Zjednoczone Emiraty Arabskie bardzo łatwo zamknąć w kilku obrazach. Szkło, stal, pustynia, klimatyzacja, luksusowe samochody, najwyższe budynki i centra handlowe, które same mogłyby uchodzić za miasta. Katarzyna Sommerfeld-Pluta wybiera jednak coś znacznie mniej efektownego, a przez to ciekawszego: codzienność. Nie tę, którą fotografuje się podczas tygodniowego urlopu, ale taką, która ujawnia się dopiero po latach życia w jednym miejscu. W jej książce Emiraty pachną kadzidłem, kardamonem, perfumami i nagrzanym powietrzem, ale przede wszystkim są przestrzenią ciągłego uczenia się obcych kodów, gestów i granic.
To właśnie piętnaście lat spędzonych w Dubaju i Abu Zabi daje tej książce podstawową wiarygodność. Autorka nie pisze z pozycji turystki, która wróciła z zachwytem albo rozczarowaniem po kilku dniach. Funkcjonuje wewnątrz tego świata wystarczająco długo, żeby zauważyć rzeczy niewidoczne na pierwszy rzut oka: jak zmienia się znaczenie języka między emiratami, jak wygląda codzienny kontakt z administracją, szkołą, służbą zdrowia czy policją i jak bardzo życie zależy od reguł społecznych, których nikt nie tłumaczy przy wejściu do kraju. Nie jest to jednak klasyczny reportaż. Sommerfeld-Pluta nie buduje narracji wokół jednego problemu ani nie prowadzi śledztwa społecznego. Książka przypomina raczej rozbudowaną gawędę podzieloną na krótkie rozdziały. Pojawiają się historia, religia, klimat, natura, kuchnia, stroje, zapachy, edukacja, praca, zakupy, prawo, wielokulturowość i prywatne wspomnienia. Dzięki temu można ją czytać liniowo, ale równie dobrze otworzyć w połowie i zacząć od tematu, który akurat interesuje najbardziej.
Taki układ ma sporo zalet. Poszczególne rozdziały nie przeciążają informacjami, a autorka często zatrzymuje się przy detalach, które lepiej zapamiętać niż kolejną porcję statystyk. Kawa z kardamonem, daktyle, tradycja palenia kadzideł, różnice w sposobie ubierania się czy znaczenie zapachu w przestrzeni codziennej mówią o kraju więcej niż kolejny opis Burdż Chalifa. Szczególnie dobrze wypadają właśnie te fragmenty, w których z pozornie drobnego zwyczaju wyłania się większa logika kultury. Najciekawszy pozostaje świat zapachów. W kulturze europejskiej zapach bywa dodatkiem, czymś prywatnym albo kosmetycznym. Tutaj ma znaczenie społeczne, religijne i estetyczne. Perfumy, oud, kadzidła i aromaty obecne w domach oraz przestrzeniach publicznych tworzą warstwę doświadczenia, której nie da się uchwycić na zdjęciu. Sommerfeld-Pluta dobrze wykorzystuje ten temat, bo pokazuje, jak bardzo turystyczny obraz kraju jest zubożony, gdy redukuje się go wyłącznie do tego, co można zobaczyć.
Podobnie działa opis religii. Emiraty nie są przedstawione jako jednolity islamski monolit. Owszem, islam wyznacza wiele społecznych i prawnych ram, ale obok meczetów funkcjonują inne wspólnoty religijne, a wielonarodowość mieszkańców sprawia, że codzienność jest znacznie bardziej złożona. Autorka potrafi przejść od głosu imama do katolickich kolęd bez budowania sztucznego poczucia sprzeczności. To po prostu element życia w państwie, w którym ogromna część mieszkańców pochodzi z innych krajów. Właśnie wielokulturowość jest jednym z ważniejszych tematów książki. Emiraty są społeczeństwem, którego nie sposób opisać wyłącznie przez pryzmat obywateli. Ludzie przyjeżdżają tu z Azji, Europy, Afryki i innych części Bliskiego Wschodu. Spotykają się w szkołach, biurach, sklepach i osiedlach. Angielski bardzo często staje się językiem codziennej komunikacji, choć jego znaczenie i oczekiwania wobec znajomości arabskiego zmieniają się zależnie od miejsca i sytuacji.
Autorka dobrze pokazuje też, że Dubaj nie jest całymi Emiratami. To szczególnie ważne, bo zewnętrzny obraz kraju bywa zdominowany właśnie przez jedno miasto. Abu Zabi ma inny rytm, inną atmosferę i inne oczekiwania. Poszczególne emiraty różnią się między sobą bardziej, niż może przypuszczać ktoś znający ZEA tylko z reklam turystycznych. Sama świadomość tych różnic pomaga wyjść poza uproszczony obraz jednego wielkiego, luksusowego projektu. Ciekawie wypadają również rozdziały o klimacie. Czterdzieści stopni przestaje być sensacją, kiedy całe życie zostało do tej temperatury dostosowane. Klimatyzacja, rytm dnia, sposób przemieszczania się i architektura podporządkowują się upałowi. Paradoksalnie większym problemem bywają intensywne deszcze, bo infrastruktura nie zawsze jest na nie gotowa. To drobny, ale wymowny przykład tego, że nawet kraj kojarzony z technologicznym rozmachem nie jest odporny na wszystkie ograniczenia środowiska.
Wątek przyrody również dobrze przełamuje obraz pustyni jako pustej przestrzeni. Skorpiony, węże, wielbłądy i roślinność nie pełnią jedynie funkcji egzotycznej ciekawostki. Są częścią środowiska, do którego człowiek musi się dostosować. Sommerfeld-Pluta pokazuje przy tym, że pustynia nie jest jedną monotonną plamą piasku, ale przestrzenią mającą własny rytm i wymagającą innego sposobu patrzenia. Kuchnia pojawia się oczywiście regularnie, ale nie przejmuje całej książki. Daktyle, kawa, zasady halal, ramadan i gościnność są przedstawiane jako element większego systemu relacji społecznych. Jedzenie służy tu nie tylko przyjemności, ale także budowaniu kontaktu, wyrażaniu szacunku i podtrzymywaniu tradycji. Autorka najlepiej radzi sobie wtedy, gdy nie ogranicza się do nazwy dania, tylko pokazuje, co właściwie dzieje się wokół stołu.
Dużo miejsca zajmuje też bezpieczeństwo. Emiraty rzeczywiście mają opinię kraju uporządkowanego i bezpiecznego, ale książka przypomina, że ten porządek nie bierze się znikąd. Wynika z bardzo wyraźnych norm społecznych, prawa i skutecznej kontroli. Dla przybysza z Europy część zasad może być zaskakująca, zwłaszcza tam, gdzie przyzwyczajenie do swobody zderza się z obyczajowym konserwatyzmem. Sommerfeld-Pluta nie próbuje jednak budować sensacji wokół zakazów. To rozsądne, bo książek o „szokujących prawach Dubaju” powstało już wystarczająco wiele. Znacznie ciekawsze jest pokazanie, jak ludzie uczą się funkcjonować w określonych ramach i które ograniczenia po latach przestają być zauważalne, a które nadal pozostają źródłem dyskomfortu.
To prowadzi do jednego z głównych tematów książki: życia pomiędzy kulturami. Autorka nie ukrywa, że długie mieszkanie za granicą zmienia sposób patrzenia także na własne przyzwyczajenia. Trzeba nauczyć się, kiedy mówić, kiedy słuchać, kiedy nie oceniać natychmiast i kiedy zaakceptować, że obca kultura nie musi zostać przetłumaczona na europejskie kategorie, żeby miała sens. Najciekawsza jest więc nie wiedza o Emiratach sama w sobie, ale proces uczenia się życia w świecie, którego zasad początkowo się nie rozumie. Książka bardzo często wraca do takiej postawy: obserwuj dłużej, zanim wyciągniesz wniosek. To cenna perspektywa, zwłaszcza przy kraju tak łatwo obudowanym skrajnymi opiniami.
Z jednej strony mamy bowiem narrację o luksusie, bezpieczeństwie i nowoczesności. Z drugiej opowieści o konserwatyzmie, nierównościach, migrantach zarobkowych i systemie społecznym, który z europejskiej perspektywy budzi sporo pytań. Sommerfeld-Pluta stara się nie wpadać w żadną z tych skrajności. Nie tworzy ani folderu reklamowego, ani aktu oskarżenia. Ta powściągliwość ma jednak swoją cenę. Momentami autorka tak bardzo chce unikać prostych ocen, że problemy społeczne zostają zarysowane łagodniej, niż można byłoby oczekiwać. Temat nierówności pomiędzy obywatelami a migrantami, różnic ekonomicznych i pracy ludzi, którzy nie uczestniczą w luksusowym obrazie Emiratów, aż prosi się o mocniejsze rozwinięcie. Książka sygnalizuje te pęknięcia, ale nie zawsze wchodzi w nie głęboko.
Podobnie wygląda kwestia kobiet. Codzienność, strój, przestrzeń publiczna i różnice kulturowe są obecne, ale książka nie zamienia się w pogłębioną analizę statusu kobiet w społeczeństwie emirackim. To może być świadomy wybór, bo autorka pisze przede wszystkim osobistą opowieść o codzienności. Czytelnik szukający bardziej systemowego spojrzenia może jednak poczuć niedosyt. W ogóle pobieżność jest jednym z głównych ograniczeń tej publikacji. Zakres tematów jest ogromny, a rozdziały krótkie. Dzięki temu lektura płynie szybko, ale niektóre zagadnienia kończą się właśnie w momencie, gdy zaczynają naprawdę ciekawić. Dotyczy to polityki, ekonomii, struktury społecznej, rynku pracy i relacji pomiędzy poszczególnymi grupami mieszkańców.
Szczególnie widoczne jest to w porównaniu z obszerniejszymi fragmentami dotyczącymi islamu. Same w sobie są potrzebne, bo bez zrozumienia religijnych ram trudno mówić o codzienności w ZEA. Problem pojawia się wtedy, gdy materiał dotyczący ogólnych zasad religii okazuje się bardziej rozbudowany niż niektóre kwestie specyficzne właśnie dla Emiratów. Czytelnik zainteresowany konkretnym krajem może wtedy mieć poczucie, że proporcje nie zawsze są idealne.
Pod koniec pojawia się również powtarzalność. Pewne refleksje o tolerancji, życiu między kulturami, powstrzymywaniu się od szybkich ocen i akceptowaniu odmienności wracają kilka razy w podobnym kształcie. Same w sobie są sensowne, ale gdy kolejne rozdziały zaczynają prowadzić do bardzo podobnych wniosków, siła tych obserwacji maleje. Najmniej przekonująco wypadają fragmenty przesuwające się w stronę ogólnej psychologii i autorefleksji niezwiązanej już tak ściśle z samymi Emiratami. Osobisty charakter książki usprawiedliwia takie odejścia, ale nie wszystkie pozostają równie interesujące. Kiedy autorka opowiada o konkretnym zwyczaju, spotkaniu czy sytuacji, tekst żyje. Kiedy zaczyna formułować bardziej uniwersalne życiowe prawdy, bywa znacznie mniej oryginalny.
Na plus działa natomiast język. Sommerfeld-Pluta pisze lekko i plastycznie, bez naukowego tonu. Potrafi w kilku zdaniach zbudować atmosferę miejsca i często dobrze wykorzystuje zmysłowe szczegóły. Zapach, temperatura, smak czy dźwięk pojawiają się regularnie, dzięki czemu Emiraty nie są wyłącznie zbiorem informacji. Dlatego brak kolorowych fotografii może rzeczywiście dziwić. Przy książce tak mocno opartej na barwie, zapachu, przestrzeni i kontraście czarno-białe zdjęcia wydają się rozwiązaniem mało intuicyjnym. Nie psuje to lektury, bo tekst broni się sam, ale kolorowe fotografie mogłyby lepiej współpracować z charakterem opowieści. Dobrze natomiast sprawdza się mapa, bo pomaga uporządkować przestrzeń kraju często redukowanego w powszechnej świadomości do Dubaju i Abu Zabi.
Zjednoczone Emiraty Arabskie są więc najbardziej udane jako osobisty przewodnik po codziennym funkcjonowaniu, nie jako pełne opracowanie kraju. Jeśli ktoś chce analiz geopolitycznych, gospodarczych czy szczegółowego omówienia problemów rynku pracy, będzie musiał szukać dalej. Jeśli natomiast interesuje go pytanie, jak wygląda życie po latach spędzonych pomiędzy meczetem, szkołą międzynarodową, urzędem, centrum handlowym, pustynią i wielonarodowym sąsiedztwem, Sommerfeld-Pluta ma sporo do powiedzenia.
Nie bez znaczenia jest również to, że książka próbuje odebrać Emiratom wygodną jednoznaczność. To ani raj, ani dystopia. Ani wyłącznie luksus, ani wyłącznie system ograniczeń. Można jednocześnie podziwiać bezpieczeństwo i organizację, a krytycznie patrzeć na nierówności. Można doceniać wielokulturowość i dostrzegać, że poszczególne grupy nie funkcjonują na równych zasadach. Można czuć się tam dobrze i nadal widzieć rzeczy wymagające dyskusji.
To właśnie takie napięcia zostają po lekturze najdłużej. Emiraty są krajem, który bardzo świadomie buduje swój wizerunek, ale codzienność nigdy nie daje się w całości podporządkować marketingowi. Za rekordami, wieżowcami i luksusem zawsze stoją ludzie wykonujący zwyczajne prace, wychowujący dzieci, martwiący się o zdrowie, rachunki i przyszłość.
Książka Sommerfeld-Pluty nie zawsze dociera do najgłębszych warstw tego świata, ale skutecznie przesuwa wzrok z fasady na to, co dzieje się kilka kroków dalej. Najlepiej wypada wtedy, gdy zamiast tłumaczyć, czym są Emiraty, pokazuje po prostu, jak się w nich żyje. I właśnie dzięki temu Dubaj oraz Abu Zabi przestają być abstrakcyjnymi symbolami luksusu. Stają się miejscami, w których ktoś codziennie robi zakupy, odwozi dziecko do szkoły, próbuje zrozumieć sąsiada z innego kraju i uczy się, że życie pomiędzy kulturami wymaga znacznie więcej niż znajomości lokalnych przepisów.

