Książki

RECENZJA: Niebo ze stali | Wojna pod ciężarem legend

Robert M. Wegner już wcześniej udowodnił, że potrafi pisać fantasy na poziomie, którego polskiej literaturze gatunkowej zwyczajnie brakowało przez długie lata. Niebo ze stali jest jednak momentem szczególnym dla całego meekhańskiego cyklu. To nie zbiór opowiadań, lecz pełnoprawna, monumentalna powieść, w której wcześniejsze wątki zaczynają splatać się w coś znacznie większego. I choć nie wszystko działa tu idealnie, trudno nie podziwiać rozmachu tej historii.

Największą siłą Wegnera pozostają ludzie. Nie magia, nie bogowie, nie egzotyczne krainy, lecz zwykli bohaterowie wrzuceni w sytuacje przekraczające ich możliwości. W Niebie ze stali szczególnie mocno widać to podczas exodusu Wozaków Verdanno. Ta ogromna karawana staje się sercem powieści. Tysiące ludzi, wozy ciągnące przez góry, zmęczenie, głód, wojna i desperacka wiara, że gdzieś na końcu drogi istnieje jeszcze miejsce, które można nazwać domem. Wegner kapitalnie pokazuje ciężar takiej wędrówki. Czuć błoto pod kołami, chłód górskiego wiatru i napięcie wiszące nad każdym kolejnym etapem marszu.

Autor świetnie radzi sobie również z militarną stroną opowieści. Bitwy w jego wykonaniu są brutalne, chaotyczne i niezwykle plastyczne. Nie przypominają suchego raportu strategicznego. To starcia ludzi zmęczonych, przerażonych i zdeterminowanych. Wegner potrafi opisać wielką wojnę w sposób widowiskowy, ale jednocześnie nie odbiera jej ciężaru. Każda decyzja ma konsekwencje, każdy błąd kosztuje życie, a zwycięstwa bardzo często smakują bardziej goryczą niż triumfem.

Ważnym elementem pozostają też relacje między bohaterami. Kenneth wreszcie dostaje przestrzeń, by stać się kimś więcej niż tylko dowódcą z wcześniejszych opowiadań. Jego relacje z żołnierzami, budowanie autorytetu i próby utrzymania kompanii w ryzach należą do najmocniejszych fragmentów książki. Podobnie dobrze wypadają wątki Kailean i Dagheny, choć akurat tutaj można odczuć pewien niedosyt, bo ich historia momentami wydaje się urywać zbyt szybko.

Nie oznacza to jednak, że Niebo ze stali jest książką pozbawioną problemów. Wręcz przeciwnie. To chyba pierwszy tom Meekhanu, w którym naprawdę widać ciężar przejścia z krótszej formy do wielkiej powieści. Tempo bywa nierówne. Pierwsza połowa rozwija się bardzo spokojnie, chwilami wręcz zbyt spokojnie. Wegner długo ustawia pionki, buduje atmosferę i przygotowuje grunt pod późniejsze wydarzenia. Dla części czytelników będzie to atut, dla innych momentami męcząca rozwlekłość.

Da się też zauważyć, że książka pełni funkcję pomostu do czegoś większego. Niektóre wątki bardziej zapowiadają przyszłe wydarzenia, niż faktycznie przynoszą satysfakcjonujące rozwiązania. Po dwóch pierwszych tomach można było oczekiwać mocniejszego pchnięcia głównej fabuły do przodu. Tymczasem Wegner nadal bardziej buduje napięcie, niż daje odpowiedzi.

Mimo tego trudno odmówić tej powieści ogromnej siły oddziaływania. Autor potrafi tworzyć sceny, które zostają w głowie na długo. Jest tu brutalność, cierpienie i poczucie nadciągającej katastrofy, ale jest też coś jeszcze, przekonanie, że nawet w świecie rozrywanym przez wojny i boskie intrygi człowieczeństwo nadal ma znaczenie. To fantasy bardzo emocjonalne, choć nigdy sentymentalne.

Niebo ze stali nie jest może najlepszą częścią meekhańskiego cyklu, ale nadal pozostaje fantasy na poziomie, do którego większość współczesnych serii może jedynie próbować doskoczyć. Wegner pisze z rozmachem, pewnością i wyczuciem świata, który żyje daleko poza kartami książki. A kiedy już historia naprawdę nabiera rozpędu, trudno się od niej oderwać.

To opowieść o wojnie, lojalności, cenie przetrwania i ludziach próbujących zachować godność wtedy, gdy wszystko wokół zaczyna tonąć w chaosie. I właśnie dlatego Meekhan wciąż działa tak dobrze, bo pod całą epicką otoczką nadal chodzi przede wszystkim o ludzi. 

Radek Czech

Film. Komiks. Książka.
Szukam kontekstów.
Dziękuję za przeczytanie powyższego.