Przypisy marginalne

ESEJ: Rycerstwo w Westeros jako mit, obowiązek, próba sumienia

Tekst powstał na podstawie zbioru opowiadań o Dunku i Jaju zawartych w książce Rycerz Siedmiu Królestw George’a R.R. Martina i poniekąd serialu Rycerz Siedmiu Królestw od HBO, stosunkowo wiernie adaptującego pierwowzór (z dodatkiem rozbudowanych motywów).  

Westeros lubi proste historie. Taka historia mówi, że świat jest z grubsza uporządkowany, bo istnieją rycerze. Ludzie w bluzach z samodziału i z błotem na butach cierpią mniej, kiedy wierzą, że gdzieś na trakcie jedzie ktoś w stali, kto zna różnicę między dobrem a złem. Ta opowieść jest wygodna dla możnych, bo pozwala wartościować przemoc. Przemoc rycerska ma być czysta, prawowita, uzasadniona. A kiedy jest wygodnie, ma też być niewidzialna.

Rycerz Siedmiu KrólestwDlatego w tej książce tak dobrze działa pierwsze ukłucie szpilką, proste i bezwstydne. Oto karczmarka, kobieta, której życia nie da się ulepić z pieśni o honorze, patrzy na młodego Dunka i mówi wprost:

Rycerze są zbudowani tak samo jak inni mężczyźni.

To zdanie wchodzi jak zimna woda. Bo pod spodem jest myśl jeszcze bardziej bolesna: skoro są tacy sami, to czemu jedni dostają biały płaszcz, a inni tylko kurz z drogi. Czemu jedni są nazywani obrońcami, a inni bandytami. Czemu jeden cios jest karą, a drugi jest hańbą.

Dunk wchodzi w tę opowieść od strony najgorszej możliwej, czyli od strony braku. Na początku widzimy go przy grobie człowieka, który był dla niego wszystkim, nauczycielem rzemiosła i jedyną rodziną. Od tej chwili rycerstwo nie jest dla niego orderem przypiętym do piersi. Jest pustką, którą trzeba jakoś zasypać, jak dół w wilgotnej ziemi. I co ważniejsze, jest obietnicą, że jeśli wypowie się na głos odpowiednie słowa, świat zacznie traktować człowieka inaczej.

Ale Martin od razu pokazuje, że w Westeros opowieść o rycerzu nie jest jednolita. Ona pęka klasowo. Na Łąkach Ashford Dunk widzi namioty możnych, barwne, kosztowne, pewne siebie, i wie, że nie ma dla niego miejsca przy tym jedwabiu, choć formalnie ma miecz i tarczę. Z jednej strony ma tytuł i ambicję. Z drugiej strony ma żadną ochronę ekonomiczną. A w Westeros status bez zaplecza jest jak zbroja bez rzemieni. Wygląda dobrze, ale odpada w najmniej odpowiednim momencie.

Ceremonia i słowa, czyli jak rodzi się rycerz

W klasycznej wersji mitu rycerz rodzi się w rytuale. Najpierw giermek, potem czuwanie, potem namaszczenie, potem dotknięcie mieczem. To brzmi jak sakrament. I właśnie dlatego to tak świetny instrument społeczny. Rytuał mówi: od dziś nie jesteś tylko człowiekiem, od dziś jesteś instytucją.

Każdy rycerz może pasować kogoś na rycerza, choć zwyczaj nakazuje, by przed złożeniem ślubów odbyć czuwanie i dać się namaścić septonowi. Czy przy tym pasowaniu byli jacyś świadkowie?

W samym tekście pojawia się bardzo czytelne echo tego mechanizmu. Plummer przypomina Dunkowi, że choć pasować może każdy rycerz, zwyczajowo przed złożeniem ślubów powinno być czuwanie i namaszczenie przez duchownego.Rycerz Siedmiu Królestw To istotne, bo pokazuje dwa poziomy rycerstwa. Pierwszy to praktyka. Drugi to legitymizacja. Praktykę można mieć w rękach, można umieć walczyć. Legitymizacja ma być nadana, potwierdzona i uznana.

Historycznie, w średniowiecznej Europie słowo chivalry najpierw oznaczało samą warstwę rycerską i konnych wojowników, a dopiero później zaczęło oznaczać oczekiwany zestaw cnót, takich jak honor, rycerska ogłada i powinność wobec wspólnoty. W opisach ceremonii pasowania, obecny bywa motyw oczyszczenia i całonocnego czuwania modlitewnego, co miało podkreślać moralny i religijny wymiar nowej roli. Martin nie musi wykładać tego jak podręcznik historii. Wystarczy, że w jednym dialogu zarysuje, co jest uznanym ideałem, a potem pokaże, jak łatwo ten ideał obchodzi się w praktyce.

Bo w praktyce Dunk staje do pasowania niemal w próżni. Sam opowiada, że gdy wstał po dotknięciu mieczem, był już rycerzem, bez świadków i bez gwarancji, że ktokolwiek w to uwierzy. Tu rodzi się kluczowe napięcie tej książki: rycerz w Westeros istnieje jednocześnie jako fakt i jako opinia. Fakt to stal i umiejętność. Opinia to to, czy inni wypowiedzą właściwe słowo: ser.

Najmocniej wybrzmiewa jednak nie technika pasowania, lecz treść obietnicy. W przysiędze Dunka powraca rdzeń rycerstwa jako programu moralnego, w tym obowiązek „bronić słabych i niewinnych”.

Przykazał mi stać się dobrym, prawdziwym rycerzem, słuchać siedmiu bogów, bronić słabych i niewinnych, wiernie służyć mojemu lordowi i bronić królestwa ze wszystkich sił.

To sedno i to piękno. To też największe ryzyko. Bo kiedy przemoc dostaje moralny cel, człowiek łatwo zaczyna mylić cel z alibi.

Czystość, pobożność i publiczna fasada

Westeros lubi rycerza czystego. Czystego w sensie fizycznym, społecznym, symbolicznym. To paradoksalnie logiczne. Jeśli rycerz ma być znakiem porządku, musi na sobie nosić porządek, nawet jeśli wraca z błota.

Dlatego od starego Arlana Dunk dziedziczy nie tylko wiedzę o tarczy i kopii, ale też obraz rycerza jako kogoś, kto powinien spełniać codzienne rytuały dyscypliny. W tekście pada prosty nakaz:

Prawdziwy rycerz jest czysty i pobożny.

To zdanie brzmi jak maksimum, które łatwo polubić. Bo jest konkretne. Da się je odhaczyć. Można się umyć, można uklęknąć, można nie przeklinać przy stole.

Rycerz Siedmiu Królestw

Tyle że Martin po chwili stawia pytanie, którego nie da się odhaczyć: czy czystość zewnętrzna ma cokolwiek wspólnego z czystością czynu. Dunk może się wykąpać w stawie i wyglądać jak rycerz, ale wciąż jest biednym chłopakiem, który musi rozbić obóz daleko od możnych, bo ich świat jest światem znaków rozpoznawczych, nie cnót. W tym sensie rycerstwo jest tu także kostiumem. A kostium nie chroni sumienia.

Właśnie dlatego wątki turniejowe są tak ważne. Turniej to święto rycerstwa, jego scena, jego reklama. Heraldyka, proporce, stroje i opowieści o wielkich czynach. Ale pod spodem czai się realna ekonomia rycerskości. Plummer przypomina Dunkowi, że przegrany traci konia, zbroję i broń, a potem musi płacić okup, by to odzyskać. To oznacza, że rycerstwo jest też systemem finansowego ryzyka i finansowej przemocy. Kto ma majątek, może przegrać i nadal być rycerzem. Kto go nie ma, ryzykuje, że po jednej porażce zostanie tylko człowiekiem z pustymi rękami.

Próba, w której rycerz przestaje być tytułem

Najważniejsze w tej książce jest to, że rycerstwo nie rozstrzyga się w rozmowach o przysięgach, ale w sytuacji, w której człowiek reaguje szybciej niż zdąży się wytłumaczyć. Dunk widzi, jak książę Aerion krzywdzi Tanselle, i uderza. Nie dlatego, że to mu się opłaci. Wręcz przeciwnie, on w tym momencie niszczy swoje szanse na spokojne wejście do rycerskiego świata. Dotyka świętości, bo bije członka rodu królewskiego.

Rycerz Siedmiu KrólestwTen epizod jest brutalnie prosty, a dlatego tak skuteczny. Bo pokazuje, że jeśli „bronić słabych i niewinnych” ma być czymś więcej niż ładnym zdaniem, to w którymś momencie trzeba się narazić. Trzeba przegrać społecznie, żeby wygrać moralnie. W Westeros cnota jest kosztowna, bo władza ma długą pamięć.

Inni rycerze służą lordom, którzy troszczą się o ich utrzymanie albo którzy nadali im ziemię, my zaś służymy tylko tym, którym pragniemy służyć, tym, w których sprawę wierzymy. Każdy rycerz ślubuje, że będzie bronił słabych i niewinnych, ale uważam, że to my najwierniej przestrzegamy tej przysięgi.

Potem przychodzi próba, która jest jak próba ognia dla samej idei rycerstwa: proces i walka o prawdę rozumianą jako wyrok bogów. Książę Baelor, ten, który ma autorytet i krew, mówi jasno, że Dunk zrobił to, co powinien zrobić rycerz, kiedy broni słabych. I tu dzieje się coś ważnego. W świecie, gdzie przemoc możnych bywa legalna, ktoś z samego centrum systemu na chwilę staje po stronie sensu przysięgi, nie po stronie statusu.

Ale nawet wtedy rycerstwo nie jest czyste. Ono jest negocjowane. Ono zależy od tego, kto ma głos. I dlatego Martin tak często wraca do wędrownych rycerzy. Bo oni są laboratorium rycerstwa. Mają miecz i mają przysięgę, ale nie mają murów, które ochronią ich przed konsekwencjami.

Rycerz Siedmiu Królestw

Zaprzysiężony miecz i polityka honoru

Druga opowieść, ta o służbie u ser Eustace’a, dokręca śrubę. Bo tu rycerstwo jest już nie tylko ideą, lecz umową. Dunk nie jest wolnym rycerzem w próżni. Staje się czyimś mieczem. A miecz, nawet jeśli jest moralny, jest narzędziem.

W rozmowach z Eustace’em powraca ciężar przysięgi jako czegoś, co wiąże nie tylko ręce, ale i wyobraźnię. Stary ser mówi, że złożył świętą przysięgę, iż nie wróci do pewnego miejsca, chyba że po to, aby odzyskać je w posiadanie. To nie jest duma. To jest rana zamieniona w zasadę. I w Westeros takie zasady potrafią prowadzić do nowych konfliktów, bo nikt nie chce być tym, który pierwszy pęknie.

Najciekawsze jest jednak to, jak Martin ustawia Dunka. Dunk może tę sytuację rozwiązać, bo sam nie jest związany tą konkretną przysięgą. Jedzie, bo jego moralność ma jeszcze przestrzeń na manewr. W ten sposób rycerstwo staje się czymś więcej niż zbiór sztywnych reguł. Staje się sztuką odróżniania, kiedy przysięga jest kręgosłupem, a kiedy jest kajdanami.

Eustace nazywa Dunka dobrym człowiekiem i wiernym rycerzem, co brzmi jak nagroda, ale jest też sygnałem, że w Westeros „wierny” bywa równoważne z „użyteczny”. I tu zaczyna się prawdziwy dylemat rycerskości. Czy rycerz ma być wierny osobie, czy wierny sensowi. Czy ma bronić interesu pana, czy bronić ludzi, którzy cierpią, kiedy panowie się kłócą.

Kiedy rycerstwo staje się transakcją

Trzecia opowieść jest jak przeniesienie rycerskości do pomieszczenia pełnego luster. Wszędzie są tytuły, herby, stroje i piękne deklaracje. A pod spodem jest spisek, handel lojalnością, gra pozorów.

Rycerz Siedmiu KrólestwW tym świecie szczególnie mocno brzmi scena, w której ktoś oczekuje od Jaja nie nauki, nie pracy, nie odwagi, tylko złożenia obietnicy, że przegra. W jednym zdaniu widać degenerację etosu:

chciał, bym przysiągł, że przegram.

Niby drobiazg. Sportowa ustawka. Ale w logice Westeros to jest coś więcej. To jest prywatyzacja honoru. Ktoś chce kupić cudzą reputację i cudzą klęskę, tak jak kupuje się konia albo miecz.

Równolegle wraca temat honoru jako waluty. Maynard Plumm, człowiek, który wie więcej niż mówi, rzuca Dunkowi pytanie o to, czy honor jest wart śmierci, kiedy stawką jest życie kogoś innego. I tu Martin dotyka sedna rycerskości, które jest prawie współczesne. Bo to jest pytanie o moralność, która nie służy autoprezentacji. Nie chodzi o to, czy umrzesz pięknie. Chodzi o to, czy ktoś inny przeżyje.

Wreszcie jest jeszcze jeden detal, bardzo westerosowy: pogarda wobec wędrownych rycerzy, wobec tych, którzy nie zostali zaproszeni. Lord w trzeciej opowieści mówi, że w dobrym tonie rycerz nie powinien się pojawić tam, gdzie go nie chcą, a Dunk odpowiada w duchu twardej prawdy drogi. W odpowiedzi pada krótki:

Nigdzie nas nie chcą.

To zdanie, tak krótkie, niesie cały kontekst klasy i władzy. Rycerstwo bez zaplecza wciąż jest rycerstwem tylko warunkowo. System je toleruje, dopóki jest kolorowym dodatkiem do turnieju, a nie problemem politycznym.

W tym miejscu wraca też sens historyczny. Skoro chivalry było zarazem warstwą wojowników i zbiorem oczekiwanych cnót, to łatwo zrozumieć, czemu w kulturze feudalnej etos bywał narzędziem regulowania przemocy. Martin pokazuje to samo, tylko w wersji brutalnie uczciwej: etos jest piękny, dopóki nie przeszkadza. Kiedy przeszkadza, system przypomina, kto ma prawo do interpretacji honoru.

Rycerskość jako empatia, nie jako dekoracja

Jeśli miałbym streścić obraz rycerstwa w Westeros wyłącznie na podstawie tych trzech opowieści, powiedziałbym tak: rycerz to nie jest człowiek w zbroi, tylko człowiek w roli. A rycerskość to nie jest słowo, tylko koszt. Płaci się nim komfortem, bezpieczeństwem, czasem reputacją.

W najpiękniejszych chwilach tej książki rycerstwo wraca do swojej pierwotnej obietnicy, do tego, że przemoc ma zostać ujarzmiona przez odpowiedzialność. Dunk nie jest idealny. Jest porywczy, czasem tępy, czasem zbyt dumny. Ale działa jak człowiek, który naprawdę widzi innych. I właśnie to jest jego odróżnikiem. Nie to, czy umie cytować przysięgę, lecz to, czy widzi dziewczynę na kolanach.

W najsmutniejszych chwilach rycerstwo okazuje się sposobem układania hierarchii w ładniejsze zdania. Wtedy czystość jest tylko myciem rąk, pobożność jest tylko gestem, a honor jest tylko walutą w rozmowie o wpływach. Rycerstwo jest wtedy opowieścią, którą powtarza się po to, by nie słyszeć krzyku.

I dlatego te trzy historie, choć krótkie wobec wielkiej sagi, działają jak soczewka. Pokazują, że w Westeros rycerstwo jest ciągłą negocjacją między tym, co ludzie chcą widzieć, a tym, co naprawdę się dzieje. Rycerz może być instytucją, może być narzędziem, może być dekoracją. Rycerskość zaczyna się dopiero wtedy, kiedy ktoś w tej zbroi przestaje grać dla publiczności i zaczyna brać odpowiedzialność za słabszych. Wtedy przysięga przestaje być sloganem. Zaczyna być cichym wyborem, który boli, ale ma sens.

Radek Czech

Film. Komiks. Książka.
Szukam kontekstów.
Dziękuję za przeczytanie powyższego.