Przypisy marginalne Seriale

KOMENTARZ: Rycerz Siedmiu Królestw | Westeros bez kobiet? Nie, Westeros z kobietami jednorazowego użytku

Uniwersum Westeros przez lata udowadniało, że potrafi tworzyć kobiece postacie wyraziste, wielowymiarowe i dramatycznie istotne. Cersei, Daenerys, Arya, Rhaenyra czy Alicent nie były ozdobnikami fabuły, lecz jej silnikami. Dlatego w przypadku Rycerza Siedmiu Królestw szczególnie wyraźnie widać dysonans między potencjałem a realizacją. Serial, który mógł wykorzystać swoją kameralność do zbudowania subtelnych, znaczących kobiecych ról, w praktyce sprowadza je do funkcji katalizatorów męskich przemian. Nie mamy Westeros bez kobiet. Mamy Westeros, w którym kobiety istnieją głównie po to, by coś uruchomić w mężczyźnie.

UWAGA: Tekst zawiera spoilery z pierwszego sezonu serialu Rycerz Siedmiu Królestw od HBO, na podstawie noweli Wędrowny Rycerz George’a R.R. Martina.

Najbardziej oczywistym przykładem jest Rafe. W literackim pierwowzorze postać ta pojawia się marginalnie, co paradoksalnie dawało twórcom ogromną swobodę interpretacyjną. Serial nie tylko ją rozbudowuje, ale również zmienia jej płeć, czyniąc z niej najważniejszą osobę w dzieciństwie Dunka. Teoretycznie jest to decyzja otwierająca pole do pogłębienia emocjonalnego tła bohatera. W praktyce kończy się ona brutalną śmiercią, która ma jedno zadanie: zmotywować Dunka do opuszczenia Flea Bottom i wkroczenia na drogę przeznaczenia. To klasyczny fridging w czystej postaci: kobieta zostaje dopisana do historii po to, by jej śmierć stała się paliwem dla męskiej narracji.

Warto podkreślić, że ten zabieg nie wynikał z konieczności adaptacyjnej. W prozie Martina Dunk wspomina dzieciństwo w sposób szczątkowy, bez spektakularnej traumy. Jego droga nie wymaga dramatycznego impulsu w postaci śmierci bliskiej osoby. Serial dodaje ten element, by zastąpić utracony w adaptacji wgląd w wewnętrzne myśli bohatera. Problem polega na tym, że zamiast znaleźć filmowy odpowiednik introspekcji, twórcy wybierają najprostszy skrót emocjonalny: traumę przez stratę kobiety.

Rafe nie jest jednak wyjątkiem. Tanselle, jedna z nielicznych wyrazistych kobiet pierwszego sezonu, funkcjonuje głównie jako obiekt zainteresowania Dunka i moralny punkt zapalny konfliktu z Aerionem. Gdy jej rola w procesie inicjacji bohatera zostaje spełniona, znika z fabuły. Jej perspektywa, konsekwencje wydarzeń, dalszy los pozostają poza kadrem. Kobieta pojawia się, gdy trzeba wywołać reakcję. Znika, gdy reakcja została już osiągnięta.

To tym bardziej uderzające, że seria jako całość ma za sobą doświadczenie krytyki podobnych błędów. Gra o tron mierzyła się z zarzutami dotyczącymi przemocy wobec kobiet jako narzędzia dramaturgicznego. Ród smoka starał się budować bardziej złożone kobiece centrum narracji. Tymczasem Rycerz Siedmiu Królestw powraca do modelu, w którym żeńska obecność jest szczątkowa, a gdy już zostaje rozbudowana, kończy się eliminacją.

Co istotne, problem reprezentacji kobiet splata się tu z innym powracającym błędem franczyzy. W tym samym sezonie kulminacyjna scena pojedynku w próbie siedmiu została częściowo „ukryta” w mgle, co twórcy tłumaczyli zarówno atmosferą, jak i ograniczeniami budżetowymi. To decyzja, która wpisuje się w precedens znany z wcześniejszych produkcji, gdzie kluczowe momenty ginęły w mroku. W obu przypadkach mamy do czynienia z narracyjnym ukrywaniem: raz dosłownym, wizualnym, raz symbolicznym, poprzez marginalizowanie kobiecych postaci.

Nie chodzi przy tym o ideologiczny rachunek obecności na ekranie. Chodzi o sprawczość. Jeśli twórcy decydują się zmienić płeć postaci i znacząco ją rozbudować, powinni dać jej autonomiczną trajektorię. W przeciwnym razie zmiana staje się gestem pozornym. Reprezentacja bez podmiotowości jest tylko dekoracją, a dekoracje łatwo usunąć, gdy przestają być potrzebne.

Paradoks polega na tym, że materiał źródłowy daje przestrzeń do lepszego rozwiązania. Kolejne nowele o Dunku i Jaju wprowadzają kobiece postaci o realnym znaczeniu politycznym i społecznym. Serial ma więc szansę wyjść poza schemat i pokazać, że Westeros nie jest światem, w którym kobiety istnieją jedynie jako wspomnienia, traumy lub tło dla męskiego honoru.

Westeros nie potrzebuje kolejnej martwej dziewczyny, by opowiedzieć historię o dojrzewaniu rycerza. Potrzebuje kobiet, które mają własne przeznaczenie, własne konflikty i własną narracyjną wagę. Jeśli Rycerz Siedmiu Królestw ma być czymś więcej niż nostalgicznym dodatkiem do marki, powinien to zrozumieć, zanim mgła opadnie po raz kolejny.

Gradory

Robot nie może skrzywdzić istoty ludzkiej lub - poprzez wstrzymanie się od działania - pozwolić, by stała jej się krzywda. Podobno.