Harlan Ellison nigdy nie był pisarzem wygodnym. Nie pisał po to, by ukoić, nie konstruował światów, w których czytelnik może się bezpiecznie rozgościć. Opowiadania najlepsze to zbiór, który przypomina o tym z całą mocą. Dziewiętnaście tekstów z różnych etapów twórczości autora, w tym wiele nagradzanych Hugo, Nebulą i Locusami, układa się w portret pisarza bezkompromisowego, gniewnego, ironicznego, a przy tym zaskakująco czułego wobec ludzkiej kruchości. To nie jest antologia, którą się pochłania. To książka, która pochłania czytelnika.
Już sam układ tomu pokazuje, jak szerokie było spektrum wyobraźni Ellisona. Od dystopijnego buntu w Kajaj się, Arlekinie – rzekł Tiktaktor, przez egzystencjalny koszmar Nie mam ust, a muszę krzyczeć, po przejmującą melancholię Jeffty ma pięć lat. Obok nich teksty mniej znane, czasem eksperymentalne, czasem zaskakująco intymne. Osiem z nich ukazuje się po raz pierwszy po polsku, co czyni ten zbiór czymś więcej niż tylko wznowieniem klasyki. To realne poszerzenie dostępu do jednego z najważniejszych głosów w historii fantastyki.
Ellison nie oferuje łatwej rozrywki. Jego proza jest gęsta od emocji, często mroczna, nierzadko brutalna. W wielu tekstach nie ma miejsca na pocieszenie. Maszyna torturująca ostatnich ludzi w Nie mam ust, a muszę krzyczeć nie jest wyłącznie futurystycznym rekwizytem. Jest metaforą ludzkiej pychy, technologii wymykającej się spod kontroli i gniewu, który nie zna granic. W Jeffty ma pięć lat czas przestaje być linią, a staje się raną, która nie chce się zabliźnić. Nawet tam, gdzie pojawia się humor czy groteska, zawsze podszyte są one niepokojem.
Czyta się te opowiadania inaczej niż współczesną fantastykę. Nie są pośpieszne. Nie próbują natychmiast zaspokoić ciekawości czytelnika. Budują napięcie powoli, pozwalają emocjom narastać, czasem wręcz duszą atmosferą. Ellison nie upraszcza swoich tematów. Porusza kwestie przemocy, uprzedzeń, religii, władzy, seksualności. Robi to językiem, który bywa ostry i bezpośredni, a dziś dla niektórych może okazać się kontrowersyjny. Nie bez powodu we wstępie pojawiają się ostrzeżenia dotyczące treści. To literatura dla dorosłego odbiorcy, gotowego na dyskomfort.
Zbiór został opatrzony przedmowami J. Michaela Straczynskiego, Neila Gaimana i Cassandry Khaw, które pomagają osadzić twórczość Ellisona w kontekście historycznym i kulturowym. Widać wyraźnie, jak silny był jego wpływ na rozwój fantastyki, od antologii Niebezpieczne wizje po inspiracje dla kina i telewizji. Ellison nie tylko pisał opowiadania. On przesuwał granice gatunku.
Nie wszystkie teksty działają z równą siłą. Niektóre pozostawiają czytelnika w konsternacji, inne wymagają dodatkowego namysłu, jeszcze inne mogą po prostu nie trafić w osobistą wrażliwość. Ale nawet te mniej przekonujące pokazują odwagę formalną i intelektualną autora. Ellison eksperymentuje z narracją, łamie strukturę, bawi się konwencją testu, raportu, groteskowej przypowieści. To pisarstwo, które zmusza do myślenia i nie pozwala pozostać biernym obserwatorem.
Opowiadania najlepsze nie są książką na jeden wieczór. To zbiór, do którego się wraca, który czyta się fragmentami, pozwalając każdemu tekstowi wybrzmieć osobno. Dla jednych będzie to doświadczenie wyczerpujące, dla innych intelektualna uczta. Jedno wydaje się pewne. Krzyk, który Ellison wpisał w swoje historie, nie milknie z upływem lat. On wciąż brzmi, czasem cicho, czasem przeraźliwie głośno, przypominając, że fantastyka może być nie tylko ucieczką, lecz także bezlitosnym lustrem.


