Naoki Urasawa po raz kolejny udowadnia, że nie interesuje go zwykłe opowiadanie historii o seryjnym mordercy. Monster coraz bardziej przypomina precyzyjnie skonstruowaną układankę, w której każda odpowiedź rodzi dwa nowe pytania, a największe zagrożenie nie zawsze pochodzi od człowieka, którego wszyscy ścigają. Trzeci tom wyraźnie zwalnia tempo głównej intrygi, ale robi to w bardzo konkretnym celu, rozbudowuje świat, pogłębia bohaterów i sprawia, że finał całej historii zapowiada się jeszcze bardziej niepokojąco.
Tenma nadal pozostaje zbiegiem, próbując jednocześnie odnaleźć Johana i oczyścić własne imię. Tym razem jednak Urasawa świadomie spycha go na drugi plan. Znacznie więcej miejsca otrzymują nowi bohaterowie, których losy początkowo wydają się niepowiązane z główną fabułą. To charakterystyczny zabieg autora, zamiast pędzić do kolejnych zwrotów akcji, cierpliwie dokłada następne elementy do wielkiej konstrukcji.
Jednym z najważniejszych nowych bohaterów zostaje doktor Rudy Gillen, wybitny psycholog kryminalny badający umysły seryjnych morderców. Jego spotkania z przestępcami należą do najbardziej niepokojących fragmentów całego tomu. Urasawa nie epatuje brutalnością. Znacznie skuteczniej działa atmosfera, spojrzenia i rozmowy prowadzone z ludźmi, którzy dawno przekroczyli granice człowieczeństwa.
To właśnie tutaj Monster pokazuje swoją największą siłę. Najstraszniejsze sceny nie wynikają z przemocy, lecz z psychologii. Strach rodzi się z tego, co dzieje się w ludzkich głowach. Johan wciąż pozostaje niemal nieuchwytny, ale jego obecność czuć właściwie na każdej stronie. Paradoksalnie im rzadziej się pojawia, tym bardziej dominuje całą historię. Urasawa konsekwentnie buduje z niego figurę niemal mityczną, człowieka, który potrafi wpływać na innych wyłącznie słowami, zostawiając po sobie zniszczenie, nawet jeśli fizycznie znajduje się setki kilometrów dalej.
Bardzo ciekawie rozwija się również postać inspektora Lungego. Jego obsesja na punkcie Tenmy zaczyna przesłaniać mu rzeczywistość. Z jednej strony imponuje determinacją i inteligencją, z drugiej coraz wyraźniej widać, że sam staje się ofiarą własnych przekonań. To kolejny przykład bohatera, którego nie sposób jednoznacznie ocenić.
Urasawa świetnie radzi sobie także z bohaterami epizodycznymi. Nawet postacie pojawiające się tylko na kilka rozdziałów mają własne motywacje, historię i charakter. Dzięki temu świat Monstera wydaje się niezwykle wiarygodny. To nie jest thriller zbudowany wokół jednego protagonisty. To sieć ludzkich losów, które stopniowo zaczynają się ze sobą splatać. Momentami można odnieść wrażenie, że autor aż za bardzo rozprasza uwagę czytelnika. Pojawia się wiele nowych nazwisk, nowych wątków i kolejnych zagadek. Wymaga to skupienia, ale jednocześnie daje poczucie uczestniczenia w czymś znacznie większym niż klasyczna historia o pościgu za mordercą.
Graficznie Urasawa pozostaje klasą samą dla siebie. Nie potrzebuje efektownych splash page’ów ani przesadzonej dynamiki. Największe emocje budują twarze bohaterów. Kilka kresek wystarcza, by oddać strach, obłęd, poczucie winy czy całkowitą pustkę. Szczególnie sceny rozmów z seryjnymi mordercami robią ogromne wrażenie właśnie dzięki mimice i subtelnemu operowaniu kadrem.
Równie dobrze wypada tempo narracji. Choć trzeci tom jest spokojniejszy od poprzednich, trudno mówić o przestojach. To raczej długie nabieranie powietrza przed kolejnym uderzeniem. Urasawa nie pisze thrillera o ściganiu potwora. Pisze historię o tym, jak zło rozprzestrzenia się między zwykłymi ludźmi i jak cienka granica oddziela ofiarę od sprawcy.
Monster w trzecim tomie nie daje wielu odpowiedzi. Zamiast tego jeszcze mocniej komplikuje całą układankę. I właśnie dlatego tak trudno przestać czytać. Każdy kolejny rozdział sprawia, że chce się natychmiast sięgnąć po następny tom. To nadal jeden z najlepiej napisanych thrillerów psychologicznych, jakie kiedykolwiek powstały w świecie mang.

