Gry Przypisy marginalne

OMÓWIENIE: State of Play 2026 | Sony przestało grać zachowawczo

Przez ostatnie dwa lata można było odnieść wrażenie, że PlayStation weszło w dziwny okres zawieszenia. Nie brakowało świetnych gier, ale brakowało poczucia kierunku. Kolejne pokazy Sony często przypominały prezentacje, podczas których oglądaliśmy zwiastuny projektów istniejących gdzieś daleko za horyzontem albo produkcji, które równie dobrze mogłyby pojawić się na dowolnej platformie. Tym razem było inaczej.

Czerwcowe State of Play nie było może wydarzeniem, które zapisze się w historii obok legendarnych konferencji E3, ale po raz pierwszy od dawna Sony sprawiało wrażenie firmy, która wie, czym chce przyciągnąć graczy w najbliższych latach. Zamiast skupiać się na jednej wielkiej premierze, dostaliśmy pokaz niezwykle różnorodny. Były horrory, slashery, gry akcji, platformówki, RPG, lotnicze strzelanki i kilka niespodzianek, których trudno było się spodziewać jeszcze kilka tygodni temu.

Największym zwycięzcą wieczoru wydaje się jednak Marvel’s Wolverine.

Insomniac Games wreszcie przestało bawić się w półśrodki i pokazało grę taką, jaką wielu fanów chciało zobaczyć od samego początku. Brutalną, szybką i momentami wręcz bezwstydnie krwawą. Logan rozrywa przeciwników pazurami, wykorzystuje otoczenie, porusza się motocyklem, a całość sprawia wrażenie produkcji znacznie bardziej agresywnej niż seria Spider Man. Po latach oczekiwania można wreszcie powiedzieć jedno: Wolverine przestał być obietnicą i zaczął wyglądać jak realny kandydat do jednej z najważniejszych premier roku.

Nie mniejsze emocje wywołał jednak zupełnie inny bohater. A właściwie bohaterka.

Plotki o grze osadzonej w świecie God of War z Faye w roli głównej krążyły po internecie od miesięcy. Problem polegał na tym, że brzmiały tak dziwnie, iż wielu graczy zwyczajnie nie chciało w nie uwierzyć. Przez dwie ostatnie odsłony nordyckiej sagi Faye funkcjonowała bardziej jako legenda niż pełnoprawna postać. To wokół jej śmierci zbudowano całą podróż Kratosa i Atreusa. Teraz okazuje się, że Sony postanowiło zrobić coś znacznie odważniejszego niż kolejny rozdział historii Boga Wojny.

Pierwszy pokaz God of War: Laufey sugeruje produkcję wyraźnie szybszą, bardziej agresywną i znacznie mocniej nastawioną na widowiskową akcję. Jeśli wcześniejsze przecieki mówiące o inspiracjach Devil May Cry okażą się prawdziwe, może to być największa zmiana formuły serii od premiery God of War z 2018 roku. To również jeden z tych projektów, które mogą pokazać, czy uniwersum stworzone przez Santa Monica Studio jest w stanie funkcjonować bez Kratosa w centrum wydarzeń.

State of Play przyniosło też kilka powrotów, których wielu graczy mogło już nie oczekiwać.

Najbardziej zaskakujący wydaje się Until Dawn 2. Minęło ponad dziesięć lat od premiery pierwszej części i chyba niewielu zakładało, że Sony jeszcze kiedyś wróci do tej marki. Tymczasem Firesprite najwyraźniej zamierza kontynuować formułę interaktywnego horroru, która swego czasu pomogła Supermassive Games zbudować własną pozycję na rynku. Sam zwiastun nie zdradza jeszcze zbyt wiele, ale sam fakt istnienia projektu jest jedną z większych niespodzianek całego wydarzenia.

Podobnie można mówić o Silent Hill: Townfall.

Konami od kilku lat próbuje odbudować swoją legendarną serię i trzeba przyznać, że robi to w sposób zaskakująco konsekwentny. Townfall nie wygląda jak klasyczny Silent Hill, ale właśnie dlatego może okazać się interesujący. Szkocka sceneria, pierwszoosobowa perspektywa i wyraźny nacisk na psychologiczny horror sprawiają, że projekt zaczyna wyróżniać się na tle coraz bardziej zatłoczonego rynku horrorów.

Nie zabrakło również miejsca dla nostalgii.

Rayman Legends Retold jest dokładnie tym, czym wydawał się od pierwszych przecieków. Odświeżoną wersją jednej z najlepszych platformówek ostatnich dwóch dekad. Problem polega na tym, że trudno oprzeć się pytaniu, czy właśnie tego potrzebowali fani Raymana. Oglądając zwiastun, momentami bardziej chciało się zobaczyć zupełnie nową odsłonę serii niż kolejne odświeżenie gry, która nawet dziś wygląda i działa znakomicie.

Znacznie ciekawiej prezentuje się natomiast Tomb Raider: Legacy of Atlantis.

Jeżeli rzeczywiście mamy do czynienia z pełnoprawnym remakiem pierwszej przygody Lary Croft, a nie tylko liftingiem graficznym, może to być jedna z najważniejszych prób odświeżenia klasycznej marki w ostatnich latach. Zwłaszcza że technologia Unreal Engine 5 pozwala dziś osiągnąć poziom oprawy wizualnej, o którym twórcy oryginału mogli jedynie marzyć.

Ciekawie wygląda także sytuacja wokół Control Resonant. Remedy od lat udowadnia, że potrafi tworzyć jedne z najbardziej intrygujących światów we współczesnych grach, dlatego nawet krótki, pełen niedopowiedzeń zwiastun wystarczył, by ponownie rozpalić wyobraźnię graczy. Problem w tym, że Finowie najwyraźniej doskonale wiedzą, jak skutecznie podsycać ciekawość i jednocześnie nie odpowiadać praktycznie na żadne pytania.

Patrząc na całe State of Play trudno oprzeć się wrażeniu, że najważniejsza nie była żadna pojedyncza zapowiedź. Najważniejsze było coś innego.

Sony przypomniało, że nadal potrafi budować wydarzenia, po których gracze wychodzą z poczuciem, że zobaczyli przyszłość swojej platformy. Nie wszystkie pokazane gry okażą się sukcesami. Niektóre zapewne zaliczą opóźnienia, inne mogą rozczarować po premierze. Ale po raz pierwszy od dawna PlayStation wyglądało jak marka mająca konkretny plan na najbliższe lata.

A jeśli Summer Game Fest dopiero się rozpoczyna, to bardzo możliwe, że największe niespodzianki wciąż są jeszcze przed nami.

Nataniel Ferenc

Mogę powiedzieć, że gram, czytam, oglądam - jeszcze nie śpiewam. Ale pracuję nad tym.