Statek wycieczkowy ma w sobie coś z małego miasta odciętego od reszty świata. Przez kilka tygodni ci sami ludzie mijają się na korytarzach, przy śniadaniu i podczas kolejnych zejść na ląd, grzecznie wymieniając uprzejmości, choć tak naprawdę nie wiedzą o sobie niemal nic. Katarzyna Wolwowicz wykorzystuje tę pozornie beztroską przestrzeń w Uwikłanej, wysyłając Tymona Hantera i Joannę na urlop, który bardzo szybko przestaje przypominać odpoczynek. Wystarczy choroba kobiety z sąsiedniej kajuty, kilka podejrzanych zachowań jej męża i przeszłość, która najwyraźniej postanowiła zabrać się w rejs razem z nimi.
Tymon i Joanna rzeczywiście mają powody, żeby marzyć o spokoju. Po wcześniejszych wydarzeniach miesięczna podróż statkiem powinna być przede wszystkim okazją do nacieszenia się sobą oraz odcięcia od kryminalnych spraw. Problem w tym, że Hanter chyba zwyczajnie nie potrafi wyjechać tam, gdzie nikt nie umrze w podejrzanych okolicznościach. Tym razem katalizatorem całej historii staje się rodzina mieszkająca tuż obok. Lygia i Adam sprawiają początkowo wrażenie ludzi, którzy swoje najgorsze chwile mają już za sobą. Problemy zdrowotne jednej z córek, finansowe trudności i lata zmagań najwyraźniej udało się przetrwać, dlatego kosztowny rejs ma być symbolicznym wejściem w lepszy etap życia. Wolwowicz dość szybko zaczyna jednak sugerować, że ten obraz został starannie wygładzony. W rodzinie znajdują się rzeczy niewypowiedziane, zachowania niepasujące do deklaracji i dawne sprawy, które bynajmniej nie zostały zamknięte.
Po zwiedzaniu Stambułu Lygia źle się czuje. Początkowo można uznać to za zwyczajne problemy żołądkowe podczas zagranicznego wyjazdu, ale stan kobiety gwałtownie się pogarsza. Trafia do szpitala, gdzie pojawia się podejrzenie otrucia. Adam zachowuje się jak przejęty mąż. Joanna od początku nie jest jednak przekonana o jego niewinności i to właśnie ona staje się siłą napędową nieoficjalnego dochodzenia. Ten szczegół wypada całkiem dobrze, bo Uwikłana nie próbuje udawać klasycznego policyjnego śledztwa. Hanter znajduje się poza Polską, na urlopie i bez możliwości działania tak, jak robiłby to we własnym komisariacie. Musi korzystać ze znajomości, rozmów, własnego doświadczenia oraz informacji zdobywanych mniej formalnymi drogami. Z jednej strony odświeża to serię, z drugiej prowadzi do kilku sytuacji, w których prawdopodobieństwo trzeba odłożyć na bok i zaakceptować, że bohaterowie trafiają na rozwiązania przede wszystkim dlatego, że fabuła właśnie ich potrzebuje.
Największą zaletą powieści jest jednak nie sama zagadka otrucia, tylko stopniowe odsłanianie przeszłości Lygii. Wolwowicz prowadzi historię dwutorowo i pokazuje, że obecna tragedia nie narodziła się na statku ani nawet w Stambule. Jej korzenie sięgają znacznie dalej. Dawne decyzje, rodzinne zależności, poczucie krzywdy i sekrety przechowywane przez lata zaczynają układać się w znacznie większą historię. Tytuł Uwikłana jest pod tym względem bardzo trafny. Bohaterowie nie zostają związani wyłącznie przez jedną zbrodnię. Są uwikłani w relacje rodzinne, winę, lojalność, wdzięczność, strach oraz konsekwencje cudzych wyborów. Autorka pokazuje mechanizm, w którym jedna decyzja pociąga następną, aż po latach trudno już jednoznacznie wskazać miejsce, gdzie wszystko naprawdę się zaczęło.
Najlepiej wypadają fragmenty, w których Wolwowicz pozwala czytelnikowi samemu oceniać ludzi zamiast od razu wskazywać winnych. Adam wzbudza podejrzenia, ale jego zachowanie można interpretować na różne sposoby. Lygia przez długi czas również pozostaje osobą, o której wiemy zdecydowanie mniej, niż początkowo zakładamy. Pierwsze wrażenie okazuje się tutaj bardzo niewiarygodnym świadkiem, a autorka świadomie wykorzystuje skłonność czytelnika do szybkiego przypisywania ról ofiary i sprawcy. Jednocześnie właśnie konstrukcja zagadki jest elementem, który może najmocniej podzielić odbiorców. Powieść przez sporą część rozwija się spokojnie. Zamiast szybko mnożyć trupy, przesłuchania i fałszywe tropy, Wolwowicz długo buduje kontekst rodzinny oraz przedstawia bohaterów. Dopiero później historia wyraźnie przyspiesza i zaczyna odsłaniać kolejne elementy układanki.
Taki rytm ma swoje zalety, ponieważ pozwala przywiązać większą wagę do motywacji postaci. Nie każdemu jednak przypadnie do gustu. Osoby oczekujące kryminału prowadzonego na wysokich obrotach mogą przez pierwszą część powieści czekać na moment, w którym właściwa intryga wreszcie pokaże pazury. Gdy już to robi, wydarzenia zaczynają natomiast następować na tyle szybko, że proporcje pomiędzy przygotowaniem a rozwiązaniem nie zawsze wydają się idealne. Podobny problem dotyczy niektórych zwrotów fabularnych. Wolwowicz ma kilka dobrych pomysłów na komplikowanie obrazu rodziny Lygii, lecz nie wszystkie rozwiązania są równie naturalne. Im większą rolę zaczynają odgrywać wydarzenia z przeszłości oraz tureckie powiązania bohaterów, tym wyraźniej historia oddala się od stosunkowo kameralnego kryminału na pokładzie statku. W kilku momentach fabuła staje się niemal melodramatyczna i wymaga zaakceptowania wyjątkowo dużej liczby okoliczności zbiegających się w odpowiednim miejscu.
Nie znaczy to, że przestaje być interesująca. Wręcz przeciwnie, Wolwowicz bardzo dobrze wie, gdzie urwać rozdział, żeby czytelnik chciał sprawdzić następny. Jej styl pozostaje lekki, dialogi prowadzą historię sprawnie, a zmiany perspektywy oraz czasu podtrzymują ciekawość. Uwikłana należy do kryminałów, które czyta się szybko nawet wtedy, gdy zaczynamy dostrzegać szwy łączące poszczególne fragmenty konstrukcji. Sceneria również działa na korzyść książki, choć nie została wykorzystana tak mocno, jak mogłaby. Rejs po różnych krajach daje ogromne możliwości stworzenia kryminału zamkniętej przestrzeni. Statek, ograniczona grupa pasażerów, możliwość zejścia na ląd tylko w określonych portach i poczucie utknięcia z potencjalnym sprawcą mogłyby zostać wykorzystane do budowania znacznie bardziej klaustrofobicznej atmosfery.
Wolwowicz wybiera jednak inną drogę. Statek jest przede wszystkim punktem startowym, a Stambuł staje się miejscem, gdzie przeszłość zaczyna gwałtowniej wdzierać się w teraźniejszość. Egzotyczna sceneria daje historii odmienny charakter od wcześniejszych spraw Hantera, lecz nie staje się osobnym bohaterem. To raczej atrakcyjne tło niż fundament intrygi. Więcej uwagi niż sam rejs przyciąga relacja Tymona i Joanny. Ich wspólny urlop pokazuje, jak bardzo zmieniła się ta para od początku serii. Są już nie tylko ludźmi uwikłanymi we wspólne niebezpieczeństwa, lecz partnerami funkcjonującymi razem również poza śledztwem. Joanna nie zostaje przy tym sprowadzona do roli osoby stojącej za plecami policjanta. To właśnie jej podejrzliwość wobec Adama uruchamia całą sprawę.
Można nawet odnieść wrażenie, że w niektórych momentach Joanna jest bardziej zdeterminowana do rozwiązania zagadki niż sam Hanter. Daje to ich relacji trochę potrzebnej równowagi, choć jednocześnie prowadzi do klasycznego pytania, czy normalni ludzie podczas wymarzonego miesięcznego rejsu naprawdę aż tak chętnie poświęciliby wakacje na rozplątywanie cudzej rodzinnej tragedii. W świecie kryminałów podobne pytania najlepiej jednak zadawać z umiarem, bo inaczej połowa gatunku przestałaby istnieć przed drugim rozdziałem. Słabiej wypada natomiast rozwój większych wątków związanych z samym Tymonem. Czytelnik śledzący serię może oczekiwać wyraźniejszego ciągu dalszego spraw rozpoczętych wcześniej, zwłaszcza tych dotyczących jego rodziny. Uwikłana skupia się jednak niemal całkowicie na nowej zagadce. Dzięki temu można ją czytać stosunkowo niezależnie, ale ceną jest poczucie, że osobista historia bohatera została na chwilę zatrzymana.
To szczególnie odczuwalne, jeśli potraktować książkę jako kolejny etap cyklu, a nie pojedynczy kryminał. Hanter pozostaje sympatycznym i sprawnym protagonistą, lecz niewiele się tutaj o nim dowiadujemy. Znacznie większy rozwój przypada bohaterom jednego tomu, przede wszystkim Lygii oraz ludziom związanym z jej przeszłością. I właśnie ich historia niesie najciekawsze pytania moralne powieści. Wolwowicz nie ogranicza się do prostego „kto otruł?”. Znacznie ważniejsze staje się pytanie, co człowiek jest gotów zrobić, kiedy przekona sam siebie, że działa dla dobra kogoś bliskiego. Miłość, obowiązek i troska mogą bardzo łatwo stać się usprawiedliwieniem dla decyzji, których z zewnątrz nie da się zaakceptować.
W tym sensie książka rzeczywiście ciekawie bawi się podziałem na dobro i zło. Nie wszyscy krzywdzą dlatego, że są źli. Nie każda ofiara pozostaje wyłącznie bierną ofiarą. Ludzie latami podejmują kolejne decyzje, tłumaczą sobie ich konieczność i dopiero po czasie orientują się, że znaleźli się w miejscu, z którego nie istnieje już dobre wyjście. Szkoda jedynie, że Wolwowicz nie zawsze ufa temu psychologicznemu ciężarowi i momentami dokłada kolejne sensacyjne komplikacje. Historia byłaby równie mocna, a być może nawet mocniejsza, gdyby pozostała bardziej kameralna. Rodzinny sekret, choroba, poczucie niesprawiedliwości i pragnienie odwetu mają wystarczający potencjał bez konieczności ciągłego podbijania stawki.
Uwikłana nie jest więc najbardziej skomplikowaną ani najbardziej nieprzewidywalną sprawą Tymona Hantera. Część rozwiązań można podejrzewać wcześniej, kilka wydarzeń wygląda zbyt wygodnie, a najbardziej intensywna część historii przychodzi stosunkowo późno. W porównaniu z mocniejszymi kryminałami Katarzyny Wolwowicz może pozostawić lekki niedosyt. Mimo tego książka broni się tempem czytania, przystępnym stylem oraz dobrze dobranym głównym motywem. Przeszłość nie funkcjonuje tutaj jako obowiązkowy sekret wciśnięty do kryminału tylko po to, by w finale wyskoczyć z szafy. To właśnie ona stworzyła ludzi, których spotykamy na statku, i odpowiada za większość decyzji podejmowanych przez nich obecnie.
Najbardziej przewrotny pozostaje więc sam pomysł na urlop Hantera. Bohater wyrusza w podróż, żeby na kilka tygodni zostawić swoje życie za sobą, i trafia na ludzi, którzy przekonują się właśnie, że własnej przeszłości nie można zostawić w porcie. Można zmienić kraj, nazwisko, otoczenie i przez lata budować spokojną codzienność. Jeśli jednak fundamentem tego spokoju były kłamstwa, wystarczy jedna podróż, żeby cała konstrukcja zaczęła nabierać wody.

