Maks znika w miejscu pełnym ludzi, kamer, pracowników i rodziców pilnujących własnych dzieci. Teoretycznie powinien zostać odnaleziony po kilku minutach. Problem w tym, że jego ojciec zamiast natychmiast zawiadomić policję, zaczyna kalkulować, z którym ze swoich sekretów może mieć związek zaginięcie syna. Matka chłopca w tym samym czasie próbuje odtworzyć noc, której nie pamięta, i zrozumieć, dlaczego obudziła się w obcym mieszkaniu. Kamila Bryksy nie buduje więc napięcia wyłącznie na pytaniu, gdzie jest dziecko. Znacznie szybciej zaczyna interesować ją to, dlaczego jego rodzice w chwili tragedii bardziej boją się prawdy o sobie niż ostatecznej odpowiedzi.
Największym atutem powieści okazuje się konstrukcja bohaterów. Kuba i Iga nie są postaciami, którym łatwo kibicować. Popełniają błędy, ukrywają sekrety i często podejmują decyzje, które bardziej komplikują sytuację, niż przybliżają ich do odnalezienia syna. Paradoksalnie właśnie dzięki temu wypadają wiarygodnie. Autorka nie próbuje ich usprawiedliwiać ani wybielać. Zamiast tego pokazuje, jak kolejne kłamstwa zaczynają żyć własnym życiem i w chwili największego kryzysu wracają z podwójną siłą.
Bryksy bardzo sprawnie buduje napięcie. Krótkie rozdziały i akcja rozgrywająca się niemal minuta po minucie sprawiają, że czytelnik nie ma czasu na złapanie oddechu. Każda kolejna scena przynosi nowe informacje, ale jednocześnie rodzi następne pytania. Zamiast prostych odpowiedzi pojawia się coraz większy chaos, który idealnie współgra z tytułem książki. Nie wiadomo już, komu ufać, kto manipuluje, a kto rzeczywiście próbuje uratować sytuację.
Bardzo dobrze wypada również motyw mediów społecznościowych. Autorka przypomina, jak łatwo stworzyć w internecie obraz idealnego życia, który z rzeczywistością ma niewiele wspólnego. Profil szczęśliwej rodziny okazuje się jedynie starannie przygotowaną fasadą, za którą od dawna narastają konflikty, frustracje i wzajemne pretensje. To jeden z tych elementów, które nadają historii współczesny charakter i sprawiają, że całość brzmi wyjątkowo wiarygodnie.
Najmocniej wybrzmiewa jednak coś zupełnie innego. Zamęt pokazuje, że dziecko nie znika nagle. Najpierw znika z codzienności dorosłych. Z ich uwagi, rozmów i zainteresowania. Maks staje się symbolem wszystkich dzieci, które żyją obok zapracowanych, pochłoniętych własnymi problemami rodziców. Gdy dochodzi do tragedii, jest już za późno na pytanie, kiedy właściwie przestali naprawdę się sobą interesować.
Nie wszystkie rozwiązania fabularne zaskakują z jednakową siłą i część czytelników może stosunkowo wcześnie domyślić się kierunku, w którym zmierza opowieść. Nie odbiera to jednak książce napięcia, ponieważ największą rolę odgrywa tu nie sama zagadka, lecz emocjonalna podróż bohaterów oraz konsekwencje ich wcześniejszych wyborów.
Zamęt nie jest thrillerem, który stawia wyłącznie na efektowne zwroty akcji. To historia o tym, jak łatwo zagubić się we własnych kłamstwach i jak trudno odbudować zaufanie, gdy wszystko zaczyna się rozpadać. Kamila Bryksy wykorzystuje motyw zaginięcia dziecka, aby opowiedzieć o rodzinie, która od dawna funkcjonowała tylko z pozoru. I właśnie dlatego po zamknięciu książki w pamięci zostaje nie tyle odpowiedź na pytanie, gdzie był Maks, ile refleksja nad tym, jak łatwo w codziennym pośpiechu przestać dostrzegać ludzi, którzy są najbliżej.

