność. Blade musi przetrwać nie tylko wampiry. Musi przetrwać korporacyjne kalkulacje.

Niepokoi też cisza informacyjna. Od zapowiedzi minęły lata, a poza potwierdzeniem, że projekt istnieje, niewiele wiemy. Brak konkretów budzi spekulacje, a spekulacje w czasach masowych anulowań szybko zamieniają się w czarnowidztwo. I choć to nie dowód problemów, trudno ignorować kontekst.

A jednak coś w tym projekcie intryguje. Arkane rzadko robi rzeczy oczywiste. Blade w ich wydaniu mógłby być grą o łowcy, który poluje w gęstym, systemowym mieście, gdzie każda dzielnica to inny układ sił, a noc ma swoje prawa. Wyobraźnia podsuwa coś na styku Dishonored i mrocznego komiksu. Jeśli to pójdzie w stronę inteligentnej gry akcji z otwartą strukturą misji, możemy dostać jedną z najciekawszych adaptacji Marvela w historii.

Na razie jednak Blade jest projektem w zawieszeniu. Oficjalnie żyje. Produkcja trwa. Studio zapewnia, że wszystko jest w porządku. Ale branża nauczyła nas jednego. Dopóki nie zobaczymy realnego gameplayu, dopóty wszystko może się wydarzyć.

Może za kilka lat będziemy mówić o tej ciszy jak o spokojnej fazie przed burzą sukcesu. A może jako o pierwszym sygnale, że coś nie zagrało. Na razie Blade stoi w półmroku. I jak przystało na łowcę wampirów, najlepiej czuje się właśnie tam.

Nataniel Ferenc

Mogę powiedzieć, że gram, czytam, oglądam - jeszcze nie śpiewam. Ale pracuję nad tym.