Kiedy myślimy o fantasy spod znaku miecza i czarów, przed oczami staje sylwetka muskularnego barbarzyńcy. Skóra spalona słońcem, miecz w dłoni, świat podzielony na wrogów i łupy. Conan Howarda stał się figurą niemal archetypiczną, herosem, który afirmuje życie poprzez siłę, instynkt i zwycięstwo. I właśnie przeciwko tej figurze Michael Moorcock wypuszcza swojego bohatera. Nie jako alternatywę. Jako polemikę.
Elryk z Melniboné jest wszystkim tym, czym Conan nie jest. Nie barbarzyńca, lecz intelektualista. Nie żywioł ciała, lecz kruchość organizmu. Nie triumf, lecz świadomość upadku. Tam, gdzie Conan jest początkiem mitu, Elryk jest jego schyłkiem.
Już sam opis bohatera rozbraja oczekiwania czytelnika. Skóra jak wybielona czaszka, mlecznobiałe włosy, karmazynowe oczy. Piękny, ale w sposób niepokojący. Wysoki, smukły, niemal chorobliwie szczupły. To nie jest ciało stworzone do podboju. To ciało, które wymaga podtrzymywania przy życiu za pomocą ziół i mikstur. Elryk od urodzenia jest słaby. Jego siła nie jest naturalna. Musi być pożyczona.

I właśnie w tej zależności tkwi klucz do całej konstrukcji postaci. Conan walczy, bo może. Elryk walczy, bo musi. Conan ufa mięśniom. Elryk ufa wiedzy, magii, dawnym paktom z siłami Chaosu. Wychowany w bibliotece, a nie na pustkowiu, zna historię swojego świata i widzi to, czego barbarzyńca widzieć nie musi. Widzi rozkład.
Melniboné nie jest młodym królestwem. To imperium, które rządziło światem przez tysiące lat, a teraz dogorywa w dekadencji. Imrryr, Śniące Miasto, jest piękne, lecz martwe wewnętrznie. Smoki śpią w jaskiniach, tradycje skamieniały, a półludzka rasa Melnibonéan trwa bardziej siłą przyzwyczajenia niż woli. Elryk jest ostatnim cesarzem świata, który już się skończył.
I to czyni go radykalnie innym bohaterem heroic fantasy. On nie wierzy w wieczność swojego imperium. On wie, że Młode Królestwa rosną w siłę. Wie, że jego własna kultura jest okrutna, bezwzględna, wyniosła. Posiada coś, co dla jego ludu jest niemal wadą genetyczną. Sumienie.
Ta moralna wątpliwość sprawia, że w oczach poddanych wydaje się słaby. Kuzyn Yyrkoon interpretuje jego refleksyjność jako niezdolność do rządzenia. I w klasycznej opowieści o mieczu i tronie to Yyrkoon miałby rację. W świecie Conana wahanie oznacza śmierć. U Moorcocka wahanie oznacza człowieczeństwo.
Elryk jest bohaterem, który myśli zbyt wiele, czuje zbyt głęboko i rozumie zbyt dobrze. A świadomość bywa cięższa niż zbroja.
Najbardziej wymownym symbolem tej konstrukcji jest Zwiastun Burzy. Czarny miecz, który daje siłę, zdrowie i zdolność walki, ale żąda dusz. Conan podnosi miecz, bo jest silny. Elryk staje się silny dopiero dzięki mieczowi. Jego potęga nie jest jego własna. Jest efektem symbiozy, a właściwie uzależnienia. Bez Zwiastuna Burzy jest słabym, chorym albinos. Z nim staje się niemal niepokonany.
Ale cena jest oczywista. Miecz pożera dusze wrogów, przyjaciół, kochanków. W końcu pożera również jego. Zwiastun Burzy jest antytezą heroicznej broni. To nie narzędzie w ręku bohatera, lecz bohater w rękach narzędzia. W tym jednym geście Moorcock rozmontowuje mit potęgi jako cnoty. Siła okazuje się pasożytem.
Równie istotny jest kontekst kosmologiczny. Świat Elryka nie opiera się na prostym podziale dobro zło. Istnieją Prawo i Chaos, siły równowagi, między którymi toczy się nieustanna gra. Elryka jako wcielenie Wiecznego Czempiona nie jest zbawcą w klasycznym sensie. Jest pionkiem w większym planie, którego do końca nie rozumie. Jego tragizm polega na tym, że posiada wolę, lecz porusza się w strukturze przeznaczenia.
Conan żyje w teraźniejszości. Elryk żyje w cieniu przyszłości. Każda jego decyzja jest przesiąknięta przeczuciem katastrofy. Wie, że jego świat upadnie. Wie, że jego czyny będą miały konsekwencje większe niż osobisty triumf. Ta świadomość czyni go bohaterem schyłku, figurą dekadencji, niemal modernistycznym antyherosem w kostiumie fantasy.
Nieprzypadkowo Moorcock przyznawał się do inspiracji Brechtem i do fascynacji figurą bohatera skazanego. Elryk nie jest czystą afirmacją przygody. Jest analizą mitu przygody. Jest komentarzem do całego gatunku, który w latach sześćdziesiątych wciąż jeszcze powtarzał wzorce Howarda. To świadoma dekonstrukcja herosa, ubrana w formę opowieści o smokach, demonach i czarnych mieczach.
W tym sensie Elryk jest anty Conanem nie tylko dlatego, że jest słaby fizycznie i silny intelektualnie. Jest anty Conanem, ponieważ kwestionuje sam fundament heroic fantasy. Zamiast triumfu oferuje stratę. Zamiast prostoty moralnej oferuje ambiwalencję. Zamiast siły jako cnoty oferuje siłę jako przekleństwo.
A jednak to właśnie on przetrwał jako jedna z najbardziej rozpoznawalnych figur gatunku. Być może dlatego, że w świecie coraz bardziej świadomym własnych kryzysów łatwiej utożsamić się z cesarzem, który wie, że jego imperium gnije, niż z barbarzyńcą, który wierzy, że wszystko da się zdobyć mieczem.
Elryk nie jest bohaterem, którego chcielibyśmy naśladować. Jest bohaterem, którego rozumiemy. I może właśnie dlatego pozostaje tak niepokojąco aktualny.






