Książki

RECENZJA: Taniec ze smokami. Marzenia i pył | Władza, która obraca się w proch

Piąty tom Pieśni Lodu i Ognia otwiera się nie hukiem, lecz ciężarem. Taniec ze smokami. Marzenia i pył nie jest opowieścią o zdobywaniu świata, lecz o tym, co dzieje się chwilę później, kiedy trzeba nim rządzić. To książka o konsekwencjach, o rachunku wystawionym marzeniom, o cenie, której nie da się już odroczyć. Martin przesuwa punkt ciężkości z triumfu na odpowiedzialność i robi to z bezwzględną konsekwencją. 

Nowe wydanie zasługuje na osobną uwagę. To edycja dopracowana, z piękną ilustracją, solidna, a przy tym wygodna w czytaniu. W przypadku tak obszernej i wymagającej powieści ma to znaczenie praktyczne i symboliczne. To książka, którą można czytać długo i bez pośpiechu, bez walki z formatem, w skupieniu, jakiego ta historia wymaga.

Daenerys w tym tomie doświadcza paradoksu, który dla wielu władców okazuje się pierwszą prawdziwą próbą. Podbój bywa prosty, rządzenie niemal nigdy. Jej imperium rośnie, ale razem z nim rośnie liczba wrogów, napięć i sprzecznych interesów. Ogień smoków przestaje być odpowiedzią, a dobre intencje okazują się walutą o niskiej wartości. Wątek Daenerys nie jest spektakularny w klasycznym sensie. Jest raczej powolnym osuwaniem się ideałów w szarą rzeczywistość kompromisów. Marzenia o sprawiedliwym świecie zaczynają osiadać kurzem polityki. I właśnie ta gorycz czyni jej rozdziały tak przejmującymi.

Jon Snow również znajduje się w miejscu, w którym młodzieńcza tożsamość musi ustąpić miejsca odpowiedzialności. Jako Lord Dowódca Nocnej Straży nie może już być tylko synem Eddarda Starka ani chłopcem z ambicją. Musi być przywódcą. A przywództwo u Martina nie jest splendorem, lecz samotnością. Jon podejmuje decyzje chłodne, logiczne, często konieczne, lecz każda z nich oddala go od ludzi, którym przewodzi. Zima wciąż nadchodzi, ale w tej części groźniejsza od Innych bywa ludzka krótkowzroczność. Martin pokazuje z niezwykłą precyzją, że sprawiedliwość i popularność rzadko idą w parze, a lojalność potrafi być bardziej krucha niż lód pod stopami.

Tyrion to z kolei opowieść o upadku, który nie ma w sobie patosu, lecz brud i zmęczenie. Po zabójstwie ojca staje się kimś innym. Zgorzkniałym, rozdrapującym własne rany, uciekającym w ironię, która coraz częściej brzmi jak mechanizm obronny, a nie błyskotliwość. To jeden z najbardziej ludzkich portretów w całej sadze. Tyrion nie jest już graczem przy królewskim stole, lecz pionkiem dryfującym po świecie, zależnym od cudzej łaski. Jego podróż jest powolna, chwilami frustrująca, ale dzięki temu wiarygodna. Martin nie oferuje mu szybkiej rehabilitacji ani efektownego powrotu. Oferuje mu czas na konfrontację z własnym cieniem.

Tempo tej części bywa wyzwaniem. Nie ma tu nieustannej serii bitew ani wstrząsających zwrotów akcji co kilkadziesiąt stron. To tom o ciężarze decyzji, nie o widowiskowości. Bohaterowie grzęzną w polityce, w długich rozmowach, w próbach utrzymania kruchej równowagi. Dla niektórych czytelników może to oznaczać znużenie. Dla innych będzie to świadoma zmiana rytmu, która pozwala zajrzeć głębiej w mechanikę świata i psychikę postaci.

Tytułowe marzenia i pył wybrzmiewają wyjątkowo mocno. Marzenia o sprawiedliwości, o odrodzeniu rodów, o wielkości i odkupieniu. Pył to to, co zostaje, kiedy rzeczywistość przejdzie przez te wizje bez sentymentu. Westeros przestaje być planszą do gry o tron, a staje się przestrzenią przetrwania. Pytanie nie brzmi już kto wygra, lecz kto wytrwa i jak bardzo będzie musiał się przy tym zmienić.

Marzenia i pył nie przynoszą ulgi. Kończą się napięciem i poczuciem, że świat stoi na granicy, której przekroczenie będzie kosztowne. To lektura wymagająca cierpliwości, ale nagradzająca uważność. Martin nie daje tu spektaklu, daje proces. A proces ten prowadzi do wniosku, że władza w jego świecie nie jest nagrodą, lecz próbą charakteru. I że nawet smoki nie potrafią spalić wszystkiego, co w człowieku kruche.

Radek Czech

Film. Komiks. Książka.
Szukam kontekstów.
Dziękuję za przeczytanie powyższego.