Na polu bitwy każda rewolucyjna broń pozostaje rewolucyjna tylko do chwili, gdy przeciwnik nauczy się na nią odpowiadać. Rydwan, ciężka kawaleria, muszkiet, karabin maszynowy czy czołg w różnych epokach zmieniały możliwości armii, ale żadna technologia nie zawieszała podstawowych problemów wojny: trzeba było skoncentrować siły, zaskoczyć przeciwnika, utrzymać logistykę, wykorzystać teren i wiedzieć, kiedy przewaga przestaje być przewagą. Krzysztof Kubiak właśnie pomiędzy zmianą a trwałością umieszcza Historię wojsk lądowych. Zamiast układać kilka tysięcy lat konfliktów w pochód wodzów i bitew, próbuje pokazać, jak nowe narzędzia wymuszały nowe sposoby walki oraz dlaczego pewne reguły sztuki wojennej okazywały się zadziwiająco odporne na technologiczne przełomy.
Zakres jest ogromny. Kubiak rozpoczyna od najwcześniejszych zorganizowanych form walki, prowadzi przez armie starożytnych państw, falangi, legiony, średniowieczne rycerstwo, rozwój broni palnej i armii masowych, doświadczenie wojen przemysłowych, mechanizację XX wieku, aż po współczesne wojska pancerne i zmechanizowane. Chronologia porządkuje materiał, ale właściwą osią pozostaje wzajemne oddziaływanie techniki i taktyki. Nowa broń nie zmienia historii sama z siebie. Zaczyna mieć znaczenie dopiero wtedy, gdy ktoś potrafi wymyślić dla niej odpowiednią organizację, doktrynę i sposób użycia. Dzięki temu opisy kolejnych formacji mają sens większy niż samo porównywanie uzbrojenia.
Takie podejście dobrze pokazuje, dlaczego historia wojskowości nie może być historią wynalazków. Lepszy miecz, skuteczniejsza broń palna czy mocniej opancerzony pojazd nie gwarantują zwycięstwa, jeśli armia nie potrafi ich wykorzystać. Kubiaka interesuje więc nie tylko to, czym walczono, ale dlaczego walczono właśnie w taki sposób. Formacje, kampanie i wybrane bitwy stają się przykładami służącymi do obserwowania większych procesów. Ważny pozostaje także kontekst polityczny, gospodarczy i organizacyjny, bo armia zawsze jest produktem możliwości państwa, które ją wystawia. Rozmach książki pozwala przy tym dostrzec ciągłość pomiędzy epokami, które na pierwszy rzut oka nie mają ze sobą wiele wspólnego.
Autorowi pomaga rzeczowy, zdyscyplinowany sposób pisania. Nie buduje historii wojskowości z bitewnej egzotyki ani z katalogu „najpotężniejszych” armii. Znacznie częściej tłumaczy zależności i próbuje odpowiedzieć, dlaczego określone rozwiązanie działało w konkretnych warunkach, a później traciło skuteczność. Jednocześnie proporcje materiału mogą budzić dyskusję. Starożytność otrzymuje sporo miejsca, podczas gdy czytelnik zainteresowany przede wszystkim XIX, XX i XXI wiekiem może odczuwać niedosyt. Przy panoramie obejmującej praktycznie całą historię zorganizowanej wojny selekcja jest nieunikniona, ale współczesne konflikty oraz gwałtowne przemiany ostatnich dekad aż proszą się miejscami o szersze potraktowanie.
Podobnie jak w innych dużych publikacjach albumowych o historii militarnej, ważna jest tutaj ikonografia. Fotografie, reprodukcje, opisy uzbrojenia, mapy i schematy bitew pomagają zrozumieć to, czego sama narracja nie zawsze mogłaby przekazać wystarczająco przejrzyście. Przy historii wojsk lądowych wizualizacja jest szczególnie potrzebna. Szyk falangi, ustawienie oddziałów w konkretnej bitwie albo różnice pomiędzy konstrukcjami pojazdów łatwiej pojąć, kiedy opisowi towarzyszy obraz. Bogata oprawa nie pełni więc wyłącznie funkcji reprezentacyjnej, choć twarda oprawa, kredowy papier i kolorowy materiał graficzny niewątpliwie nadają książce charakter efektownego kompendium, do którego można wracać również wybiórczo.
Pewne zastrzeżenie dotyczy jednak właśnie tej części książki, w której od publikacji popularnonaukowej oczekuje się największej precyzji. Wśród opinii czytelników pojawiają się zarzuty dotyczące danych technicznych BMP-1 i opisu T-72, w tym powielenia błędnych informacji znanych z wcześniejszej publikacji. Bez osobnej weryfikacji trudno na tej podstawie rozstrzygać skalę problemu, ale sam sygnał jest istotny. W książce opierającej część argumentacji na zależności między parametrami sprzętu a możliwościami taktycznymi nieścisłość techniczna nie jest drobną literówką. Czytelnik dobrze znający konkretną dziedzinę natychmiast zacznie się zastanawiać, czy podobne potknięcia nie występują również w partiach poświęconych okresom, których sam nie potrafi zweryfikować.
Nie przekreśla to zasadniczej wartości syntezy. Historia wojsk lądowych najlepiej sprawdza się jako szeroka mapa rozwoju wojny na lądzie, szczególnie dla osoby, która chce uporządkować wiedzę albo zobaczyć znane sobie epoki jako element znacznie dłuższego procesu. Specjalista nie otrzyma tu wyczerpującej monografii falangi, wojsk napoleońskich, blitzkriegu czy współczesnych oddziałów zmechanizowanych i nie taki jest cel książki. Jej użyteczność polega na zestawianiu tych zjawisk ze sobą. Gdy patrzy się na nie w perspektywie tysiącleci, można dostrzec, że rozwój wojskowości rzadko przebiega prostą linią od „prymitywnego” do „nowoczesnego”. Każde rozwiązanie jest odpowiedzią na konkretną sytuację i niemal natychmiast rodzi potrzebę znalezienia kontrposunięcia.
Kubiakowi udaje się dzięki temu napisać książkę nie tylko o tym, jak zmieniały się armie, ale także o granicach samej zmiany. Można zastąpić włócznię karabinem, konia transporterem opancerzonym, gońca systemem cyfrowej łączności, a obserwatora dronem, lecz dowódca wciąż musi mierzyć się z niepełną informacją, czasem, przestrzenią, logistyką i przeciwnikiem, który również myśli. W tym sensie Historia wojsk lądowych ma interesujący paradoks w samym centrum swojej konstrukcji: im bardziej zmieniają się narzędzia wojny, tym wyraźniej widać, jak uporczywie trwają niektóre jej problemy. I to właśnie ta perspektywa, bardziej niż sam katalog armii, bitew i uzbrojenia, najlepiej uzasadnia tak rozległą podróż od pierwszych wojowników do współczesnego pola walki.
Tekst powstał we współpracy recenzenckiej z Wydawnictwem SBM
@WydawnictwoSBM

