Laurence Jago nie wygląda na materiał na bohatera powieści szpiegowskiej. Jest urzędnikiem Ministerstwa Spraw Zagranicznych, człowiekiem raczej ostrożnym niż odważnym, obciążonym własnymi sekretami i coraz mocniej uzależnionym od środka uspokajającego, który pomaga mu zasnąć, ale jednocześnie skutecznie rozmywa granicę między rozsądkiem a paranoją. Problem polega na tym, że pod koniec osiemnastego wieku wystarczy pracować blisko polityki, znać niewłaściwych ludzi i znaleźć jedno ciało więcej, niż należało, żeby spokojne życie urzędnika zamieniło się w ciąg śledztw, spisków i bardzo niewygodnych pytań.
Leonora Nattrass buduje całą trylogię właśnie na tym kontraście. Jej bohater nie jest genialnym detektywem, który wchodzi do pokoju i po spojrzeniu na popiół z kominka wskazuje mordercę. Nie jest też zawodowym szpiegiem, który uwodzi, strzela i zawsze wie, gdzie znajduje się wyjście. Laurence Jago jest człowiekiem, który znalazł się o kilka kroków za blisko wydarzeń mogących wpłynąć na politykę Wielkiej Brytanii i od tego momentu właściwie nie może się już wycofać. Najlepszą decyzją Nattrass było zrobienie bohatera z człowieka, który nie powinien być bohaterem, ale za każdym razem zostaje zmuszony, żeby nim zostać.
Czarna kropla rozpoczyna tę historię w Londynie w 1794 roku. Wielka Brytania boi się rewolucji, wojna z Francją budzi coraz większe napięcia, procesy o zdradę państwa pokazują, jak niewiele potrzeba, żeby znaleźć się pod podejrzeniem, a stosunki z młodymi Stanami Zjednoczonymi pozostają wyjątkowo kruche. W tej atmosferze Jago znajduje ciało kolegi z ministerstwa. Oficjalnie sprawa wygląda na samobójstwo, ale szybko okazuje się, że zmarły idealnie nadaje się na kozła ofiarnego w znacznie poważniejszej sprawie związanej z przeciekiem poufnego dokumentu.
Od początku największą siłą książki jest tło historyczne. Nattrass nie umieszcza kryminału w osiemnastym wieku tylko dlatego, że dobrze wyglądają surduty, powozy i ciemne uliczki. Polityczna sytuacja jest właściwym mechanizmem fabuły. Strach przed rewolucją, obsesja na punkcie zdrady, działalność radykałów, wojna i napięcia pomiędzy stronnictwami sprawiają, że zwykłe śledztwo natychmiast staje się sprawą polityczną. Prawda przestaje być najważniejsza, kiedy państwo potrzebuje szybkiego winnego. Jago idealnie pasuje do takiego świata, ponieważ sam ma wiele do ukrycia. Im bardziej próbuje dowiedzieć się, co naprawdę spotkało jego kolegę, tym bardziej ryzykuje zwrócenie uwagi ludzi, którzy mogą zainteresować się również jego przeszłością. Nattrass dobrze wykorzystuje to napięcie. Laurence nie prowadzi dochodzenia z bezpiecznej pozycji moralnego obserwatora. Każde kolejne pytanie może uderzyć również w niego.
Do tego dochodzi tytułowa Czarna Kropla, czyli laudanum. Uzależnienie bohatera początkowo wygląda jak jeden z dodatkowych problemów, ale szybko staje się znacznie ciekawszym elementem narracji. Jago używa środka, żeby uspokoić lęki i koszmary, lecz stopniowo sam przestaje być całkowicie pewnym świadkiem własnej historii. Czy polityczne zagrożenie rzeczywiście narasta, czy część podejrzeń podsyca jego stan? Czy dobrze zapamiętał rozmowę? Czy właściwie odczytał intencje człowieka, którego spotkał? Ta niepewność dobrze współgra z formą wyznania. Laurence opowiada własną historię, ale nie jest narratorem, któremu można bezwarunkowo zaufać. Dzięki temu Czarna kropla najlepiej działa wtedy, gdy polityczny kryminał zaczyna ocierać się o opowieść o człowieku tracącym kontrolę nad własnym życiem.
Problem pierwszego tomu polega na tym, że autorka bardzo chce pokazać, jak dobrze zna epokę. Research jest imponujący, lecz miejscami zaczyna ciążyć fabule. Pojawia się wiele nazwisk, wydarzeń, stanowisk, politycznych zależności i historycznych postaci. Czytelnik musi przez pierwszą część powieści nauczyć się nie tylko bohaterów, ale też mechaniki całego politycznego świata. Nattrass nie zawsze wie, kiedy przestać tłumaczyć historię i ponownie zacząć opowiadać kryminał. Najbardziej widać to w dialogach. Niektóre rozmowy brzmią naturalnie, inne wyglądają jak wygodny sposób przekazania czytelnikowi informacji o sytuacji politycznej. Bohater zamiast rozmawiać z drugim człowiekiem zaczyna nagle uczestniczyć w miniaturowym wykładzie. W powieści historycznej pewna ilość takich wyjaśnień jest nieunikniona, ale tutaj chwilami wyraźnie hamują rytm.
Pierwszy tom wymaga więc skupienia. Początek może wydawać się chaotyczny, szczególnie osobom mniej zainteresowanym historią osiemnastowiecznej Wielkiej Brytanii. Z czasem jednak układ postaci staje się czytelniejszy, polityczne zależności zaczynają mieć sens, a kryminalna intryga wyraźnie przyspiesza. Finał wynagradza część wcześniejszych przestojów i przede wszystkim pokazuje, że Jago ma potencjał na bohatera kolejnych historii.
Błękitne wody są pod tym względem wyraźnym krokiem naprzód. Nattrass bierze wszystko, co działało w pierwszej części, i przenosi to do znacznie bardziej zwartej przestrzeni. Jest rok 1795, Laurence stracił dawną pozycję, ale otrzymuje kolejne zadanie. Ma pomóc w dostarczeniu do Stanów Zjednoczonych ważnego traktatu. Dokument może wpłynąć na układ sił pomiędzy Wielką Brytanią, Francją i Ameryką, więc oczywiście znika, a człowiek odpowiedzialny za jego przewiezienie ginie. Tym razem całe śledztwo rozgrywa się na pokładzie statku Tankerville. I jest to dokładnie to, czego ta seria potrzebowała. Zamknięta przestrzeń natychmiast poprawia konstrukcję kryminału. Liczba podejrzanych jest ograniczona, nikt nie może po prostu rozpłynąć się w londyńskim tłumie, a wszystkie konflikty muszą rozwijać się pomiędzy ludźmi skazanymi na swoją obecność przez kolejne dni rejsu. Do tego dochodzą pogoda, warunki na morzu i świadomość, że w razie zagrożenia nie ma gdzie uciec.
W Błękitnych wodach Nattrass wreszcie pozwala zagadce kryminalnej oddychać bez nieustannego zasypywania jej politycznym komentarzem. Polityka nadal jest ważna, bo bez niej traktat nie miałby żadnej wartości, ale tym razem pozostaje motorem wydarzeń, a nie ich konkurencją. Galeria pasażerów jest znacznie bardziej wyrazista. Są francuscy arystokraci, amerykański plantator, irlandzka aktorka, ludzie mający interes w zdobyciu dokumentu i nawet tańczący niedźwiedź, który na papierze brzmi jak żart z zupełnie innej książki, ale w praktyce bardzo dobrze wpisuje się w lekko ekscentryczny charakter całego rejsu. Każdy może coś ukrywać, a większość rzeczywiście coś ukrywa.
Drugi tom mocniej przypomina klasyczny kryminał zamkniętego kręgu podejrzanych. Jago przemieszcza się po statku, prowadzi rozmowy, obserwuje pasażerów i próbuje zrozumieć, kto kłamie. Ograniczona przestrzeń zwiększa znaczenie drobiazgów, ponieważ nie można ciągle dokładać nowych lokacji i nowych postaci. To, co pojawia się wcześniej, musi wracać i nabierać znaczenia. Sama forma narracyjna również zostaje urozmaicona. Raporty Laurence’a przeplatają się z innymi zapisami, dokumentami i relacjami, dzięki czemu historia nie jest już całkowicie zamknięta w jego perspektywie. To szczególnie dobrze współgra z kryminałem, bo pozwala zestawiać różne wersje tych samych wydarzeń i sprawdzać, kto naprawdę wie więcej, niż mówi.
Laurence też jest tutaj ciekawszym bohaterem. Nie jest już tak przestraszonym urzędnikiem jak w pierwszej części. Nadal popełnia błędy i nadal nie jest człowiekiem stworzonym do niebezpiecznych misji, ale wydarzenia z Londynu pozostawiły ślad. Jest bardziej zdecydowany, chętniej podejmuje ryzyko i zaczyna rozumieć, że samo czekanie na rozwiązanie problemu zwykle prowadzi tylko do następnego problemu. Równocześnie jego uzależnienie przestaje dominować nad postacią. To dobra zmiana, bo motyw Czarnej Kropli został wystarczająco mocno wykorzystany wcześniej. Drugi tom może więc skoncentrować się na rozwoju Jago jako człowieka, który próbuje odbudować własną pozycję i przestać być wyłącznie ofiarą cudzych decyzji. Błękitne wody są przez to najbardziej przystępną częścią trylogii. Tempo jest lepsze, liczba wątków bardziej kontrolowana, a zamknięta przestrzeń nadaje całej historii naturalną strukturę. Nadal trzeba uważać na historyczny kontekst, ale nie ma już poczucia, że bez znajomości połowy brytyjskiego życia politycznego trudno zrozumieć, kto właśnie wszedł do pokoju.
Po dwóch historiach związanych z wielką polityką Szkarłatne miasto robi jeszcze jedną rzecz, której seria potrzebowała. Zmniejsza skalę. Jago razem z dziennikarzem Williamem Philpottem wraca do rodzinnego Helston w Kornwalii. Po wydarzeniach w Ameryce obaj mogliby wreszcie odpocząć, gdyby oczywiście Laurence nie posiadał szczególnego talentu do pojawiania się w miejscach, w których ktoś właśnie umiera. Helston znajduje się w środku kampanii wyborczej. Sam system wyborczy jest groteskowy, bo o wyniku decyduje właściwie garstka ludzi, a w tym przypadku głosować mogą jedynie dwaj mężczyźni. Jeden ginie w podejrzanych okolicznościach, później drugi zostaje otruty, a podejrzenia padają na miejscowego lekarza, który jest kuzynem Laurence’a.
I nagle sprawa staje się osobista. To bardzo dobry pomysł na finał. W pierwszym tomie Jago próbował oczyścić zmarłego przyjaciela. W drugim ratował dokument mający znaczenie międzynarodowe. W trzecim musi bronić własnej rodziny i mierzyć się z miejscem, które zna od dzieciństwa. Historia wraca więc do jego korzeni, a jednocześnie pokazuje, jak bardzo zmienił się bohater od czasu pierwszego śledztwa. Helston okazuje się znakomitym tłem. Małe miasto nie oznacza prostszej zagadki. Wręcz przeciwnie. Ludzie pamiętają urazy sprzed lat, rodziny mają własne konflikty, polityczne sympatie mieszają się z prywatnymi interesami, a pieniądze i władza potrafią zamienić sąsiedzką niechęć w coś znacznie bardziej niebezpiecznego.
W Szkarłatnym mieście polityka przestaje być abstrakcyjną walką gabinetów i pokazuje swoją najbardziej przyziemną twarz. Chodzi o wpływy, ambicję, prestiż i ludzi gotowych zrobić bardzo dużo, żeby ich kandydat wygrał. Trzeci tom jest jednocześnie najbardziej złożony. Nattrass ponownie zwiększa liczbę zależności, nazwisk i pobocznych interesów. Początek wymaga uważnego czytania, bo łatwo stracić orientację w tym, kto z kim jest skonfliktowany i dlaczego wydarzenie sprzed wielu lat nagle ma znaczenie dla obecnego śledztwa. Tym razem jednak konstrukcja wydaje się bardziej świadoma niż w Czarnej kropli. Chaos stopniowo układa się w schemat, a coraz więcej pozornie drobnych szczegółów zaczyna mieć znaczenie.
Pomaga również struktura czasowa. Akcja rozgrywa się w ciągu kilku dni, a podział rozdziałów według kolejnych etapów dnia porządkuje wydarzenia i podtrzymuje presję. Laurence nie ma luksusu spokojnego analizowania dowodów przez kilka tygodni. Musi działać szybko, bo los kuzyna zależy od znalezienia odpowiedzi, zanim lokalna społeczność uzna sprawę za zakończoną. Nattrass pozwala sobie tutaj również na więcej makabry. Pojawiają się szczegółowe sceny związane z badaniem ciał i medycyną, które mocno przypominają, jak inaczej wyglądało podejście do śmierci oraz anatomii pod koniec osiemnastego wieku. Nie są to jednak sceny wstawione wyłącznie po to, żeby zaszokować. Mają znaczenie dla śledztwa i dobrze współgrają z historycznym charakterem powieści.
Wraca także Anne i wraz z nią jeden z bardziej skomplikowanych wątków osobistych Laurence’a. Ich relacja nigdy nie była prostym romansem i dobrze, że w finałowym tomie również nim się nie staje. Jago ma uczucia, ale jednocześnie coraz lepiej rozumie, że bliskość z Anne oznacza również wejście w układ, w którym ona bardzo chętnie podejmuje decyzje za oboje. Ten wątek nie dominuje kryminału, co wychodzi książce na dobre. Jest raczej kolejnym elementem pokazującym zmianę Laurence’a. Bohater, który w pierwszym tomie pozwalał wydarzeniom nieść się właściwie bez oporu, w trzecim coraz częściej próbuje zdecydować, czego sam chce.
William Philpott pozostaje przy tym jednym z najlepszych bohaterów drugoplanowych serii. Jego energia, poczucie humoru i skłonność do wyciągania spektakularnych wniosków stanowią dobre przeciwieństwo dla ostrożnego Jago. Gdy historia zaczyna robić się zbyt gęsta, Philpott potrafi rozładować ją bez wrażenia, że dowcip został doklejony do poważniejszej opowieści. Cała trylogia bardzo mocno korzysta z historycznego przygotowania autorki. Nattrass zna politykę osiemnastego wieku i nie traktuje jej jak dekoracji. Prawdziwe wydarzenia, postacie i mechanizmy polityczne mieszają się z fikcją do tego stopnia, że po pewnym czasie trudno zgadnąć, gdzie kończy się dokument, a zaczyna literacki pomysł. Noty historyczne zamieszczone przy książkach są dzięki temu czymś więcej niż formalnym dodatkiem. Pozwalają zobaczyć, jak wiele z najbardziej absurdalnych elementów wcale nie zostało wymyślonych.
To szczególnie ważne w Szkarłatnym mieście, gdzie sam system wyborczy potrafi brzmieć bardziej groteskowo niż kryminalna intryga. Nattrass pokazuje jednak, że historia polityki nie zawsze była poważnym marszem wielkich idei. Bardzo często była walką lokalnych interesów, wpływowych rodzin i ludzi wykorzystujących system tak długo, jak długo działał na ich korzyść. Największym problemem całej serii pozostaje gęstość. To nie są książki, które dobrze znoszą pobieżne czytanie. Szczególnie pierwszy i trzeci tom potrafią ukarać moment nieuwagi. Nazwiska, funkcje, polityczne sympatie i drobne informacje później wracają, więc warto pamiętać, kto powiedział coś sto stron wcześniej.
Nie zawsze pomaga również styl dialogów. Nattrass bardzo zależy na językowym oddaniu epoki, przez co część rozmów ma celowo staroświecki rytm. Dla jednych będzie to ważna część klimatu, dla innych dodatkowa bariera. Miejscami bohaterowie nadal mówią bardziej jak źródła historyczne niż ludzie prowadzący normalną rozmowę. Nie jest to jednak seria, która przypadkiem stała się trudniejsza. Jej historyczny charakter wymaga pewnego zaangażowania i właśnie czytelnicy zainteresowani epoką dostaną z niej najwięcej. Kto szuka przede wszystkim szybkiego kryminału, może się zmęczyć. Kto lubi widzieć, w jaki sposób zagadka wyrasta z realnych konfliktów politycznych i społecznych, znajdzie tutaj naprawdę dużo dobrego materiału.
Największym sukcesem pozostaje sam Laurence Jago. Nie dlatego, że jest wyjątkowo błyskotliwy, ale dlatego, że przez trzy tomy naprawdę się zmienia. W Czarnej kropli jest człowiekiem zaszczutym, niepewnym i uzależnionym, który próbuje przeżyć w środowisku pełnym ludzi potężniejszych od niego. W Błękitnych wodach zaczyna brać odpowiedzialność za własne decyzje. W Szkarłatnym mieście nadal można nim manipulować, nadal zdarzają mu się momenty naiwności, ale nie jest już tym samym urzędnikiem, który znalazł ciało kolegi i natychmiast zaczął się bać, że następny będzie on. To nie jest historia narodzin genialnego detektywa. To historia człowieka, który po trzech śledztwach wreszcie zaczyna ufać własnemu osądowi. I właśnie dlatego finał działa. Nattrass nie musi kończyć serii ogromnym spiskiem zagrażającym całemu imperium. Wystarczy małe miasto, dwaj wyborcy, rodzinny konflikt i morderstwo. Skala jest mniejsza, ale stawka dla Laurence’a okazuje się znacznie bardziej osobista.
Spośród trzech części Błękitne wody są najbardziej zwarte i najlepiej zbalansowane. Zamknięta przestrzeń statku dyscyplinuje narrację, a mniejsza liczba politycznych dygresji pozwala skupić się na zagadce. Czarna kropla ma najmocniejszy klimat i najciekawsze psychologiczne wykorzystanie niepewnego narratora, ale wymaga największej cierpliwości. Szkarłatne miasto oferuje najbardziej rozbudowaną intrygę i najlepiej wykorzystuje rozwój bohatera, choć początek ponownie może sprawić wrażenie przeciążonego informacjami. Razem tworzą jednak bardzo równą trylogię historyczną, która z tomu na tom nabiera większej swobody. Nattrass łączy prawdziwe wydarzenia, fikcyjne śledztwa i polityczne absurdy bez przekształcania historii w dekorację. Nie zawsze robi to lekko i czasami przydałby się ostrzejszy redakcyjny nóż, ale trudno odmówić jej wiedzy oraz pomysłu na własny rodzaj kryminału.

