Lucy Quinn powinna zadzwonić na policję. To pierwsza rozsądna myśl, jaka przychodzi do głowy, gdy pewnego ranka znajduje w swoim salonie niemowlę. Nie ma pojęcia, skąd się wzięło, kto wszedł do jej domu ani co dokładnie wydarzyło się poprzedniego wieczoru, ponieważ znowu wypiła za dużo i część wspomnień po prostu zniknęła. Problem polega na tym, że dziecko nie jest dla Lucy wyłącznie tajemniczym podrzutkiem. Jest materializacją największego pragnienia kobiety, która dowiedziała się, że nigdy nie będzie mogła zostać matką. Zamiast więc zrobić to, co zrobiłaby prawdopodobnie większość ludzi, Lucy zaczyna się zastanawiać. A im dłużej się zastanawia, tym mocniej dopuszcza do siebie myśl, której zdecydowanie nie powinna dopuścić. Może mogłaby je zatrzymać?
A.J. McDine rozpoczyna Niemowlę pomysłem prostym, ale wyjątkowo skutecznym, ponieważ od pierwszych stron nie chodzi wyłącznie o ustalenie pochodzenia dziecka. Znacznie ciekawsze staje się pytanie o to, co zrobi z nim Lucy. Bohaterka zaczyna śledzić wiadomości, wypatruje informacji o zaginionych dzieciach i próbuje odtworzyć wydarzenia poprzedniego wieczoru, lecz jednocześnie coraz bardziej przywiązuje się do maleństwa. Każda kolejna godzina działa na jej niekorzyść. Powiadomienie policji oznacza przecież niemal pewne rozstanie z dzieckiem, a Lucy po raz pierwszy od dawna ma przed sobą coś, co przypomina spełnienie marzenia. Doskonale wie, że sytuacja nie jest normalna, ale właśnie na tym McDine buduje pierwszą część powieści. Rozsądek bohaterki nieustannie zderza się z potrzebą, którą przez lata próbowała w sobie stłumić.
Lucy przy tym wcale nie jest osobą, której łatwo kibicować. Jej problem alkoholowy dawno przestał mieścić się w granicach okazjonalnego wypicia kilku kieliszków za dużo. Zdarzają jej się poważne luki w pamięci, a konsekwencje własnych zachowań potrafi wypierać albo racjonalizować. W przypadku znalezionego niemowlęcia staje się to szczególnie niebezpieczne, ponieważ bohaterka nie może być pewna nawet tego, że sama nie ma czegoś wspólnego z pojawieniem się dziecka. Nie pamięta przecież poprzedniego wieczoru. Nie wie, gdzie była, z kim rozmawiała ani co robiła. McDine bardzo sprawnie wykorzystuje tę niepewność, nie pozwalając czytelnikowi całkowicie zaufać perspektywie Lucy, choć jednocześnie nie sprowadza jej do typowej niewiarygodnej narratorki stworzonej wyłącznie po to, żeby w finale wyciągnąć z kapelusza efektowny zwrot akcji.
Im więcej dowiadujemy się o jej życiu, tym łatwiej zrozumieć, dlaczego znalezienie dziecka działa na nią tak mocno. Informacja o niemożności posiadania potomstwa nie została przez Lucy przepracowana. Kobieta funkcjonuje z tym doświadczeniem, ale zdecydowanie się z nim nie pogodziła. Alkohol stał się jednym ze sposobów zagłuszania frustracji i poczucia straty, dlatego niemowlę pojawia się w najgorszym możliwym momencie. Gdyby Lucy była w innym stanie psychicznym, być może zagadka skończyłaby się telefonem na policję po kilku minutach. Tymczasem trafia na osobę gotową zobaczyć w absurdalnym i potencjalnie niebezpiecznym wydarzeniu coś na kształt daru od losu. Właśnie ten moralny dyskomfort jest ciekawszy niż samo pytanie o tożsamość rodziców dziecka.
Sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej, kiedy do domu wraca Miles. Małżeństwo Lucy początkowo może sprawiać wrażenie kolejnego elementu jej względnie uporządkowanego życia, ale z czasem pojawia się coraz więcej powodów, żeby dokładniej przyjrzeć się tej relacji. Nieobecności męża, niedopowiedzenia i kolejne drobne sygnały zaczynają układać się w znacznie mniej komfortowy obraz. Co istotne, Lucy znajduje się w fatalnym położeniu, gdy próbuje ocenić prawdziwość cudzych słów. Jak skutecznie bronić własnej wersji wydarzeń, kiedy wiadomo, że regularnie zdarzają się wieczory, których zwyczajnie się nie pamięta? Jeśli ktoś mówi jej, że coś zrobiła albo powiedziała, nie może być pewna, że kłamie. McDine wykorzystuje ten mechanizm do stopniowego podważania poczucia bezpieczeństwa bohaterki i robi to skuteczniej niż za pomocą bardziej widowiskowych zagrożeń.
Dlatego Niemowlę stosunkowo szybko przestaje być wyłącznie zagadką dotyczącą dziecka. Pytanie „skąd się wzięło?” pozostaje oczywiście osią fabuły, ale wokół niego zaczynają pojawiać się kolejne dotyczące samej Lucy, jej małżeństwa, przeszłości i sposobu, w jaki przez lata interpretowała własne życie. Bohaterka zaczyna prowadzić prywatne śledztwo, choć trudno znaleźć mniej wiarygodnego detektywa. Musi analizować fakty, rozmawiać z ludźmi i sprawdzać własne podejrzenia, a jednocześnie stale brać pod uwagę możliwość, że odpowiedź znajduje się w tej części jej pamięci, do której nie ma dostępu. Powstaje z tego ciekawa sytuacja, w której Lucy jednocześnie prowadzi dochodzenie i sama pozostaje jedną z osób podejrzanych.
McDine prowadzi tę historię bardzo przystępnie. Krótkie rozdziały oraz oszczędny styl sprawiają, że Niemowlę można pochłonąć właściwie podczas jednego dłuższego posiedzenia. Autorka nie próbuje komplikować fabuły ponad potrzebę, zamiast tego regularnie podrzuca nowe informacje, które zmieniają sposób patrzenia na wcześniejsze wydarzenia. Szczególnie druga połowa wyraźnie przyspiesza, ponieważ tajemnica dziecka zaczyna łączyć się z kolejnymi sekretami. Nie wszystkie tropy są równie trudne do rozszyfrowania i czytelnik przyzwyczajony do thrillerów psychologicznych prawdopodobnie wcześniej zacznie podejrzewać, dokąd prowadzą niektóre wątki, ale książka nie opiera całej swojej wartości na konieczności przechytrzenia odbiorcy.
Znacznie ciekawsze jest obserwowanie stopniowej zmiany Lucy. Początkowo potrafi irytować, zwłaszcza gdy kolejny raz podejmuje decyzję, która z perspektywy czytelnika wydaje się oczywistym błędem. Z czasem jednak jej zachowanie nabiera szerszego kontekstu. Nie chodzi o usprawiedliwienie wszystkiego, co robi, lecz o pokazanie, jak łatwo człowiek może skonstruować sobie wersję rzeczywistości pozwalającą dalej funkcjonować. Lucy robi to ze swoim piciem, robi to z utraconym marzeniem o macierzyństwie i robi to również z małżeństwem. Pojawienie się niemowlęcia burzy tę konstrukcję, ponieważ zmusza ją do działania, a każde kolejne odkrycie odbiera jej możliwość powrotu do wcześniejszego życia.
Autorka sięga przy tym po tematy znacznie cięższe niż sugerowałby sensacyjny punkt wyjścia. Bezpłodność, uzależnienie, psychiczna manipulacja, samotność i potrzeba stworzenia rodziny są bezpośrednio związane z zachowaniem Lucy, zamiast funkcjonować jako dekoracyjne problemy mające nadać thrillerowi pozory głębi. Szczególnie mocno wybrzmiewa tutaj kwestia kontroli nad własną rzeczywistością. Bohaterka przez alkohol nie może ufać pamięci, przez kolejne odkrycia zaczyna kwestionować swoje małżeństwo, a pojawienie się dziecka uderza dokładnie w miejsce, w którym jest najbardziej bezbronna. Wszystko, czego Lucy była dotąd pewna, zaczyna więc stopniowo tracić stabilność.
Nie oznacza to, że powieść nie ma słabszych momentów. Wewnętrzne rozterki Lucy bywają powtarzalne, a część decyzji bohaterki jest ewidentnie podporządkowana potrzebie dalszego komplikowania fabuły. Zdarzają się również rozwiązania, które doświadczony czytelnik thrillerów rozpozna wcześniej, niż zapewne chciałaby autorka. Nie przeszkadzało mi to jednak szczególnie, ponieważ McDine skutecznie utrzymuje poczucie niepokoju. Nawet kiedy zaczynałam podejrzewać odpowiedź na jedno pytanie, pozostawało kilka następnych, a przede wszystkim chciałam zobaczyć moment, w którym Lucy sama będzie musiała zmierzyć się z tym, czego przez długi czas nie chciała dostrzegać.
Finał nie próbuje przykrywać całej historii jednym szokującym rozwiązaniem. Kolejne informacje porządkują wcześniejsze wydarzenia i nadają znaczenie elementom, które początkowo mogły wyglądać na przypadkowe. Ostatecznie ważniejsza od samego wyjaśnienia pochodzenia dziecka staje się konfrontacja Lucy z rzeczywistością. Bohaterka zaczyna historię jako kobieta przekonana, że największą tragedią jej życia jest odebrana możliwość zostania matką, tymczasem z czasem odkrywa, jak wiele innych rzeczy wokół niej zdążyło się rozpaść, gdy była zajęta zagłuszaniem właśnie tej jednej straty.
Niemowlę nie próbuje rewolucjonizować thrillera psychologicznego i miejscami korzysta z dobrze znanych mechanizmów gatunku, ale ma pomysł, który potrafi wykorzystać do czegoś więcej niż wywołania pierwszego szoku. Dziecko znalezione w szufladzie uruchamia historię, lecz jej właściwym centrum pozostaje Lucy i coraz bardziej niewygodne pytanie o to, ile prawdy człowiek jest w stanie przed sobą ukryć, jeśli alternatywa okazuje się zbyt bolesna. A.J. McDine potrafi zamienić spełnienie największego marzenia swojej bohaterki w coś, czego Lucy powinna bać się znacznie bardziej niż kolejnego poranka, którego nie pamięta.

