Książki

RECENZJA: Zagadka martwego wydawcy | Trup, trzy pisarki i chaos

Relacje z ludźmi potrafią być skomplikowane, ale są też takie, które zostawiają po sobie wyłącznie zmęczenie, frustrację i potrzebę definitywnego zamknięcia pewnego rozdziału. Zuza właśnie do takiego momentu dochodzi. Po latach współpracy z toksycznym wydawcą chce w końcu odzyskać spokój i wolność. Problem w tym, że zanim zdąży naprawdę odetchnąć, mężczyzna zostaje zamordowany, a wszystkie tropy bardzo szybko zaczynają prowadzić właśnie do niej. 

Aneta Jadowska po raz kolejny zabiera czytelnika do świata Gracji z Ustki, gdzie kryminalna zagadka miesza się z humorem, chaosem codzienności i bohaterkami, które nawet w środku katastrofy potrafią rzucić ciętym komentarzem. „Zagadka martwego wydawcy” to jednocześnie lekki kryminał obyczajowy i opowieść o odzyskiwaniu własnego głosu po latach życia pod cudzą kontrolą.

Punktem wyjścia jest sytuacja, która brzmi jak fantazja wielu przemęczonych autorów. Toksyczny wydawca, człowiek będący połączeniem emocjonalnego szantażysty, tyrana i chodzącego koszmaru branży wydawniczej, w końcu ginie. Problem polega tylko na tym, że jedną z głównych podejrzanych zostaje Zuza, która otwarcie marzyła o pozbyciu się Krzysia Zdzisia i jeszcze dla żartu prowadziła ranking najlepszych pomysłów na jego idealne morderstwo.

I właśnie taki humor najlepiej definiuje tę książkę. Jadowska bardzo sprawnie miesza rzeczy cięższe z kompletnie absurdalnymi sytuacjami. Z jednej strony pojawiają się tematy toksycznych relacji zawodowych, wypalenia, presji i manipulacji. Z drugiej dostajemy sceny z kurierem zostawiającym paczki w kałużach, policyjne dialogi, które brzmią jak kabaret, czy bohaterki prowadzące prywatne śledztwo z energią trzech osób, które same doskonale wiedzą, że robią rzeczy kompletnie nierozsądne.

Największą siłą tej serii nadal pozostają jednak same Gracje. Zuza, Nina i Agata mają między sobą fantastyczną dynamikę. Ich relacja jest pełna drobnych uszczypliwości, chaosu i wzajemnego podpuszczania, ale jednocześnie bardzo wyraźnie czuć, że to jedna z tych przyjaźni, które naprawdę trzymają ludzi przy życiu. I właśnie ten emocjonalny fundament sprawia, że nawet jeśli sama zagadka kryminalna nie jest wyjątkowo skomplikowana, książkę i tak czyta się z ogromną przyjemnością.

Bo prawda jest taka, że sam kryminał momentami schodzi tu trochę na drugi plan. Oczywiście trup jest, śledztwo też działa całkiem dobrze, pojawiają się kolejni podejrzani, sekrety i powiązania, ale najważniejsze pozostaje wszystko wokół. Relacje, emocje i absurd codzienności. To książka bardziej o ludziach niż o samej zbrodni.

Bardzo podobało mi się też to, jak Jadowska pokazuje środowisko wydawnicze. Oczywiście wiele rzeczy jest tutaj przerysowanych dla humoru, ale pod tym wszystkim czuć też sporą gorycz. Toksyczne układy, traktowanie autorów jak produktów, emocjonalne uzależnianie ludzi od pracy czy wypalanie ich do granic możliwości nie wydają się już wyłącznie komediowym tłem.

Nie znaczy to jednak, że książka jest ciężka. Wręcz przeciwnie. Czyta się ją błyskawicznie, dialogi mają świetny rytm, a humor bardzo dobrze równoważy trudniejsze momenty. Jadowska ma ten specyficzny styl, który albo od razu „siądzie”, albo kompletnie nie zadziała. U mnie działa praktycznie zawsze, bo nawet kiedy historia robi się trochę zbyt chaotyczna, nadal czuć w niej ogromną lekkość i naturalność.

Nie wszystko jednak wypadło idealnie. Początek faktycznie może być odrobinę mylący, bo przez chwilę książka bardziej przypomina obyczajowy romans niż kryminał. Sama intryga również nie jest szczególnie trudna do rozszyfrowania i momentami miałam wrażenie, że emocjonalne zamykanie wątków jest dla autorki ważniejsze niż samo śledztwo. Ale szczerze mówiąc, w tej serii kompletnie mi to nie przeszkadzało.

Najbardziej czuć tutaj jednak coś jeszcze. Pożegnanie. Zagadka martwego wydawcy jest finałem historii Gracji i bardzo wyraźnie widać, że autorka chciała domknąć nie tylko kryminalną zagadkę, ale przede wszystkim relacje i emocje swoich bohaterek. Dodatkowe opowiadanie związane z Lulą Uklej działa trochę jak ostatni ciepły epilog dla całego tego świata.

I chyba właśnie dlatego ten tom zostawia po sobie tak przyjemne uczucie. To nie jest książka, która próbuje szokować czy udawać coś bardziej ambitnego niż jest. Ona po prostu daje ogromną frajdę z przebywania z bohaterkami. Trochę śmieszy, trochę wzrusza, momentami robi się absurdalna, ale przez cały czas pozostaje bardzo swoja.

Ola "Leia" Psota

Człowiek wyruszył na spotkanie innych światów, innych cywilizacji, nie poznawszy do końca własnych zakamarków, ślepych dróg, studni, zabarykadowanych, ciemnych drzwi.