Ramzes II zadbał o własną legendę znakomicie. Bitwę pod Kadesz kazał przedstawiać jako triumf, siebie zaś jako niemal jednoosobową armię rozbijającą przeciwnika. Propaganda okazała się trwalsza od wielu państw. Problem w tym, że po drugiej stronie stali Hetyci, którzy nie tylko nie zostali rozgromieni, lecz zachowali kontrolę nad spornymi terenami i przez kolejne dziesięciolecia pozostawali jednym z mocarstw późnej epoki brązu. Trevor Bryce wykorzystuje ten rozdźwięk między historyczną rangą Hetytów a ich miejscem we współczesnej wyobraźni jako naturalny punkt wyjścia. Hetyci. Wojownicy z Anatolii opowiadają bowiem o cywilizacji, która przez kilka stuleci rozgrywała politykę na najwyższym bliskowschodnim szczeblu, a potem zniknęła tak skutecznie, że trzeba było ją właściwie odkryć ponownie.
Bryce zna ten świat doskonale, ale nie pisze książki wyłącznie dla ludzi potrafiących bez zastanowienia wskazać Hattusę na mapie. To popularyzacja historyczna zbudowana na poważnym zapleczu badawczym. Autor prowadzi od narodzin hetyckiej państwowości przez ekspansję, kryzysy dynastyczne, wojny, dyplomację i relacje z sąsiadami aż po załamanie imperium około 1200 roku p.n.e. Jednocześnie regularnie opuszcza pałace i pola bitew, żeby zajrzeć do świątyni, domu, sądu czy królewskiej kuchni. Dzięki temu Hetyci przestają być nazwą dopisaną gdzieś obok Egiptu, Babilonii i Asyrii.
Nie od razu jednak. Początkowe partie są wymagające, bo historia polityczna Hetytów oznacza sporą liczbę władców, pretendentów, kampanii, buntów, sojuszy i nazw geograficznych. Władca wyrusza przeciwko jednemu przeciwnikowi, na drugim krańcu państwa pojawia się kolejny problem, wasal wykorzystuje chwilę słabości, ktoś przejmuje tron, a chwilę później trzeba już orientować się w następnej konfiguracji politycznej. Przy niewielkiej znajomości późnej epoki brązu można szybko poczuć, że Anatolia nagle zaludniła się kilkudziesięcioma nazwami, z których każda oczekuje zapamiętania. Nie pomaga w tym zbyt skromna oprawa kartograficzna. Przy książce tak mocno związanej z kampaniami, przesuwaniem stref wpływów, państwami wasalnymi i geograficznymi ograniczeniami hetyckiego imperium dobra mapa nie jest ozdobnikiem. Jest narzędziem. Bryce potrafi szczegółowo prowadzić wojska przez Anatolię i Syrię, ale czytelnik nie zawsze otrzymuje równie wygodny sposób śledzenia ich marszu. Umieszczone na końcu zestawienia najważniejszych wydarzeń oraz władców pomagają uporządkować materiał, lecz bardziej rozbudowane mapy zrobiłyby dla komfortu lektury jeszcze więcej.
Warto jednak przetrwać początkowe zagęszczenie nazw, ponieważ Bryce stopniowo odsłania konstrukcję państwa znacznie ciekawszą niż stereotyp imperium wojowników na rydwanach. Wojna rzeczywiście pozostaje tutaj stale obecna. Trudno byłoby napisać uczciwą historię Hetytów inaczej. Ich położenie wymuszało nieustanne zabezpieczanie granic, tłumienie buntów, podporządkowywanie sąsiadów i pilnowanie szlaków prowadzących ku Syrii. Państwo potrzebowało armii nie tylko do ekspansji, ale wręcz do utrzymania własnej konstrukcji politycznej. Tytułowi wojownicy nie są więc marketingowym dodatkiem, choć książka szybko udowadnia, że sprowadzenie Hetytów do militarnej sprawności byłoby wyjątkowo krzywdzące. Bryce interesuje się sposobem organizowania armii, piechotą, rydwanami, zaopatrzeniem i zależnością między wojną a gospodarką. Pokazuje również mniej efektowną stronę podbojów. Deportowana ludność była dla państwa cennym zasobem, potrzebnym do uzupełniania niedoborów siły roboczej. Za opowieścią o zwycięskich kampaniach znajduje się więc administracja próbująca zamienić militarny sukces w ludzi, żywność, podatki i stabilność.
Jeszcze ciekawiej robi się wtedy, gdy na scenę wchodzi dyplomacja. Późna epoka brązu nie przypomina zbioru odizolowanych królestw okazjonalnie wpadających na siebie z mieczami. Wielkie dwory tworzyły sieć politycznych zależności, wymieniały poselstwa i dary, negocjowały małżeństwa, zawierały traktaty i bardzo uważnie pilnowały prestiżu swoich monarchów. Władcy Egiptu, Babilonii, Asyrii i Hatti należeli do ekskluzywnego klubu mocarstw, w którym odpowiednio sformułowany list mógł znaczyć niemal tyle samo co armia. Bryce świetnie wykorzystuje ten materiał, bo pozwala mu odejść od anonimowej „historii państw” i pokazać konkretnych ludzi wykonujących polityczną robotę. Szczególnie interesująca jest Puduhepa, żona Hattusiliego III, której pozycja daleko wykraczała poza ceremonialną rolę królewskiej małżonki. Jej działalność religijna i dyplomatyczna, również korespondencja z egipskim dworem, dobrze pokazuje, że hetycka polityka nie mieści się w prostym obrazie króla wojownika otoczonego biernym dworem.
Takich zejść z głównego traktu historii politycznej jest więcej i właśnie wtedy książka nabiera najlepszego rytmu. Bryce opowiada o prawie, małżeństwie, niewolnictwie, medycynie, higienie, religii, seksualności czy sposobach radzenia sobie z chorobami. Nie próbuje przy tym sztucznie unowocześniać Hetytów. Pozostają społeczeństwem sprzed ponad trzech tysięcy lat, którego hierarchie, wierzenia i normy bywają dla współczesnego odbiorcy całkowicie obce. Hetyckie prawo jest pod tym względem szczególnie wdzięcznym materiałem. Autor pokazuje system mocno zainteresowany rekompensatą za wyrządzoną szkodę, ochroną własności i utrzymaniem porządku społecznego. Obok spraw bardzo praktycznych pojawiają się regulacje, które dzisiejszego czytelnika mogą wprawić w konsternację. Bryce potrafi zatrzymać się przy takich przypadkach i przyznać, że nie rozumiemy przyczyny konkretnego rozróżnienia. Czasem wręcz zaprasza odbiorcę do zastanowienia się nad możliwym wyjaśnieniem.
To drobiazg, ale dobrze charakteryzuje jego metodę. Bryce wyjątkowo uczciwie oznacza granicę między wiedzą a rekonstrukcją. W historii Hetytów ma to ogromne znaczenie, ponieważ zachowany materiał jest nierówny. Gliniane tabliczki przechowały część administracji, traktatów, rytuałów, korespondencji i innych tekstów, ale nie stworzyły kompletnego archiwum cywilizacji. Drewniane tabliczki przepadły. Część wydarzeń znamy wyłącznie z przekazów przygotowanych przez zainteresowaną stronę. Archeologia uzupełnia obraz, lecz nie usuwa wszystkich luk. Autor nie próbuje tych pustych miejsc zasłaniać pewnym tonem. Jeżeli przedstawia hipotezę, czytelnik zazwyczaj wie, że właśnie z hipotezą ma do czynienia. Jeżeli możliwych interpretacji jest kilka, nie zawsze wybiera jedną tylko dlatego, że dzięki temu opowieść wyglądałaby schludniej. W popularyzacji historii to cecha niezwykle cenna. Płynna narracja bardzo łatwo potrafi zamienić „być może” w „było tak”, szczególnie kiedy od wydarzenia dzielą nas trzy tysiąclecia.
Najlepiej widać ten problem przy próbach rekonstrukcji życia codziennego. Historia polityczna pozostawiła ślady w postaci traktatów, królewskich inskrypcji i dokumentów. Znacznie trudniej dowiedzieć się, jak wyglądało życie przeciętnego mieszkańca państwa Hatti. Bryce wyciska ze źródeł sporo, lecz nie udaje, że możemy swobodnie spacerować po hetyckim mieście i zaglądać do każdego domu. Spacer po samej Hattusie wychodzi mu natomiast znakomicie. Stolica przestaje być punktem na mapie i staje się konkretną przestrzenią: miastem murów, bram, świątyń, magazynów, kompleksów pałacowych i monumentalnych konstrukcji. Rekonstrukcje archeologiczne pozwalają lepiej wyobrazić sobie skalę przedsięwzięcia, ale również praktyczne problemy budownictwa wykorzystującego między innymi cegłę suszoną. W takich fragmentach archeologia naprawdę współpracuje z historią, zamiast służyć wyłącznie jako zestaw ilustracji do wcześniej napisanej opowieści.
Podobnie wygląda kwestia religii. Hetyci funkcjonowali w świecie ogromnej liczby bóstw, a ich panteon chłonął wpływy różnych ludów znajdujących się w obrębie państwa i jego otoczenia. Bogowie wymagali opieki, rytuałów, ofiar i świąt. Choroba mogła zostać odczytana jako rezultat boskiego gniewu, co nie przeszkadzało jednocześnie korzystać z praktycznej wiedzy medycznej czy sprowadzać specjalistów z innych państw. Bryce dobrze pokazuje współistnienie tych porządków bez protekcjonalnego przedstawiania dawnych ludzi jako naiwnych niewolników przesądu.
W ogóle jedną z ciekawszych cech książki jest to, jak szybko trzy tysiące lat dystansu potrafi się skrócić. W listach pojawiają się urazy, negocjacje, ambicje i ceremonialne uprzejmości. W rodzinach królewskich są konflikty o sukcesję. Administracja martwi się niedoborami. Państwo sprowadza fachowców, zabezpiecza dostawy, zawiera niewygodne kompromisy i próbuje utrzymać lojalność peryferii. Nie czyni to Hetytów „takimi samymi jak my”, ale odbiera im muzealną nieruchomość. W centrum pozostaje oczywiście Kadesz. Starcie Muwatallisa II z Ramzesem II jest jednym z najbardziej znanych wydarzeń związanych z Hetytami i Bryce odpowiednio osadza je w szerszej rywalizacji o Syrię. Dzięki temu bitwa nie wygląda jak samodzielny spektakl militarny. Jest elementem długiej gry o strefę wpływów, której rezultat okazuje się bardziej skomplikowany od monumentalnej egipskiej autopromocji. Jeszcze ciekawsze jest to, co następuje później: stosunki obu mocarstw prowadzą ostatecznie do traktatu pokojowego i współpracy. Dawny przeciwnik może stać się użytecznym partnerem, kiedy zmieni się układ sił.
W tle rośnie bowiem Asyria, a świat późnej epoki brązu zbliża się do kryzysu. Ostatnie partie książki mają przez to szczególny ciężar. Czytelnik zna finał, ale Bryce nie sprowadza upadku państwa Hatti do jednego wygodnego wyjaśnienia. Susze, problemy aprowizacyjne, braki siły roboczej, niestabilność polityczna, utrata części sieci zależności, presja zewnętrzna i szerszy kryzys wschodniego Śródziemnomorza tworzą splot czynników. „Ludy Morza” nie pojawiają się jako magiczny przycisk wyłączający cywilizację. To odpowiednie zakończenie książki poświęconej państwu, którego historię niemal cały czas rekonstruuje się z niepełnego materiału. Hattusa zostaje opuszczona, struktura imperium rozpada się, lecz nie oznacza to natychmiastowego zniknięcia wszystkiego, co hetyckie. Pozostają tradycje i państwa posthetyckie. Sama wielka cywilizacja Anatolii na długie stulecia wypada jednak z historycznej pamięci. Hetyci. Wojownicy z Anatolii mają swoje ograniczenia. Pierwsza część może przytłoczyć nagromadzeniem kampanii i władców, materiał dotyczący życia społecznego chciałoby się miejscami zobaczyć jeszcze szerzej, a map i materiału ilustracyjnego powinno być więcej. Szczególnie geografia polityczna aż prosi się tutaj o bogatszą oprawę. Nie jest to również synteza, która szczegółowo rozpatruje każdy kulturowy wpływ pomiędzy Hatti a całym otaczającym je światem.
Bryce osiąga jednak coś ważniejszego dla książki pomyślanej jako szerokie wprowadzenie. Po jej przeczytaniu Hetyci przestają być „tymi od rydwanów i Kadesz”. Zaczynają funkcjonować jako społeczeństwo posiadające własną administrację, prawo, religię, konflikty wewnętrzne, problemy gospodarcze i niezwykle rozwiniętą kulturę dyplomatyczną. Wojowniczość była jednym z fundamentów ich potęgi, lecz sama nie wyjaśnia ani sukcesu państwa, ani jego kilkusetletniego trwania. To solidna popularyzacja, która nie boi się szczegółu, a jednocześnie wie, kiedy powiedzieć czytelnikowi: tego po prostu nie wiemy. Przy cywilizacji odzyskiwanej z ruin, inskrypcji i tysięcy glinianych tabliczek podobna powściągliwość jest znacznie cenniejsza niż najbardziej efektowna rekonstrukcja. Egipcjanie pozostawili po sobie piramidy i monumentalną autopromocję. Hetyci mieli pod tym względem znacznie mniej szczęścia. Bryce skutecznie przywraca im należne miejsce przy stole mocarstw epoki brązu, bez potrzeby dopisywania legendy, której ta cywilizacja wcale nie potrzebuje.

