Drugi tom Billy Bat potwierdza, że Naoki Urasawa nie zamierza prowadzić tej serii jak klasycznego thrillera z jedną osią fabularną i prostym zestawem tropów. Po pierwszym tomie można było jeszcze sądzić, że punktem ciężkości pozostanie Kevin Yamagata, powojenna Japonia, podejrzenie plagiatu i dziwny symbol nietoperza, który zaczyna przenikać granicę między fikcją a rzeczywistością. Kontynuacja bardzo szybko burzy takie poczucie stabilności. Urasawa i Takashi Nagasaki cofają akcję do czasów Ody Nobunagi, wprowadzają shinobiego Kanbego, tajemniczy zwój, wojenne napięcia feudalnej Japonii, a potem znów przesuwają opowieść ku dwudziestemu wiekowi, zimnej wojnie, amerykańskiej paranoi i figurze Lee Harveya Oswalda.
Ten ruch jest ryzykowny, ale zgodny z logiką serii. Billy Bat od początku nie opowiada wyłącznie o komiksie, lecz o obrazie, który powraca w różnych epokach i zdaje się uczestniczyć w najważniejszych momentach historii. Nietoperz przestaje być bohaterem popkultury, znakiem graficznym albo obsesją jednego artysty. Zaczyna przypominać tajemniczą siłę, która podsuwa ludziom decyzje, kusi wizją władzy, ostrzega, manipuluje albo tylko ujawnia to, co i tak dojrzewało w człowieku. Najciekawsze jest właśnie to, że manga nie spieszy się z odpowiedzią. Czy Billy jest bytem nadnaturalnym, symbolem przeznaczenia, projekcją ludzkich pragnień, narzędziem politycznej gry, czy czymś jeszcze innym? Drugi tom nie zamyka tego pytania, lecz znacząco je poszerza.
Pierwsza duża część tomu, osadzona w Japonii epoki Nobunagi, działa jak samodzielna opowieść historyczna, ale nie odrywa się od głównej konstrukcji. Kanbe otrzymuje misję dostarczenia tajemniczego zwoju. Jest szybkim biegaczem, wojownikiem i kimś, kto zostaje wrzucony między lojalność, obowiązek oraz chaos politycznej przemocy. W tle pojawiają się dawne przyjaźnie, rozbite przez interesy różnych panów feudalnych, a także pytanie o to, jak jednostka zachowuje się w chwili, gdy historia żąda od niej posłuszeństwa. Urasawa nie traktuje tego fragmentu jako egzotycznej dekoracji. To kolejny wariant tej samej obsesji, którą seria rozwija od początku. Kto naprawdę podejmuje decyzje? Człowiek, władca, przypadek, znak, czy ukryta siła, która od stuleci przesuwa pionki po planszy?
Największą siłą Billy Bat 2 jest to, że manga zamienia teorię spiskową w opowieść o odpowiedzialności za własny wybór. Urasawa wie, że sama sugestia wielkiego planu mogłaby szybko stać się tanią sensacją. Dlatego nie ogranicza się do dopisywania nietoperza do kolejnych historycznych wydarzeń. Ważniejsze pozostaje napięcie między podszeptem a decyzją. Billy może mówić, prowokować, obiecywać i straszyć, ale to ludzie wykonują gesty, które przesuwają historię w stronę wojny, zdrady albo katastrofy.
Wątek Kanbego dobrze pokazuje tę mechanikę. Zwój nie jest tylko przedmiotem do przeniesienia z punktu do punktu. Jest nośnikiem sensu, którego bohater nie do końca rozumie, ale którego znaczenie zdają się przeczuwać wszyscy wokół. Walka o zwój przypomina walkę o kontrolę nad przyszłością. W świecie Nobunagi historia jeszcze nie została zapisana, a każdy ruch może zmienić układ sił. Urasawa sprawnie wykorzystuje tę energię. Połączenie shinobich, feudalnej polityki i tajemniczego manuskryptu mogłoby łatwo wypaść jak odrębna miniatura, lecz zostaje wplecione w większy rytm serii.
Powrót do dwudziestego wieku jeszcze mocniej komplikuje całość. Zimna wojna, lęk przed komunizmem, podejrzliwość służb i kultura masowa tworzą środowisko idealne dla opowieści o symbolu, który wymyka się spod kontroli. Billy Bat staje się ikoną, ale ikona w tej mandze nigdy nie jest niewinna. Obraz może zarabiać, bawić i budować rozpoznawalność, a jednocześnie przenosić coś znacznie bardziej niepokojącego. To bardzo Urasawowskie ujęcie popkultury. Tak jak w 20th Century Boys dziecięce znaki i wspomnienia mogły przekształcić się w narzędzia masowej manipulacji, tak tutaj komiksowy nietoperz zaczyna ciążyć nad polityką, religią i historią.
Najbardziej prowokacyjny pozostaje wątek Oswalda. Urasawa i Nagasaki wchodzą tu na teren jednej z największych amerykańskich traum, a więc zamachu na Johna F. Kennedyego i całego oceanu teorii spiskowych, które przez dekady narosły wokół Dallas. Manga nie używa tego motywu wyłącznie jako efektownej ciekawostki. Oswald zostaje pokazany jako człowiek wciągnięty w układ pragnień, upokorzeń, politycznych napięć i sugestii, które mogą go wypchnąć ku czynowi większemu od niego samego. To nie tyle portret historyczny, ile studium podatności jednostki na narrację, która obiecuje wielkość.
Tu Billy Bat 2 staje się najbardziej niepokojący. Seria sugeruje, że historia może być zbiorem pozornie chaotycznych zdarzeń, ale jednocześnie kusi myślą, że pod spodem istnieje ukryty rytm. To typowe pole działania teorii spiskowych. Dają one poczucie sensu w świecie, który wydaje się przypadkowy i brutalny. Urasawa rozumie ich atrakcyjność, ale nie traci czujności. Fascynuje się spiskiem jako strukturą narracyjną, lecz nie zamienia mangi w prostą pochwałę paranoi. Raczej pokazuje, że ludzie potrzebują znaków, bo boją się chaosu. Billy może być odpowiedzią na ten lęk, ale może też być jego najdoskonalszą pułapką.
Drugi tom jest bardziej rozproszony niż pierwszy, ale także bardziej ambitny. Zmiana epok, bohaterów i konwencji może wywołać dezorientację, szczególnie u czytelników oczekujących spokojnej kontynuacji wątku Kevina Yamagaty. To jednak nie błąd, lecz świadome poszerzenie skali. Billy Bat przestaje być opowieścią o artyście szukającym źródła własnej postaci. Staje się historią o tym, że znaki przeżywają swoich twórców, przechodzą przez kultury i epoki, a potem wracają w momentach, gdy świat znajduje się blisko przełomu.
Nie oznacza to, że tom jest całkowicie wolny od ryzyka. Tak szeroko zakrojona konstrukcja wymaga od czytelnika ogromnego zaufania. Urasawa mnoży pytania szybciej, niż udziela odpowiedzi. Każdy nowy trop otwiera kolejne korytarze, a niektóre fragmenty sprawiają wrażenie celowego opóźniania wyjaśnień. Dla jednych będzie to siła serii, dla innych możliwe źródło zniecierpliwienia. Drugi tom działa trochę jak mapa, na której zaznaczono wiele punktów, ale jeszcze nie pokazano drogi między nimi. Przy nazwisku Urasawy można jednak pozwolić sobie na taki kredyt zaufania, bo jego wcześniejsze serie udowodniły, że potrafi prowadzić wielopiętrowe intrygi z dużą świadomością rytmu.
Na poziomie postaci tom najlepiej wypada tam, gdzie wielka historia przecina się z bardzo osobistym pęknięciem. Kanbe nie jest wyłącznie sprawnym wykonawcą misji. Dźwiga relacje, dawne więzi i konieczność dokonania wyboru w świecie, który nagle wymaga brutalnej jednoznaczności. Oswald z kolei zostaje pokazany jako człowiek, którego pragnienie znaczenia może zostać wykorzystane przez siły większe od niego. Takie zestawienie jest charakterystyczne dla Urasawy. Wielkie wydarzenia nie wyrastają tu z abstrakcyjnych procesów. Przechodzą przez ludzi zmęczonych, poranionych, ambitnych, samotnych albo podatnych na podszept.
Warstwa graficzna pozostaje znakomita. Urasawa z wielką swobodą przechodzi między konwencjami. Potrafi narysować sekwencję historyczną z dynamiką opowieści o shinobich, po czym wrócić do chłodniejszego, bardziej realistycznego tonu dwudziestowiecznego thrillera. Fragmenty związane z samym Billym korzystają z innej energii wizualnej, odsyłającej do estetyki dawnych komiksów i animowanych ikon popkultury. Ten kontrast jest jednym z najważniejszych narzędzi serii. Dzięki niemu czytelnik stale pamięta, że fikcja nie znajduje się tu obok rzeczywistości. Fikcja ją zakaża.
Urasawa świetnie kontroluje także tempo planszy. Umie przyspieszyć akcję, gdy Kanbe biegnie z misją, ale potrafi też zatrzymać uwagę na twarzy człowieka, który właśnie usłyszał coś, czego nie powinien usłyszeć. Mimika, światłocień i pauzy między kadrami budują atmosferę nie gorzej niż kolejne fabularne rewelacje. W Billy Bat 2 widać, jak bardzo autor ufa spojrzeniom. To w oczach bohaterów najczęściej odbija się lęk przed tym, że świat nie jest tak prosty, jak chcieliby wierzyć.
Szczególnie ciekawe jest to, że tom nie rezygnuje z przyjemności czystej opowieści. Mimo całej warstwy spiskowej, religijnej i historycznej, manga nadal pozostaje świetnie czytelnym thrillerem. Są pościgi, tajemnicze przedmioty, zdrady, podsłuchy, polityczne napięcia, ukryte organizacje i pytanie o to, kto mówi prawdę. Urasawa nie traktuje gatunku jako czegoś niższego wobec większych tematów. Przeciwnie, używa gatunkowej atrakcyjności, aby przemycić refleksję o pamięci, manipulacji i przypadkowości dziejów.
Billy Bat 2 pokazuje, że ta seria nie będzie spokojnym kryminałem o plagiacie, lecz wielką paranoiczną układanką o tym, jak obrazy, mity i pragnienie władzy potrafią przepisywać historię. To tom odważny, miejscami zawrotny, czasem celowo dezorientujący, ale bardzo skuteczny w budowaniu poczucia, że czytelnik patrzy dopiero na wierzchnią warstwę znacznie większej konstrukcji.
Największa różnica względem pierwszej części polega na skali. Tam punkt wyjścia był osobisty i zawodowy. Artysta szukał źródła postaci, którą narysował. Tutaj ta postać zaczyna rzucać cień na stulecia. Można oczywiście zapytać, czy Urasawa nie gra zbyt wysoko już na tak wczesnym etapie serii. Nobunaga, chrześcijańskie tropy, zimna wojna, Oswald, tajemnicze zwoje i symbol kierujący ludźmi ku przełomowym zdarzeniom to materiał, który łatwo mógłby rozsypać się pod własnym ciężarem. Na razie jednak autorzy utrzymują kontrolę, głównie dzięki precyzyjnemu rytmowi i pewności wizualnej narracji.
Billy Bat 2 to bardzo udana kontynuacja, choć mniej zamknięta i bardziej wymagająca niż otwarcie. Nie daje wielu odpowiedzi, ale wyraźnie zwiększa stawkę. Pokazuje, że Billy może być nie tylko cudzym rysunkiem, lecz także figurą losu, manipulacji, wiary albo ciemnej strony ludzkiego wyboru. Najważniejsze pozostaje jednak to, że przy całej złożoności tom nadal wciąga. Urasawa nie pozwala czytelnikowi jedynie analizować symboli. Każe przewracać strony, śledzić kolejne epoki i zastanawiać się, gdzie nietoperz pojawi się następnym razem.
To seria, która coraz odważniej testuje granice między historią a fikcją. Drugi tom udowadnia, że za pierwszym zaskoczeniem kryje się nie jednorazowy koncept, lecz bardzo szeroki plan narracyjny. Czy zostanie doprowadzony do satysfakcjonującego finału, okaże się później. Na tym etapie jedno jest pewne. Billy Bat wyrasta na jedną z tych opowieści, które nie tyle prowadzą czytelnika przez zagadkę, ile każą mu podejrzewać, że sama historia świata może być komiksem narysowanym cudzą ręką.

