Większość historii o podróżach w czasie koncentruje się na paradoksach, ratowaniu przyszłości albo próbach zmiany historii. Giorgio Albertini wychodzi z zupełnie innego założenia. Skoro ludzkość opanowała technologię przemieszczania się między epokami, to dlaczego miałaby nie zamienić jej w kolejny dochodowy biznes? W świecie Chronosquad przeszłość stała się produktem turystycznym. Można wykupić wakacje w epoce brązu, zrobić sobie zdjęcie z mamutem albo spędzić miesiąc w cieniu egipskich piramid, wracając do domu po zaledwie jednym dniu urlopu. Już sam ten pomysł wystarczyłby na ciekawą historię science fiction. Albertini idzie jednak znacznie dalej.
Głównym bohaterem pierwszego tomu jest Telonius Bloch, historyk średniowiecza, który właśnie spełnia swoje największe marzenie i dołącza do Chronosquadu, elitarnej jednostki pilnującej bezpieczeństwa podróży w czasie. Jego pierwsza misja wydaje się dość prosta. Ma odnaleźć dwójkę zaginionych nastolatków, którzy zniknęli podczas wycieczki do starożytnego Egiptu. Oczywiście szybko okazuje się, że za całą sprawą kryje się znacznie większa intryga, a sam Bloch zostaje wrzucony w sam środek wydarzeń znacznie przekraczających jego doświadczenie.
Największą siłą komiksu jest sam świat przedstawiony. Albertini nie traktuje podróży w czasie wyłącznie jako efektownego gadżetu fabularnego. Buduje całe społeczeństwo funkcjonujące wokół nowej gałęzi przemysłu. Powstają biura podróży, specjalne procedury bezpieczeństwa, regulaminy, służby kontrolujące anachronizmy i agenci interweniujący wtedy, gdy turyści zaczynają zbyt mocno ingerować w historię. Wszystko zostało pomyślane z dużą konsekwencją i sporą dawką humoru. Regulaminy ostrzegające przed chorobami wenerycznymi sprzed kilku tysięcy lat czy możliwością międzyepokowych ciąż pokazują, że autor świetnie bawi się własnym pomysłem.
Pod komediową warstwą kryje się jednak coś więcej. Chronoturystyka staje się kolejnym etapem komercjalizacji świata. Przeszłość zostaje sprowadzona do atrakcji dostępnej za odpowiednią opłatą. Dawne cywilizacje funkcjonują niczym egzotyczne kurorty, które można odwiedzić, zrobić kilka zdjęć i wrócić do współczesności. Albertini nie moralizuje, ale bardzo subtelnie pokazuje, jak łatwo człowiek potrafi zamienić nawet historię całej cywilizacji w produkt przeznaczony do sprzedaży.
Fabuła rozwija się bardzo płynnie. Autor zręcznie miesza komedię, przygodę, kryminał i science fiction. W jednej chwili obserwujemy zabawne nieporozumienia wynikające z różnic kulturowych, by kilka stron później znaleźć się w samym środku brutalnej akcji. Zmiany tonu wypadają zaskakująco naturalnie i sprawiają, że komiks ani przez moment nie nuży.
Bloch okazuje się bardzo sympatycznym protagonistą. Nie jest typowym herosem, lecz człowiekiem pełnym entuzjazmu, wiedzy i jednocześnie sporej nieporadności. Dzięki temu łatwo wejść wraz z nim do tego niezwykłego świata. To bohater, który równie często popełnia błędy, co rozwiązuje problemy, ale właśnie dlatego budzi sympatię.
Widać również, że scenarzysta doskonale czuje realia historyczne. Nie jest to przypadek. Albertini jest historykiem i archeologiem, dlatego poszczególne epoki nie wyglądają jak przypadkowe dekoracje. Stroje, architektura czy wyposażenie zostały przygotowane z dużą dbałością o szczegóły, choć oczywiście całość pozostaje podporządkowana przygodowej konwencji.
Ogromną rolę odgrywają także rysunki Grégory’ego Panaccione. Jego kreska początkowo może wydawać się zbyt szkicowa i uproszczona, ale bardzo szybko okazuje się, że właśnie dzięki temu komiks zyskuje niezwykłą lekkość. Postacie są niezwykle ekspresyjne, mimika świetnie podkreśla humor sytuacyjny, a dynamiczne kadrowanie sprawia, że akcja płynie bez najmniejszych zgrzytów. Panaccione znakomicie operuje również kolorem. Współczesność wydaje się sterylna i uporządkowana, natomiast dawne epoki pulsują ciepłymi barwami i sprawiają wrażenie bardziej żywych od teraźniejszości.
Nie wszystko działa idealnie. W pierwszym tomie pojawia się sporo pojęć oraz zasad funkcjonowania świata, przez co początek może wydawać się nieco chaotyczny. Trzeba poświęcić chwilę, aby odnaleźć się w zależnościach między liniami czasowymi i zasadach działania Chronosquadu. Na szczęście autor szybko odzyskuje kontrolę nad narracją i już po kilkudziesięciu stronach wszystko staje się zrozumiałe.
Największym sukcesem pierwszego tomu pozostaje jednak fakt, że po zamknięciu albumu natychmiast ma się ochotę sięgnąć po następny. Albertini stworzył świat pełen możliwości, a jednocześnie uniknął pułapki przesadnego komplikowania własnej koncepcji. Chronosquad jest inteligentnym science fiction, które nie zapomina o rozrywce. Łączy bardzo ciekawy pomysł z humorem, przygodą i świetnie poprowadzoną narracją, udowadniając, że nawet o podróżach w czasie wciąż można opowiedzieć coś świeżego.



