Mitologia bardzo długo funkcjonowała w kulturze jako przestrzeń wielkich symboli, boskich konfliktów i opowieści o narodzinach świata, wojnach, zemście, klątwach oraz przeznaczeniu. A przecież równie często była też opowieścią o pożądaniu. O ciele jako narzędziu wpływu, o rozkoszy splątanej z przemocą, o namiętności, która nie oczyszcza, lecz wikła. Pogańskie żądze przypominają właśnie o tej stronie dawnych podań. Nie o mitologii wygładzonej przez szkolne streszczenia, ale o tej bardziej pierwotnej, cielesnej i niewygodnej. To antologia, która nie próbuje oswoić mitu ani uczynić go bardziej eleganckim. Przeciwnie, wydobywa z niego to, co lepki, niejednoznaczny i niepokojący charakter dawnych opowieści stanowiło od zawsze.
Już sam punkt wyjścia jest interesujący. Oto pięć krótkich komiksowych historii opartych na motywach z mitologii celtyckiej, słowiańskiej i germańskiej, spiętych wspólnym tematem cielesności. Taki pomysł mógł łatwo zamienić się w zbiór efektownych, ale płaskich erotycznych etiud, które żerują wyłącznie na skandalu lub zmysłowości. Na szczęście Pogańskie żądze idą nieco dalej. To nadal antologia zbudowana wokół erotyki i nie ma sensu udawać, że jest inaczej, ale zarazem jest to erotyka bardzo wyraźnie osadzona w strukturze mitu, w relacjach dominacji, poświęcenia, uwiedzenia i symbolicznej wymiany.
Najciekawsze w tym albumie okazuje się właśnie to, że pożądanie nie zostało tu potraktowane jako ozdoba opowieści, lecz jako jej mechanizm napędowy. Nie ma tu scen cielesnych dopisanych dla samego efektu. Każdy kontakt, każde zbliżenie, każde erotyczne napięcie coś uruchamia. Czasem staje się ceną za zdobycie mocy, czasem narzędziem manipulacji, czasem formą zemsty, a czasem znakiem podporządkowania. W tym sensie antologia bardzo trafnie rozumie ducha dawnych podań. W mitach ciało rzadko było niewinne. Bywało polem bitwy, walutą, ofiarą albo obietnicą.
Pierwsza rzecz, która rzuca się w oczy po otwarciu albumu, to jego artystyczna pewność siebie. To komiks od początku świadomy własnego charakteru. Nie przeprasza za temat, nie chowa się za alibi intelektualnym, nie mruga nerwowo do czytelnika. Wie, że operuje w obszarze, który na polskim rynku nadal bywa traktowany z pobłażaniem. Tym bardziej warto docenić, że zamiast pójść w stronę taniej prowokacji, twórcy próbują zbudować z erotyki coś bardziej wielowarstwowego. Nie zawsze się to udaje w równym stopniu, ale sam kierunek jest ciekawy i potrzebny.
Scenariuszowo album jest nierówny, choć nierówność nie oznacza tu słabości całego projektu. Wynika raczej z samej formy. Krótkie opowieści mają swoje ograniczenia. Nie dają zbyt wiele miejsca na rozwój psychologii, na powolne budowanie napięcia czy wielowarstwową dramaturgię. W efekcie część historii działa bardziej jako sugestywna impresja niż pełnokrwista narracja. To raczej opowieści z mocnym punktem ciężkości niż rozbudowane fabuły. Niektóre kończą się w momencie, kiedy czytelnik zaczyna naprawdę wchodzić w ich świat, i to chyba najczęściej powracające wrażenie po lekturze, poczucie, że można było z tych mitów wydobyć jeszcze więcej.
A jednak ta skrótowość ma także pewną zaletę. Nadaje albumowi puls antologii, w której każdy epizod jest wejściem w inny rejestr emocji i inny typ wyobraźni. Jedna historia działa bardziej przez atmosferę, inna przez gwałtowność, jeszcze inna przez formalną elegancję albo okrucieństwo puenty. Dzięki temu Pogańskie żądze nie nużą, bo każda kolejna część przesuwa akcenty i proponuje nowy sposób patrzenia na związek erotyki z mitem.
Najmocniejszym elementem tomu pozostaje jednak warstwa wizualna. To właśnie ona sprawia, że album naprawdę zapada w pamięć. Różnorodność stylów nie jest tu problemem, lecz największym atutem całego przedsięwzięcia. Każdy z rysowników i każda z rysowniczek wnoszą własny język plastyczny, własne rozumienie cielesności, własny sposób budowania napięcia. Jedni idą w detal i niemal rzeźbiarską precyzję, inni w ekspresję, niepokój, brud, gęstość tuszu albo bardziej zmysłową miękkość linii. Ta zmienność działa bardzo dobrze, bo odpowiada samej naturze antologii. Każdy mit zyskuje własny rytm i własną temperaturę.
Czerń i biel okazują się wyborem wyjątkowo trafnym. Dzięki nim album nie wpada w estetykę ozdobnej erotyki. Nie staje się zbyt gładki ani ilustracyjnie przesłodzony. Przeciwnie, czarno biała forma podkreśla cielesność, ale też wydobywa mrok i ciężar tych historii. Światło nie służy tu upiększaniu, tylko odsłanianiu. Cień nie ukrywa, lecz wzmacnia napięcie. To bardzo dobrze współgra z samym pomysłem na antologię, bo przecież są to opowieści o pożądaniu nie jako przyjemnym dodatku do życia, lecz jako sile, która bywa destrukcyjna, upokarzająca, gwałtowna i obosieczna.

Podoba się również to, że album nie wpada w pułapkę romantyzowania dawności. Współczesna popkultura często lubi przebierać mitologię w dekoracyjne kostiumy i robić z niej baśniową estetykę. Pogańskie żądze idą w przeciwnym kierunku. Ich świat jest zmysłowy, ale nie bezpieczny. Piękny, ale pozbawiony niewinności. Bogowie nie są tu uszlachetnionymi figurami z akademickiego obrazu. Ludzie nie są biernymi uczestnikami wielkich opowieści. Wszyscy działają w logice siły, pragnienia, lęku i konsekwencji. Dzięki temu mit odzyskuje coś ze swojej pierwotnej brutalności.
Warto też zauważyć, że choć album skupia się na cielesności, wcale nie sprowadza się wyłącznie do niej. Pod powierzchnią erotycznych scen pulsują pytania o władzę, zgodę, manipulację, poświęcenie i relacje między przemocą a rozkoszą. To nie są historie o harmonijnej zmysłowości. To raczej opowieści o tym, jak bardzo pragnienie potrafi być uwikłane w hierarchie i zależności. Kobiece bohaterki raz wydają się uprzedmiotowione, innym razem przejmują kontrolę, jeszcze innym stają się figurami zemsty albo katalizatorkami katastrofy. Nie ma tu jednego prostego klucza interpretacyjnego, i bardzo dobrze, bo właśnie taka niejednoznaczność najlepiej pasuje do materiału mitologicznego.
Nie znaczy to jednak, że album jest wolny od wad. Poza wspomnianą skrótowością, problemem bywa też nierówny ciężar poszczególnych historii. Nie wszystkie zostają w pamięci równie mocno. Nie wszystkie mają ten sam poziom emocjonalnego i narracyjnego dopracowania. Zdarza się, że jedna część kończy się zbyt szybko, inna wydaje się oparta bardziej na samym nastroju niż na rzeczywistym konflikcie. Ale nawet wtedy trudno mówić o rozczarowaniu, bo warstwa wizualna niemal zawsze wynagradza ewentualne fabularne uproszczenia.
Dodatkowym atutem pozostaje sama oprawa całości. To album wyraźnie pomyślany jako estetyczny obiekt, nie tylko nośnik treści. Galeria ilustracji na końcu dobrze dopełnia projekt, pokazując, że antologia chce działać również jako przegląd współczesnej polskiej wyobraźni erotyczno fantastycznej. Nie jest to dodatek przypadkowy, tylko sensowne poszerzenie formuły.
Ostatecznie Pogańskie żądze okazują się projektem ciekawszym, niż można by sądzić po samym tytule. To nie tylko erotyczna ciekawostka ani zestaw mitologicznych obrazków z odważniejszym sznytem. To album, który próbuje przypomnieć, że w dawnych opowieściach cielesność była jednym z podstawowych języków mówienia o świecie. O władzy, o stracie, o karze, o pożądaniu, o przemianie. Nie wszystkie historie wybrzmiewają równie mocno, ale jako całość antologia broni się odwagą, spójnością tematyczną i naprawdę imponującą warstwą graficzną.
To rzecz niszowa, ale świadomie niszowa. Nie dla każdego, nie do każdego tonu czytania, nie do każdej wrażliwości. Jednak dla odbiorcy, który szuka komiksu zmysłowego, mrocznego, artystycznie różnorodnego i nieco bardziej drapieżnego niż standardowa fantastyczna erotyka, Pogańskie żądze będą propozycją zdecydowanie wartą uwagi.


