Nie każda książka o Śródziemiu opowiada historię. Niektóre pokazują, jak historia w ogóle mogła się wydarzyć. Zdrada Isengardu to drugi tom Historii Władcy Pierścieni i jednocześnie siódma część monumentalnej Historii Śródziemia. Nie jest to powieść, nie jest to alternatywna wersja znanej fabuły, nie jest to nawet zbiór opowiadań. To literacka archeologia, zapis procesu twórczego, w którym J.R.R. Tolkien zmaga się z własnym dziełem, poprawia je, przepisuje, podważa i buduje od nowa. Ta książka nie opowiada mitu. Ona pokazuje jego narodziny.
W niniejszej recenzji przyjrzymy się czterem wymiarom tomu: warsztatowi twórczemu Tolkiena, ewolucji postaci i motywów, rozrastaniu się geografii Śródziemia oraz roli Christophera Tolkiena jako redaktora i kustosza spuścizny ojca. Największą wartością Zdrady Isengardu jest możliwość zajrzenia do pracowni autora. Czytelnik nie otrzymuje gotowego, dopracowanego tekstu, lecz szkice, warianty, porzucone wersje scen, fragmenty alternatywne i komentarze redakcyjne. To zapis procesu, a nie efektu.
Widzimy, jak Tolkien wielokrotnie zmienia koncepcję, jak przepisuje całe partie, jak przesuwa akcenty fabularne. Spotkanie Aragorna z Éowiną miało pierwotnie inny charakter. Historia Gondoru była szkicowana ołówkiem na luźnych kartkach. Granice Śródziemia nie były ustalone raz na zawsze. To wszystko burzy mit o perfekcyjnie zaplanowanym uniwersum powstałym w jednym olśnieniu.
Śródziemie było żywym organizmem. Rozrastało się wraz z opowieścią. Nic nie było dane raz na zawsze. Dla czytelnika przyzwyczajonego do kanonicznego kształtu Władcy Pierścieni to doświadczenie niemal wstrząsające. Uświadamia, że wielkie dzieła nie rodzą się w doskonałości. Rodzą się w niepewności. Tytuł tomu nie jest przypadkowy. W centrum uwagi znajduje się Isengard, Orthank i przede wszystkim Saruman. Fascynujące jest obserwowanie, jak zmienia się jego wizerunek. W pierwotnych wersjach nie był jednoznacznie zarysowanym zdrajcą. Jego upadek nie był od początku przesądzony.
Saruman nie urodził się zły. Jego zdrada dojrzewała.
W kolejnych wariantach widać, jak Tolkien stopniowo nadaje mu rysy tragiczne. Z mędrca staje się kimś, kto zaczyna wierzyć, że cel uświęca środki. Z postaci funkcjonalnej przeobraża się w dramatyczną figurę upadku. To czyni jego historię jeszcze bardziej przejmującą niż w wersji kanonicznej. Równie interesująca jest rola Entów. W niektórych wariantach ich znaczenie jest silniej podkreślone, ich relacja z Isengardem bardziej symboliczna. Nie są wyłącznie siłą natury reagującą na zniszczenie. Przypominają mitycznych strażników równowagi, element większego kosmicznego porządku.
Jednym z najbardziej imponujących elementów tomu są opisy map, szkiców kartograficznych i notatek geograficznych. Czytelnik otrzymuje pełny opis oryginalnej mapy, która stała się podstawą rodzącej się geografii Śródziemia. Szczególnie uderzające jest to, jak nowe krainy pojawiają się stopniowo. Wschód i południe nie były od początku szczegółowo zaplanowane. Wyłaniały się wraz z potrzebą narracyjną. Świat powstawał w ruchu. To niezwykle inspirujące. Pokazuje, że nawet tak monumentalne uniwersum nie było efektem jednorazowego aktu kreacji, lecz procesu. Każda nowa scena wymuszała doprecyzowanie mapy. Każda decyzja fabularna zmieniała geograficzne proporcje świata.
Dla fanów to prawdziwa skarbnica wiedzy. Dla badaczy literatury to przykład, jak mitologia literacka może powstawać w sposób organiczny.
Nie sposób mówić o Zdradzie Isengardu bez podkreślenia roli Christophera Tolkiena. To on uporządkował rękopisy, zestawił warianty, opatrzył je komentarzem i nadał im strukturę. Jego praca nie polegała wyłącznie na redakcji. Była to działalność archiwisty, interpretatora i przewodnika. Bez Christophera nie mielibyśmy dostępu do tej warstwy Śródziemia. Tom jest wymagający. Liczne komentarze, porównania wersji, analiza kolejnych etapów powstawania tekstu sprawiają, że to lektura dla wtajemniczonych. Nie ma tu klasycznej narracyjnej dynamiki. Nie ma fabularnego napięcia. Jest coś innego. Intymność procesu twórczego.
To książka, którą czyta się powoli. Do której się wraca. Którą odkłada się, by przemyśleć warianty. To publikacja insiderska, skierowana do tych, którzy chcą zrozumieć, jak powstawało arcydzieło. Nie jest to pozycja dla kogoś, kto zna wyłącznie filmy. Nie jest to nawet książka dla czytelnika, który ma za sobą jednorazową lekturę Władcy Pierścieni. To tom dla głodnych wiedzy miłośników Śródziemia.
Dla tych, którzy chcą wiedzieć, dlaczego scena wygląda tak, a nie inaczej. Dla tych, którzy interesują się procesem twórczym bardziej niż samym efektem. Dla tych, którzy potrafią czerpać satysfakcję z porównywania wersji i analizowania ewolucji pomysłu. Zdrada Isengardu to książka ciężka, wymagająca i momentami przytłaczająca. A jednocześnie fascynująca. To zapis pracy geniusza nad własnym dziełem. To dowód, że perfekcja rodzi się z nieustannego poprawiania. To świadectwo, że Śródziemie nie było od początku gotową konstrukcją, lecz światem, który rósł, zmieniał się i dojrzewał.
Dla fana Tolkiena to pozycja obowiązkowa. Dla badacza literatury to bezcenne źródło. Dla przypadkowego czytelnika może być wyzwaniem. Ale jeśli chcecie zobaczyć, jak rodzi się mit, jak kształtuje się zdrada i jak mapa zaczyna oddychać, ta książka otwiera drzwi, które zwykle pozostają zamknięte.


