Są mangi, które czyta się szybko, odkłada na półkę i po tygodniu pamięta się już tylko ogólny nastrój. I są też takie, które robią coś odwrotnego. Na początku wydają się proste, niemal oczywiste, a potem wracają. Zaczynają pracować w tle, zmieniają znaczenia, podmieniają akcenty. Pan Cykada Ryuko Iwabuchi jest właśnie takim zbiorem. To antologia sześciu krótkich opowieści, które nie próbują karmić czytelnika jednoznaczną pointą, tylko zostawiają go z czymś znacznie ciekawszym: z przestrzenią do interpretacji.
Najbardziej charakterystyczne w tym tomie jest to, że sens nie leży na wierzchu. Pierwsze czytanie często prowadzi najprostszą ścieżką, bo fabuły wydają się klarowne, czasem wręcz ascetyczne. Dopiero później człowiek zauważa, że pod spodem jest jeszcze druga warstwa. I trzecia. I ta, która pojawia się dopiero wtedy, kiedy odłożysz książkę, a scena nadal siedzi w głowie jak zadra. To komiks, który nie kończy się na ostatniej stronie.
Tytułowa historia, Pan Cykada, jest sercem zbioru, bo najłatwiej uchwycić jej emocjonalny rdzeń. Z pozoru to opowieść o niemożliwej miłości, zestawionej z cyklem życia cykad. Coś pięknego i okrutnego zarazem, bo cykady odmierza czas w sposób bezlitosny, a uczucie w tej historii nie jest romantyczną obietnicą, tylko czymś, co dojrzewa w cieniu końca. To prosta opowieść, ale uderza precyzją. Taką, która nie potrzebuje wielu słów, żeby zabolało.
Potem robi się bardziej niepokojąco, bardziej dziwnie, czasem nawet odpychająco i to też jest część uroku. Iwabuchi potrafi przejść z melancholii w absurd, z baśni w grozę, z delikatności w coś cielesnego i lepkiego, co zostawia czytelnika skonfundowanego. Nie wszystko tu jest przyjemne. Nie wszystko ma się podobać. Ten zbiór jest jak tomik poezji wizualnej, w którym jeden wiersz zachwyca, a drugi drażni, ale oba zostają.
W Dzieciach pożegnań autorka bierze temat tożsamości i płci, ale nie podaje go w formie deklaracji ani manifestu. Dostajemy alternatywną rzeczywistość, w której zmiana płci jest możliwa, choć proces jest dziwny, niemal surrealistyczny. I to działa, bo zamiast prostych odpowiedzi pojawia się pytanie o to, co właściwie znaczy „wybór” i kto ma do niego dostęp.
Błysk wiatru potrafi zaskoczyć drobiazgiem. Historia o włosach utraconych u fryzjera brzmi jak błahostka, a jednak ma w sobie coś rozbrajająco smutnego. Jakby te włosy były nie tyle częścią wyglądu, co częścią pamięci. Niby nic, a jednak człowiek czuje ukłucie, bo każdy zna ten rodzaj straty, który jest mały, ale symboliczny.
Tatuaż idzie w stronę więzi między ciałem a tym, co na nim zapisane. Rysunek przestaje być ozdobą, zaczyna być relacją. I znów, Iwabuchi nie wykłada sensu na stół. Zostawia go w gestach, spojrzeniach, w niedopowiedzeniach.
Najbardziej kontrowersyjni bywają Przystojni chłopcy i można to zrozumieć. Tam, gdzie inne historie są melancholijne, tutaj pojawia się coś chłodniejszego, bardziej okrutnego, momentami wręcz obrzydliwego. Piękno, brzydota i śmierć wchodzą w jeden układ, z którego nie ma wygodnego wyjścia. To opowieść, która łatwo może odrzucić, bo jest dziwna i brutalna w sposobie, w jaki dotyka fascynacji ciałem i granicą, której nie powinno się przekraczać. Ale nawet jeśli nie trafia emocjonalnie, to trudno ją zignorować.
Z kolei Wilk gra motywem wilkołaka, ale nie w klasycznym sensie. Bardziej interesuje ją pytanie o pozycję w łańcuchu pokarmowym, o to, czy jesteś łowcą, czy ofiarą i czy da się to w ogóle oddzielić. To historia o instynkcie, o wstydzie i o tym, że czasem największym koszmarem jest świadomość własnej natury.
Wizualnie Pan Cykada jest minimalistyczny i to minimalizm celowy. Kreska nie próbuje olśnić przepychem, tylko buduje nastrój. Proste kadry, oszczędne środki, dużo ciszy. W takiej formie każdy detal nabiera znaczenia, a puste miejsce między obrazami zaczyna mówić równie dużo jak same rysunki. Do tego dochodzą dodatki, które naprawdę cieszą: galeria ilustracji i wywiad z autorką. To nie jest tylko bonus, to dopełnienie, które pozwala lepiej zrozumieć, skąd bierze się ta poetycka osobność.
To nie jest manga dla każdego. Jeśli ktoś szuka wyrazistej fabuły, jasnych emocji i domkniętych point, może wyjść z lektury zirytowany. Ale jeśli ktoś lubi historie, które są jak sen: trochę piękny, trochę dziwny, trochę niepokojący i długo nie dający spokoju, to Pan Cykada potrafi trafić idealnie.
To jednotomówka, która nie krzyczy. Ona szepcze. I właśnie dlatego słychać ją tak długo.


