Moja przygoda z World of Warcraft przypomina przeciętną historię związku dwóch ludzi. Zaczęło się od płomiennego romansu, pochłaniającego cały dostępny czas, myśli oraz sny (trwał jakoś do Cataclysm), a teraz wpadam w odwiedziny raz/dwa razy na rozszerzenie. Tymczasem na scenę, niczym stara miłość, wkracza Midnight i to trzymając w dłoniach akt własności kawałka działki w Azeroth. Nie mogłem się powstrzymać.
Wypadłem z obiegu pod względem fabuły WoW, trzeba to sobie jasno powiedzieć. To już nie te czasy, gdy wybudzony z głębokiego snu potrafiłem wymienić z imienia i nazwiska najważniejsze postaci oraz powiązania między nimi. Moje zainteresowanie tym światem zginęło gdzieś w Shadowlands razem z Dra’gora i sympatią do Thralla. Niby grałem w kolejne dodatki, były rajdy, ściganie się z czasem w M+, ale działo się to bez przekonania. Jakie więc było moje zaskoczenie, gdy beta Midnight wzięła ledwo tlące się zainteresowanie i nie spróbowała go zdeptać.
Przede wszystkim kwestia, że tak rzucę terminologią, budownictwa mieszkaniowego. Rzecz, której spora część społeczności zazdrościła choćby FFXIV. Posiadanie własnego zakątka w ulubionym świecie jest czymś bardzo bliskim memu sercu. Winę za to ponosi Tibia, w której spędzałem niepoważne ilości godzin w 2005 roku (akurat, gdy wprowadzali różdżki). To wtedy moja gildia kupowała siedzibę, a ja miałem wreszcie, gdzie pokazać kolekcję zbieranych po całym świecie ksiąg. Tak, nie jestem do końca normalny.
Nie powinno więc dziwić, że gdy dowiedziałem się o planach wprowadzenia tego do WoWa, dołączyłem do grona zadowolonych. Teraz, gdy mogłem już się trochę pobawić w architekta łamane na dekoratora wnętrz, mogę spokojnie stwierdzić, że zaserwowano nam bardzo solidną podstawę pod dalszy rozwój. Uniknięto przy okazji pułapki garnizonów z Warlords of Draenor, które w praktyce były dość samowystarczalnymi miasteczkami. Siedziby z Midnight pełnią rolę wystawy naszych przeszłych i obecnych osiągnięć, a to łaskocze mnie w ulubiony element… WoWa. Jestem growym zbieraczem, który więcej czasu spędza polując na transmogi oraz osiągnięcia niż w kolejkach do M+. Choć robię to dla siebie, to nie ukrywam, że możliwość pochwalenia się nimi inaczej niż poprzez tytuł jest bardzo miła.

Wraz z Midnight do Azeroth wkroczy istna rewia mody. Nie tylko określony wygląd przedmiotu będzie związany z odpowiednim miejscem na postaci (koniec z bieganiem do NPC po znalezieniu lepszego hełmu, czy innych butów), ale też Blizz wprowadza do gry dość bogate menu strojów odpowiadających za wygląd naszej postaci w określonej sytuacji. Wygląd zmieniający się zależnie od miejsca? Rodzaju wierzchowca, a nawet specjalizacji? Proszę bardzo! Miłośnicy RP mogą ocierać łzy wzruszenia.
Skoro najbliższe memu sercu elementy mamy za sobą, pora przejść do tych nieco bardziej kontrowersyjnych, zaczynając od addonów. Korzystaliście z tak mało istotnych i niepopularnych dodatków, jak WeakAuras, DBM/BigWigs, Plater, Details!, czy Loot Council? No to już nie będziecie. Choć addony nie odchodzą do lamusa jako całość, to można stwierdzić, że na celowniku znalazły się te zapewniające przewagę w walce. Blizz stwierdził, że ograniczały one możliwości projektowania starć, proponując przy tym własne opcje. Jedną z nich jest system zliczania zadawanych obrażeń, który… może i jest biedny, ale za to najeżony błędami. Nie skłamię twierdząc, że zaufanie graczy jest bardziej niż ograniczone. Dodatkowym problemem jest to, że wraz z zejściem ze sceny utalentowanych autorów, coraz częściej można trafić na slop wykonany z użyciem SI, a to nienajlepszy znak na przyszłość.
Kolejnym, choć wcale nie wywołującym mniej emocji elementem jest przeprowadzone uproszczenie klas i specjalizacji postaci. W historii WoWa byliśmy już świadkami wycinania mniej popularnych umiejętności i choć wymagało to przebudowania rotacji, w gruncie rzeczy miało pozytywny wpływ na ogólną przejrzystość. Nie inaczej jest w przypadku Midnight i… no lubię to. Przypominają się te mityczne „stare” czasy, gdy może zdolności było mniej, ale miały one większe znaczenie. Na nieszczęście, mój main – mag ognia dostał trochę po łapach, więc przełączyłem się na starą miłość z czasów WotLK – arcane i nie żałuję. Głupotą byłoby twierdzić, że zmiany zadowolą wszystkich. To nigdy nie będzie miało miejsca. Niemniej, spore grono albo nie zobaczy problemu (bo i tak korzystali z najpopularniejszych talentów i rotacji), albo się dostosuje. Nie powinno to nastręczyć zbyt wielu problemów, ponieważ sama walka też została przebudowana.
Pierwszą rzeczą, jaką można zauważyć w becie jest to, że same potyczki trwają nieco dłużej. W przeszłości mieliśmy dodatki, gdzie albo się miało 100% życia, albo tkwiło twarzą w podłodze. Starcia były szybkie, szczególnie w PvP. Obecnie zdają się rozgrywać z większym namaszczeniem, dając nie tylko szansę na przerobienie kompletnej rotacji, ale też odzyskać równowagę przy potknięciu. Zmianę tempa najbardziej odczują healerzy, którzy być może będą mieli nawet czas na podrapanie się po nosie bez ryzyka wipe’a. Jednakże najważniejszą zmiana ukryta jest choćby w lochach, między grupami przeciwników. Panie i panowie, drodzy czytelnicy, Blizz podjął decyzję o ograniczeniu ilości casterów w paczkach mobów, a co za tym idzie, znacząco skrócili frustrację towarzyszącą bieganiu do bossów.

Trudno nie odnieść wrażenia, że Midnight to pierwszy od lat przyjaźnie nastawiony do świeżego gracza dodatek. Uproszczone drzewko talentów, systemy pozwalające doświadczyć całości fabuły na własną rękę, bez konieczności zdawania się na łaskę innych graczy – to powinno przyciągać świeżaków, ewentualnie zachęcić osoby preferujące samotną rozgrywkę. Z drugiej strony, drastyczne ograniczenie różnorodności buildów raczej nie będzie miało pozytywnego wpływu na regrywalność, co raczej zasmuci osoby uzależnione od tworzenia nowych altów. Jeśli zaś chodzi o uniżonego autora tych słów, już wie, że jeśli szanowna małżonka zobaczy z jaką chęcią dekoruje on wirtualne cztery ściany, czeka go niejedna wycieczka po sklepach.
Jak nie pałałem miłością do poprzednich dodatków, tak Midnight zapowiada się na pierwszy od dawna, który nie tylko ukończę, ale będę się przy tym naprawdę dobrze bawił. Choć od marcowej premiery dzielą nas prawie dwa miesiące, to już teraz można wziąć udział w prepatchu, co właśnie zamierzam uczynić.


