Tista Lone modli się po każdym strzale. Nie dlatego, że waha się przed pociągnięciem za spust, lecz dlatego, że przez lata nauczono ją traktować zabijanie jako obowiązek związany z czymś większym od niej samej. Ta sprzeczność najlepiej określa Tistę: mangę, która z zewnątrz wygląda jak ponury thriller o niezwykle skutecznej snajperce, a pod spodem opowiada przede wszystkim o dziewczynie wychowanej tak, by nigdy nie nauczyła się odróżniać własnej woli od cudzych rozkazów. Tatsuya Endo ma tutaj pomysł wyraźnie większy od przestrzeni, jaką ostatecznie otrzymał. I właśnie dlatego Tista jest jednocześnie interesująca, miejscami naprawdę mocna i frustrująco niedokończona.
Nowy Jork nie jest tu miastem spełniania marzeń. To chłodna, brudna przestrzeń zdominowana przez przestępczość, korupcję oraz ludzi przekonanych, że mogą bezkarnie krzywdzić słabszych. W tym świecie działa Siostra Milicja, tajemnicza egzekutorka eliminująca wyznaczone cele z niemal nadludzką precyzją. Pod tym pseudonimem kryje się jednak nie doświadczona zabójczyni kierująca się własnym kodeksem, lecz młoda kobieta właściwie od dzieciństwa przygotowywana do jednej roli. Kościelna organizacja dała jej dom, religię, poczucie celu i jednocześnie odebrała możliwość samodzielnego określenia, kim chce być. Gdy Tista mierzy do kolejnego człowieka, działa zgodnie z systemem wartości, który został w niej zbudowany dużo wcześniej, niż mogła go świadomie zakwestionować.
Endo bardzo dobrze rozgrywa kontrast między dwiema wersjami bohaterki. W codziennym życiu Tista jest cicha, zamknięta, nieporadna w kontaktach z ludźmi i niemal obsesyjnie pilnuje, żeby nikt nie zbliżył się do niej za bardzo. Zakłada okulary, spuszcza wzrok, próbuje stać się niewidoczna. Siostra Milicja działa odwrotnie. Jest pewna każdego ruchu, pozbawiona widocznego wahania i zdolna odebrać życie człowiekowi znajdującemu się daleko poza jego własnym polem widzenia. Paradoks polega na tym, że to właśnie codzienna Tista jest mniej naturalna. Zabójczyni została starannie wyszkolona do swojej roli, natomiast zwyczajnego życia nikt jej nigdy nie nauczył. Dlatego nawet prosta rozmowa może być dla niej trudniejsza od precyzyjnego strzału.
Pojawienie się Arty’ego narusza ten porządek nie dlatego, że bohater nagle „ratuje” Tistę uczuciem. Jego znaczenie jest bardziej przyziemne. Po raz pierwszy ktoś patrzy na nią jak na konkretną osobę, a nie narzędzie, wychowankę, grzesznicę albo wykonawczynię misji. Arty chce zostać artystą, obserwuje ludzi inaczej i potrafi dostrzec w niej rzeczy, które Tista nauczyła się starannie ukrywać. Drobne gesty, zwyczajne rozmowy czy nawet kupienie nowych okularów nabierają przez to większego znaczenia, niż sugerowałaby sama scena. Dla człowieka wychowanego w normalnym środowisku byłoby to niewiele. Dla Tisty stanowi dowód, że relacja nie musi opierać się na rozkazie, wdzięczności albo obowiązku.
Dzięki temu wątek relacji tej dwójki działa najlepiej wtedy, gdy Endo powstrzymuje się od melodramatycznych deklaracji. Arty reprezentuje możliwość życia, którego Tista nawet nie potrafi sobie dobrze wyobrazić. Kontakt z nim nie usuwa jej przeszłości ani nie sprawia, że nagle przestaje być zabójczynią. Wprowadza natomiast pierwszą poważną rysę w systemie, który przez lata pozostawał dla niej jedyną rzeczywistością. Skoro można być dla kogoś ważnym bez użyteczności bojowej, skoro ktoś może zainteresować się jej myślami i emocjami, to pojawia się pytanie, którego organizacja nie chciałaby usłyszeć: czy Siostra Milicja rzeczywiście jest tym, kim Tista powinna być?
Ten konflikt zostaje dodatkowo pogłębiony przez religijne wychowanie bohaterki. Endo nie ogranicza się do prostego obrazu fanatycznej sekty produkującej zabójców. Znacznie ciekawsze jest to, że wiara, poczucie winy i przemoc zostały ze sobą w życiu Tisty splecione tak mocno, iż trudno je później rozdzielić. Dziewczyna nie wykonuje misji jak najemniczka. Wierzy, że jej strzały mają znaczenie moralne, że eliminowani ludzie rzeczywiście zasługują na karę i że ona sama spełnia przypisaną jej funkcję. Modlitwa po zabójstwie nie jest ozdobnym kontrastem. Pokazuje człowieka, który próbuje jednocześnie zabijać i zachować przekonanie o własnej duszy. Im więcej wątpliwości pojawia się w Tiscie, tym bardziej ten system zaczyna ją rozrywać od środka.
Szczególnie dobrze działa fakt, że manga nie próbuje prostym gestem uniewinnić bohaterki. Tista została zmanipulowana, wychowana do przemocy i pozbawiona realnego wyboru, ale to nie sprawia, że ludzie zabici przez nią przestają być martwi. Endo utrzymuje tę niewygodną granicę. Czytelnik może współczuć dziewczynie, rozumieć proces, który ją ukształtował, i jednocześnie nie zapominać, do czego została wykorzystana. Tista jest ofiarą systemu, która sama stała się jego śmiercionośnym narzędziem. To dużo ciekawszy punkt wyjścia niż klasyczna opowieść o zabójczyni odkrywającej, że jednak ma dobre serce.
Istotną rolę odgrywa też fizyczna cena, jaką bohaterka płaci za swoje zdolności. Ból oka i coraz bardziej niepokojące sygnały płynące z własnego ciała przypominają, że nie da się bez końca eksploatować człowieka jak idealnie działającej maszyny. Organizacja może widzieć w Tiscie niezwykły dar, ale dla niej ten dar okazuje się kolejnym więzieniem. Ciało zaczyna protestować wcześniej niż świadomość potrafi otwarcie odrzucić narzucone zadanie. Endo dobrze wykorzystuje ten motyw, bo dzięki niemu psychiczne pęknięcie bohaterki ma również materialny wymiar. Nie może po prostu zacisnąć zębów i kontynuować wszystkiego bez konsekwencji.
Przeszłość Tisty stopniowo odsłania kolejne źródła jej traumy, a historie związane z ludźmi z sierocińca pomagają zrozumieć, dlaczego tak mocno przylgnęła do narzuconej misji. Szczególnie mocno działa tutaj Susie, ponieważ jej obecność przypomina, że potrzeba zemsty może bardzo łatwo zostać przejęta i wykorzystana przez kogoś posiadającego odpowiednie narzędzia. Dziecko nie musi zostać przekonane skomplikowaną ideologią, jeśli wcześniej odebrano mu poczucie bezpieczeństwa i pozostawiono wyłącznie gniew. Endo sugeruje w ten sposób, że organizacja stojąca za Tistą nie tworzy lojalności od zera. Bierze autentyczny ból i nadaje mu wygodny kierunek.
Pod tym względem Tista znacznie lepiej funkcjonuje jako dramat psychologiczny niż thriller sensacyjny. Sceny zabójstw są efektowne, kadrowanie dynamiczne, a precyzja bohaterki pozwala tworzyć napięcie wokół kolejnych celów. Nie ma jednak tutaj takiego poziomu intrygi czy niepewności, który pozwalałby mówić o szczególnie mocnym thrillerze. Czasami historia wręcz traci napięcie, bo wiadomo, że najważniejsze nie jest to, czy Tista trafi, lecz jak kolejne zlecenie wpłynie na jej stan psychiczny. Czytelnik szukający gry pomiędzy zabójczynią, policją i przestępcami może więc poczuć niedosyt. Znacznie więcej otrzyma ten, kogo zainteresuje sama bohaterka.
Nowy Jork pomaga utrzymać ten kierunek. Miasto jest zatłoczone, ale Tista pozostaje w nim całkowicie samotna. Tysiące ludzi przemieszczają się wokół niej, a ona funkcjonuje jak ktoś odcięty od normalnego życia niewidzialną barierą. Endo nie buduje drobiazgowo realistycznego portretu metropolii, lecz korzysta z jej anonimowości. W wielkim mieście można rozpłynąć się w tłumie, obserwować kogoś z ogromnej odległości, zniknąć po strzale i następnego dnia wrócić na uczelnię. Ta przestrzeń doskonale pasuje do bohaterki, która jednocześnie desperacko potrzebuje kontaktu z drugim człowiekiem i została nauczona traktować bliskość jako zagrożenie.
Graficznie manga pokazuje już bardzo duże umiejętności Endo. Szczególnie dobrze radzi sobie z ruchem i zmianą tempa scen. Potrafi przejść od spokojnych, wręcz niezręcznych rozmów do nagłej przemocy bez utraty czytelności planszy. Dobre wrażenie robi również sposób przedstawiania samej Tisty. Jej wygląd zmienia się zależnie od roli, ale autor nie potrzebuje radykalnej transformacji, żeby czytelnik poczuł różnicę. Postawa ciała, spojrzenie i sposób kadrowania wystarczają, by spokojna studentka oraz Siostra Milicja wydawały się niemal dwiema osobnymi osobami. To właśnie w takich detalach najlepiej widać warsztat autora, który później znacznie pełniej wykorzysta motyw podwójnego życia.
Trudno oczywiście czytać Tistę dzisiaj bez świadomości późniejszego Spy x Family. Nie dlatego, że obie serie są do siebie szczególnie podobne tonem. Wręcz przeciwnie, Tista jest znacznie bardziej ponura, agresywna i pozbawiona komediowej lekkości. Widać natomiast zainteresowanie Endo ludźmi odgrywającymi role, ukrywającymi prawdziwą tożsamość oraz próbującymi budować normalne relacje pomimo życia opartego na przemocy i kłamstwie. Tutaj te motywy są jeszcze przedstawione bardzo serio. Nie ma rodzinnej farsy łagodzącej ciężar sytuacji. Człowiek z tajemnicą nie staje się źródłem komizmu, tylko kimś stale zagrożonym rozpadem własnej osobowości.
Największym problemem pozostaje jednak długość całej historii. Pierwsza część spokojnie buduje relacje, ustawia konflikty i sugeruje znacznie szerszą opowieść o organizacji, przeszłości Tisty oraz ludziach znajdujących się wokół niej. Potem tempo wyraźnie rośnie. Retrospekcje, kolejne informacje i ważne decyzje pojawiają się szybciej, a część pomysłów zostaje zaledwie naszkicowana. Ostatnie rozdziały sprawiają wrażenie próby zebrania elementów przeznaczonych pierwotnie na znacznie dłuższą historię. Fabuła rzeczywiście dociera do finału, ale nie zawsze dlatego, że naturalnie do niego dojrzewa. Czasem po prostu musi tam dotrzeć.
Najbardziej cierpią na tym postacie poboczne i sama organizacja. Endo sygnalizuje interesujące zależności, daje bohaterom fragmenty przeszłości i sugeruje istnienie większego mechanizmu, ale nie ma czasu, żeby naprawdę go odsłonić. Niektóre relacje mogłyby spokojnie unieść kilka dodatkowych rozdziałów, podobnie jak proces całkowitego przewartościowania świata przez Tistę. Zamiast tego część przemian zachodzi szybciej, niż wymagałaby tego ich skala. Dotyczy to szczególnie drugiej połowy, gdzie perspektywy i retrospekcje zaczynają się zagęszczać, a opowieść chwilami traci klarowność pierwszych rozdziałów.
Mimo tego finał pozostawia historię w miejscu wystarczająco sensownym, by Tista nie wyglądała jak czysty urywek anulowanej serii. Jest w nim również trochę nadziei, co przy ciężarze wcześniejszych wydarzeń ma znaczenie. Endo nie proponuje prostego wymazania win ani magicznego powrotu do normalności. Normalność jest czymś, czego Tista właściwie nigdy wcześniej nie posiadała, więc nawet próba jej stworzenia musi zacząć się od bardzo podstawowego pytania: kim pozostaje człowiek, kiedy odbierze mu się rolę, która przez lata definiowała całe jego istnienie?
Tista jest więc bardziej interesująca niż w pełni udana. Ma świetną protagonistkę, dobrze pomyślany konflikt tożsamości, mocne religijne podteksty i kilka naprawdę celnych obserwacji dotyczących manipulacji oraz wykorzystywania dzieci do realizowania cudzych idei. Jednocześnie brakuje jej przestrzeni, żeby wszystkie te elementy odpowiednio rozwinąć. Thrillerowa warstwa nie zawsze dostarcza oczekiwanego napięcia, a końcówka zdradza pośpiech, którego pierwsza część w ogóle nie zapowiadała. Dziewczyna, którą nauczono patrzeć na świat przez celownik, stopniowo odkrywa, że może istnieć również po jego drugiej stronie. I właśnie wtedy, gdy Endo pozwala jej na chwilę przestać być Siostrą Milicją, manga jest najciekawsza.

