Komiksy

RECENZJA: Frau Faust 3-5 | Sto lat pogoni za demonem

W tomach 3 do 5 Frau Faust Kore Yamazaki przestaje być już tylko pomysłową wariacją na temat legendy o Fauście, a zaczyna działać przede wszystkim jako opowieść o konsekwencjach, pamięci i relacji, której nie da się zamknąć w prostych kategoriach paktu, winy czy przeznaczenia. To właśnie tutaj seria najmocniej odsłania swoje prawdziwe oblicze. Z historii drogi, w której Johanna zbiera kolejne części Mefistofelesa i wymyka się kościelnym pościgom, przeobraża się w mroczne fantasy o tym, jak bardzo człowieka może określać jedna decyzja podjęta sto lat wcześniej i jak długo potrafi trwać jej cień.

Tom trzeci bardzo wyraźnie podnosi emocjonalną stawkę. Już sam pomysł, by jedna z części Mefistofelesa służyła do sztucznego podtrzymywania życia dziecka, które dawno powinno umrzeć, ustawia ten fragment historii w rejestrze grozy podszytej współczuciem. Yamazaki od początku lubiła zestawiać makabrę z czułością, ale tutaj robi to szczególnie skutecznie. Demoniczność nie jest w tej mandze wyłącznie źródłem zagrożenia. Bardzo często okazuje się zwierciadłem ludzkiej desperacji, lęku i egoizmu. To właśnie dlatego kolejne spotkania z demonami nie działają jak klasyczne starcia dobra ze złem, tylko raczej jak bolesne odsłanianie kolejnych warstw hipokryzji świata ludzi.

W trzecim tomie szczególnie dobrze wypada też to, jak autorka rozbudowuje przeszłość Johanny. Zamiast wrzucać czytelnikowi wielkie, efektowne objawienia, Yamazaki podrzuca małe fragmenty wspomnień, kolejne puzzle, z których stopniowo zaczyna układać się portret bohaterki dużo bardziej złożonej, niż sugerowały pierwsze tomy. Johanna nadal pozostaje błyskotliwa, bezczelna i chłodno opanowana, ale coraz wyraźniej widać, ile kosztowała ją droga, którą przeszła. Jej relacja z Nico oraz powracające ślady dawnych znajomości sprawiają, że seria nabiera bardziej intymnego tonu.

Czwarty tom to z kolei moment, w którym wszystkie wcześniej rozsiane napięcia zaczynają się zacieśniać. Atak demonicy Ino i schwytanie Johanny nie są tu wyłącznie pretekstem do akcji. To raczej sposób, by wrzucić bohaterkę w sam środek mechanizmu, który od dawna działał w tle. Kościół, dotąd pokazywany jako siła ścigająca, kontrolująca i pieczętująca demony, w tej części ujawnia się w pełnej skali swojej moralnej dwuznaczności. Yamazaki bardzo celnie pokazuje, że instytucja, która oficjalnie walczy z demonami, sama traktuje je jak narzędzia, o ile tylko służą „właściwej” stronie. I właśnie w tym pęknięciu seria robi się najciekawsza.

Hipokryzja Kościoła nie jest tu zagrana grubą kreską. To nie jest prosta opowieść o złej instytucji i dobrej outsiderce. Autorka pokazuje raczej, jak władza bardzo łatwo usprawiedliwia własną przemoc, jeśli tylko nada jej odpowiednio wzniosły język. Dzięki temu postacie drugoplanowe, zwłaszcza te związane z Kościołem, nie są jednowymiarowe. Lorenzo, Anastasia i inni bohaterowie uwikłani w ten system dostają swoje własne pęknięcia, własne traumy i powody, dla których znaleźli się właśnie tutaj. To sprawia, że konflikt nie jest tylko zewnętrzny, ale również psychologiczny.

Czwarty tom działa też dobrze dlatego, że Yamazaki umie prowadzić retrospekcje bez rozbijania narracji. W innych mangach podobne cofnięcia mogłyby sprawiać wrażenie doraźnego dopowiadania, tutaj jednak naprawdę budują sens. Z każdą kolejną sceną z przeszłości lepiej rozumiemy nie tylko Johannę, ale i samą naturę jej relacji z Mefistofelesem. A to przecież relacja, która od początku była sercem tej historii. Nie chodzi tu o prosty układ człowieka z demonem, ale o więź znacznie dziwniejszą, bardziej niepokojącą, a momentami wręcz czułą w sposób, którego ta manga długo nie chce nazwać wprost.

Piąty tom zamyka całość w sposób, który bardzo pasuje do charakteru tej serii. To finał bardziej melancholijny niż widowiskowy. Owszem, jest tu pośpiech, starcie z Kościołem, ostatnia próba dotarcia do głowy Mefistofelesa i napięcie wynikające z tego, że ciało Johanny dosłownie się kurczy, rozpada i zbliża do granicy, zza której nie będzie już powrotu. Ale najważniejsze nie dzieje się tutaj na poziomie samej akcji. Najważniejsze jest to, co ten finał mówi o życiu Johanny, o jej stuletniej wędrówce i o sensie całego tego szaleńczego dążenia.

Yamazaki bardzo mądrze unika odpowiedzi na wszystkie pytania. Nie wykłada całej metafizyki tego świata na stół, nie tłumaczy w detalach każdej zasady działania demonów ani każdego aspektu dawnej gry między Johanną a Mefistofelesem. Dla części czytelników to może być źródłem lekkiego niedosytu, bo ten świat aż prosi się momentami o jeszcze głębsze wejście w lore. Ale paradoksalnie właśnie ta powściągliwość działa na korzyść serii. Bo w gruncie rzeczy Frau Faust nigdy nie była opowieścią o mechanice demonów, lecz o tym, co człowiek robi z czasem, który dostał i z miłością, której nie umie porzucić.

Największą siłą tomów 3 do 5 pozostaje sama Johanna. To jedna z tych bohaterek, które nie potrzebują efektownych deklaracji, żeby całkowicie przejąć opowieść. Jest ostra, ironiczna, uparta i często bezlitosna, ale pod tą warstwą kryje się ktoś, kto od stu lat żyje z konsekwencją własnej decyzji i nie przestaje dążyć do jej domknięcia. Nie ma w niej świętości, nie ma też taniej romantyzacji cierpienia. Jest za to niezwykle wyraźna osobowość i poczucie, że każdy dialog z jej udziałem coś waży.

Wizualnie manga pozostaje wierna sobie. Kreska Kore Yamazaki nie próbuje olśniewać monumentalnością ani mrocznym przepychem w stylu bardziej ciężkich serii fantasy. Jest raczej klarowna, lekka, czasem wręcz oszczędna, ale bardzo skuteczna w budowaniu nastroju. Najlepiej działa w twarzach, spojrzeniach i w tych momentach, kiedy groza nie płynie z widowiska, tylko z samego zestawienia czegoś ludzkiego z czymś nie do końca już ludzkim. Projekty demonów również mają w sobie przyjemną różnorodność i ten charakterystyczny dla Yamazaki balans między dziwnością a elegancją.

Tomy 3 do 5 pokazują, że Frau Faust była serią krótką, ale nie pustą. Można odczuć, że ten świat miał potencjał na jeszcze większe rozwinięcie, że pewne wątki aż proszą się o dodatkowy oddech, ale jednocześnie trudno zarzucić tej historii brak kierunku. Od początku do końca czuć, że Yamazaki wiedziała, dokąd zmierza. Finał nie jest może tym typem zakończenia, które wszystko dopowiada i zostawia czytelnika w stuprocentowym komforcie, ale bardzo dobrze pasuje do opowieści, która zawsze bardziej interesowała się niejednoznacznością niż pełnym wyjaśnieniem.

Frau Faust w swoich ostatnich tomach staje się mangą o pamięci, winie i przywiązaniu silniejszym niż śmierć, religijna kontrola czy nawet sam upływ czasu. To mroczne fantasy, które nie potrzebuje wielkiego rozmachu, by zostać w głowie. Wystarcza mu Johanna, jej demon i te wszystkie pytania, które zostają z czytelnikiem jeszcze długo po zamknięciu ostatniego tomu.

Dorota "Dosia" Ciołek

Miłośniczka mangi, komiksów i książek, która z równym zapałem analizuje fabularne zawiłości, co spontanicznie angażuje się w cosplayowe przygody. Zawsze gotowa na literacką podróż, niezależnie od tego, czy prowadzi przez strony powieści, kadry komiksu czy mangi.