Sam Vimes najchętniej zamknąłby w areszcie wojnę, dyplomację, rewolucję oraz całą politykę, po czym przesłuchał je osobno, porównał zeznania i sprawdził, która z nich kłamie najmniej przekonująco. Problem polega na tym, że żadne z tych zjawisk nie uznaje jurysdykcji Straży Miejskiej. Nie mają adresu, nie noszą przy sobie dokumentów, a kiedy zaczynają zabijać, ich ofiary szybko przestają być traktowane jak ludzie i zamieniają się w liczby, symbole albo konieczne koszty. Trzy powieści zebrane w drugim omnibusie cyklu o Straży pokazują Vimesa w chwili, gdy przestępstwo przestaje mieścić się w ulicznej skali. W Bogowie, honor, Ankh-Morpork próbuje powstrzymać wojnę. W Piątym elefancie rozplątuje spisek ukryty pod warstwą tradycji i dyplomatycznych uprzejmości. W Straży Nocnej trafia do przeszłości, gdzie prawo właściwie nie istnieje, a władza nie potrzebuje nawet dobrego pretekstu, by krzywdzić. To nie jest więc tylko zbiór kolejnych przygód miejskich strażników. Jest to tryptyk o człowieku, który chce wykonywać swoją pracę także wtedy, gdy cały świat próbuje wmówić mu, że zwykłe zasady przestały obowiązywać.
Bogowie, honor, Ankh-Morpork zaczynają się od wydarzenia niemal niewinnego. Z morza wynurza się wyspa. Nie ma na niej mieszkańców, skarbów ani niczego, co uzasadniałoby gwałtowną walkę o jej posiadanie. Wystarczy jednak, że Ankh-Morpork i Klatch uznają ją za część własnego dziedzictwa, a absurdalny spór zaczyna przybierać niepokojąco znajomy kształt. Pojawiają się mapy, stare dokumenty, argumenty historyczne, coraz bardziej napuszone deklaracje i ludzie gotowi ginąć za miejsce, którego wcześniej nawet nie znali. Pratchett nie opowiada o wojnie jako o eksplozji nagromadzonej nienawiści. Pokazuje ją raczej jako machinę uruchamianą przez ambicję, strach, pychę oraz niezdolność do wycofania się bez utraty twarzy.
W tej powieści szczególnie dobrze widać, jak Pratchett potrafił przechodzić od komedii do rzeczy bardzo poważnych bez zmiany tonu. Fred Colon i Nobby Nobbs pozostają źródłem wielu absurdalnych scen, Vetinari realizuje własny plan z charakterystycznym spokojem, a Leonard z Quirmu konstruuje wynalazki, których zastosowania militarne dostrzegają wszyscy oprócz niego. Jednocześnie pod tym humorem nieustannie pracuje ponura obserwacja. Wojna nie potrzebuje ludzi przekonanych do jej sensu. Wystarczy, że większość uzna ją za nieuniknioną. Pratchett celnie pokazuje również, jak szybko codzienna niechęć wobec obcych zostaje podniesiona do rangi patriotycznego obowiązku. Wczoraj klatchiański sąsiad był po prostu człowiekiem prowadzącym sklep. Dzisiaj staje się przedstawicielem wroga, ponieważ politycy i samozwańczy obrońcy ojczyzny potrzebują prostego podziału świata.
Vimes nie przyjmuje tej logiki. Dla niego zamach pozostaje zamachem, morderstwo morderstwem, a wojna jest zbrodnią tak wielką, że ludzie stworzyli dla niej osobne słownictwo, aby nie trzeba było nazywać rzeczy po imieniu. Ta uparta niezgoda na język władzy stanowi istotę jego charakteru. Vimes rozumie, że jeśli zaakceptuje się wyjątek od podstawowej zasady, według której nie wolno zabijać, to bardzo szybko wyjątek stanie się nową normą. Nie jest pacyfistą oderwanym od rzeczywistości. Zna przemoc, potrafi się nią posłużyć i wie, że czasem nie da się jej uniknąć. Nie pozwala jednak, by przemoc została oczyszczona przez mundur, sztandar albo przemówienie.
Piąty elefant zmienia skalę oraz scenerię, ale rozwija podobne pytania. Tym razem Vimes opuszcza Ankh-Morpork i jedzie do Überwaldu jako ambasador. Już sam ten pomysł wystarcza, by uruchomić sporą część humoru. Vimes jest policjantem przyzwyczajonym do tego, że ludzie kłamią, a jego obowiązkiem jest dowiedzieć się dlaczego. Dyplomacja zakłada natomiast, że wszyscy kłamią, lecz należy zachowywać się tak, jakby mówili prawdę. Pratchett wykorzystuje to zderzenie do tworzenia świetnych scen, ale nie sprowadza powieści do komedii o nieokrzesanym gliniarzu na salonach. Vimes szybko odkrywa, że pod powierzchnią ceremonii, etykiety i rozmów o tradycji toczy się brutalna walka o władzę.
Überwald nie jest wyłącznie kolejną egzotyczną krainą Świata Dysku. Stanowi zbiór społeczności, które żyją obok siebie, ale niekoniecznie razem. Krasnoludy, wilkołaki i wampiry mają własne prawa, hierarchie, obyczaje oraz pamięć dawnych konfliktów. Pratchett nie przedstawia tych różnic jako kolorowej dekoracji. Pokazuje, że tradycja może chronić wspólnotę, ale może również zostać użyta jako broń przeciw każdej zmianie. Najlepiej widać to w wątku krasnoludów, dla których obyczaj, religia, płeć i polityka tworzą jeden nierozdzielny system. Spór o symbole okazuje się sporem o to, kto ma prawo definiować, czym jest prawdziwy krasnolud, a kto zostanie z tej wspólnoty wykluczony.
Powieść dużo miejsca poświęca też Angui. Jej powrót do rodzinnych stron uruchamia konflikt pomiędzy tym, kim była, kim według bliskich powinna być oraz kim zdecydowała się zostać. Pratchett dobrze wykorzystuje rodzinę wilkołaków, aby pokazać przemoc opartą na przekonaniu o biologicznej wyższości. Wolfgang nie jest interesujący dlatego, że jest potężnym przeciwnikiem. Ważniejsze jest to, że swoje okrucieństwo uważa za naturalne i słuszne. Nie potrzebuje ideologii tworzonej z trudem. Wystarcza mu przekonanie, że silny ma prawo podporządkować sobie słabszego.
Na tym tle Vimes wypada szczególnie wyraziście. W Ankh-Morpork jego autorytet wynikał z funkcji, reputacji i znajomości miasta. W Überwaldzie zostaje pozbawiony większości tych przewag. Musi działać w obcym systemie, pośród ludzi, którzy nie uznają jego metod i chętnie zamieniliby śledztwo w problem dyplomatyczny. Właśnie wtedy najlepiej widać, że jego prawdziwą siłą nie jest stanowisko. Jest nią sposób myślenia. Vimes nie wierzy w świętość instytucji, rodów ani symboli. Wierzy natomiast, że za każdą wielką sprawą stoją konkretni ludzie, którzy coś zrobili, coś ukryli i za coś powinni odpowiedzieć.
Piąty elefant ma przy tym więcej cech thrillera niż wcześniejsze powieści o Straży. Jest pościg, jest walka o przetrwanie, są morderstwa, zdrada oraz wyraźnie groźniejszy przeciwnik. Humor nadal działa, zwłaszcza w ankhmorporskiej części opowieści, gdzie Fred Colon przejmuje dowodzenie i szybko udowadnia, że władza potrafi wydobyć z człowieka cechy dotąd ukrywane przez brak okazji. Ten wątek jest zabawny, ale również gorzki. Pratchett pokazuje, jak łatwo ktoś przeciętny i niepewny siebie zaczyna nadużywać stanowiska, gdy otrzyma formalne prawo do wydawania rozkazów.
Najważniejszą powieścią tomu pozostaje jednak Straż Nocna. To nie tylko jedno z najważniejszych spotkań z Samem Vimesem, lecz także jedna z najbardziej dojrzałych książek w całym Świecie Dysku. Pratchett korzysta z motywu podróży w czasie, ale nie interesują go mechaniczne paradoksy ani zabawa możliwością zmieniania historii. Cofnięcie Vimesa do własnej młodości staje się okazją do skonfrontowania go z pamięcią, której przez lata nie potrafił od siebie odsunąć.
Ankh-Morpork z przeszłości jest miastem znacznie okrutniejszym niż to znane z późniejszych tomów. Straż nie chroni mieszkańców, tylko pilnuje, by ci właściwi ludzie mogli bez przeszkód krzywdzić pozostałych. Tajna policja torturuje zatrzymanych. Władza boi się ulicy, więc odpowiada na każdy niepokój kolejną dawką przemocy. Rewolucjoniści mówią o wolności, lecz wielu z nich bardziej interesuje własna rola w przyszłym porządku niż bezpieczeństwo zwykłych ludzi. Pratchett odmawia romantyzowania któregokolwiek obozu.
Rewolucja w Straży Nocnej nie wygląda jak marsz pięknych idei ku zwycięstwu. Jest chaosem, w którym ludzie próbują ocalić sąsiadów, zdobyć żywność, ustawić barykadę i nie zginąć przez cudzą głupotę. Wzniosłe hasła zostają sprowadzone do potrzeb bardzo konkretnych. Prawda, sprawiedliwość, wolność oraz jajko na twardo brzmią komicznie, ale właśnie ten ostatni element nadaje całemu hasłu znaczenie. Wielkie słowa są potrzebne, lecz człowiek walczy również o możliwość zwyczajnego życia. Chce zjeść, wrócić do domu, zobaczyć rodzinę i nie bać się pukania do drzwi w środku nocy.
Vimes trafia do świata, którego przyszłość zna. Wie, kto przeżyje, kto zginie i jak niewiele zmieni sama rewolucja. Mimo to nie może wycofać się z działania. Musi odegrać rolę człowieka, który ukształtował jego młodsze wcielenie. Ten pomysł mógłby łatwo zamienić się w sentymentalną historię o spotkaniu z samym sobą. Pratchett prowadzi go jednak znacznie głębiej. Vimes nie przekazuje młodemu Samowi prostych zasad. Uczy go raczej, że przyzwoitość nie jest cechą, którą posiada się raz na zawsze. Trzeba ją wybierać codziennie, szczególnie wtedy, gdy strach, gniew albo władza podsuwają łatwiejsze rozwiązanie.
W Straży Nocnej wyjątkowo ważny jest również Carcer. Nie ma w nim tragicznej przeszłości ani ideologii, która tłumaczyłaby jego działania. To człowiek czerpiący przyjemność z krzywdzenia innych, a przy tym doskonale wyczuwający słabość systemu. Wie, kiedy należy się uśmiechnąć, komu przypochlebić i jak udawać niewinnego. Stanowi przeciwieństwo Vimesa nie dlatego, że jest równie silny czy inteligentny, lecz dlatego, że całkowicie odrzuca odpowiedzialność. Dla niego każde okrucieństwo może zostać zamienione w żart, nieporozumienie albo winę ofiary.
Na tle Carcera szczególnie wyraźnie widać wewnętrzny mrok Vimesa. Pratchett nigdy nie przedstawiał komendanta jako człowieka łagodnego. Vimes zna własny gniew i wie, że łatwo mógłby usprawiedliwić nim przemoc. Jego moralność nie polega na braku brutalnych impulsów. Polega na nieustannym pilnowaniu samego siebie. Strażnik w jego głowie obserwuje również strażnika na ulicy. Ta samokontrola odróżnia go od ludzi, którzy wierzą, że dobra sprawa automatycznie czyni wszystkie działania dobrymi.
Drugi omnibus pokazuje też, jak bardzo zmienił się charakter całego cyklu. Straż przestała być grupą nieudaczników wykorzystywanych głównie do żartów. Stała się instytucją, za pomocą której Pratchett analizuje społeczeństwo. Każdy z zebranych tu tomów dotyczy innego rodzaju porządku. Bogowie, honor, Ankh-Morpork opowiadają o porządku międzynarodowym, który rozpada się pod naciskiem szowinizmu i ambicji. Piąty elefant bada porządek oparty na tradycji, hierarchii i walce o definicję wspólnoty. Straż Nocna schodzi najniżej, do momentu, w którym państwo przestaje udawać, że służy obywatelom, a zwykli ludzie muszą sami wyznaczyć granicę między prawem a bezprawiem.
Nie oznacza to, że Pratchett rezygnuje z humoru. Przeciwnie, żarty są tu często znakomite, ponieważ wyrastają z charakterów postaci i konstrukcji świata. Nobby, Colon, Vetinari, Leonard z Quirmu, lady Sybil, Marchewa, Angua czy Gaspode zachowują własne głosy. Każdy z nich reaguje na wydarzenia inaczej, a komizm bierze się z ich sposobu patrzenia, nie z mechanicznego dodawania gagów. Humor bywa jednak coraz częściej gorzki. Śmiech nie unieważnia tragedii, tylko pozwala spojrzeć na nią z takiej odległości, by zobaczyć jej absurd.
Warto również podkreślić rolę Piotra W. Cholewy. Proza Pratchetta opiera się na grach słownych, aluzjach, rytmie zdań i celowym przesuwaniu znaczeń. Polski przekład zachowuje lekkość dialogów oraz charakter postaci, a przy tym nie brzmi jak mechaniczne przeniesienie angielskiego dowcipu. W przypadku tych powieści tłumaczenie ma szczególne znaczenie, ponieważ wiele żartów sąsiaduje z poważnymi refleksjami. Niewłaściwy ton mógłby łatwo zamienić subtelną ironię w farsę albo przeciwnie, nadmiernie obciążyć fragmenty, które powinny zachować lekkość.
Samo wydanie zbiorcze ma sens przede wszystkim dlatego, że zestawia trzy kolejne etapy rozwoju Vimesa. W pierwszej powieści próbuje zatrzymać wojnę, traktując ją jak przestępstwo. W drugiej odkrywa, że dyplomacja może być inną formą śledztwa. W trzeciej wraca do źródła własnych przekonań i musi ponownie zdecydować, jakim policjantem chce być. Razem tworzą spójną opowieść o odpowiedzialności, która nie znika wraz ze zmianą munduru, stanowiska, kraju ani epoki.
Straż miejska 2 nie jest najlepszym miejscem na pierwsze spotkanie ze Światem Dysku. Zbyt wiele znaczą tu wcześniejsze doświadczenia bohaterów, przemiana Vimesa, rozwój Straży oraz relacje pomiędzy postaciami. Dla czytelnika znającego poprzednie tomy jest to jednak jeden z najmocniejszych odcinków całego cyklu. Pratchett nie porzuca komedii, ale wyraźnie przesuwa jej funkcję. Śmiech nie jest już celem samym w sobie. Staje się sposobem na mówienie o rzeczach, które bez humoru mogłyby zabrzmieć pompatycznie albo nazbyt jednoznacznie.
Najdłużej zostaje w pamięci Straż Nocna, lecz siła omnibusu wynika z zestawienia wszystkich trzech książek. Wojna, dyplomacja i rewolucja różnią się skalą, ale działają według podobnego mechanizmu. Każda z nich próbuje przekonać jednostkę, że nie odpowiada już za własne czyny, ponieważ stała się częścią większej sprawy. Vimes odrzuca tę wygodną możliwość. Dla niego zawsze istnieje ktoś, kto podjął decyzję, wydał rozkaz, zadał cios albo odwrócił wzrok. Właśnie dlatego pozostaje jednym z najciekawszych bohaterów fantasy. Nie walczy o abstrakcyjne dobro. Pilnuje, by ludzie nie przestali odpowiadać za to, co robią innym ludziom.

