Najbardziej niepokojące potwory nie zawsze mają kły, pazury i demoniczne oblicza. Czasem wystarczy szeroki, dziecięcy uśmiech, pastelowe kolory i wygląd pluszowej zabawki, by instynkt podpowiadał, że coś jest bardzo nie w porządku. Dolly Kill Kill wykorzystuje właśnie ten kontrast. Zamienia symbole niewinności w narzędzia eksterminacji i już od pierwszych stron buduje świat, w którym logika przestaje działać, a jedyną pewną rzeczą jest to, że każda kolejna chwila może zakończyć się wyjątkowo brutalną śmiercią. To manga, która nie próbuje powoli oswajać czytelnika z własnym szaleństwem. Od razu rzuca go w sam środek katastrofy i sprawdza, czy będzie miał ochotę zostać na dłużej.
Pierwsze trzy tomy budują historię według dobrze znanego schematu postapokaliptycznego survivalu, jednak robią to z dużą energią. Iruma Ikaruga w jednej chwili traci praktycznie wszystko. Świat, który znał, przestaje istnieć, a zamiast zwykłych szkolnych problemów pozostaje walka o każdy kolejny dzień życia. To punkt wyjścia, który widzieliśmy już wielokrotnie, jednak autorzy umiejętnie wykorzystują go do pokazania psychicznego rozpadu bohatera. Iruma nie staje się od razu herosem. Jest zagubiony, przytłoczony poczuciem winy i własną bezsilnością. Dopiero iskra nadziei związana z możliwością odnalezienia Kumano nadaje jego działaniom nowy sens.
Największą siłą mangi pozostaje jednak świat przedstawiony. Dollies od początku wydają się przeciwnikami zupełnie innymi niż większość potworów obecnych w podobnych seriach. Nie są jedynie bezmyślnymi bestiami. Ich zachowanie, hierarchia, tajemnicze bariery i własne siedliska sugerują istnienie znacznie bardziej złożonego organizmu czy wręcz cywilizacji. Kurando bardzo świadomie dawkuje informacje. Zamiast udzielać odpowiedzi, z każdym rozdziałem stawia kolejne pytania dotyczące pochodzenia lalek, ich motywacji oraz niezwykłych zdolności niektórych ludzi. Dzięki temu nawet gdy fabuła korzysta z dobrze znanych motywów, ciekawość skutecznie pcha czytelnika dalej.
Drugi i trzeci tom wyraźnie rozszerzają skalę wydarzeń. Pojawienie się Namekaty pokazuje, że Iruma nie jest jedynym człowiekiem zdolnym przeciwstawić się Dollies. Jednocześnie autorzy unikają prostego rozwiązania polegającego na stworzeniu grupy superbohaterów. Każde nowe odkrycie okupione jest kolejnymi stratami, a bohaterowie bardzo szybko przekonują się, że ich niezwykłe moce wcale nie gwarantują zwycięstwa. Wręcz przeciwnie. Im więcej dowiadujemy się o naturze konfliktu, tym wyraźniej widać, jak ogromna przepaść dzieli ludzi od przeciwników.
Na uwagę zasługuje również tempo opowieści. Dolly Kill Kill praktycznie nie zwalnia. Niektórzy mogą uznać, że wydarzenia następują po sobie zbyt szybko i nie pozwalają wystarczająco dobrze poznać bohaterów przed kolejnymi tragediami. Jest w tym odrobina prawdy. Początek rzeczywiście uderza z ogromną siłą i nie daje czasu na głębsze przywiązanie się do postaci. Z drugiej strony właśnie taki chaos dobrze oddaje skalę nagłej katastrofy. Bohaterowie sami nie mają czasu na przeżywanie żałoby, ponieważ świat nieustannie zmusza ich do dalszej walki.
Yukiaki Kurando zręcznie łączy horror z klasycznym battle shounenem. Kolejne pojedynki nie sprowadzają się wyłącznie do efektownego okładania przeciwników pięściami. Poszukiwanie słabości Dollies, eksperymentowanie z nowo odkrywanymi zdolnościami oraz stopniowe poznawanie zasad rządzących tym światem sprawiają, że walki mają własną dramaturgię. W trzecim tomie, kiedy Iruma zaczyna przechodzić kolejne przemiany, pojawiają się interesujące pytania o granicę między człowiekiem a potworem. To motyw znany z wielu japońskich serii, jednak tutaj dobrze współgra z atmosferą nieustannego zagrożenia.
Ogromną rolę odgrywają rysunki Yusuke Nomury. Już przed sukcesem Blue Lock potrafił tworzyć niezwykle dynamiczne kadry, co doskonale widać właśnie tutaj. Projekt Dollies to jeden z największych atutów serii. Ich szerokie uśmiechy, pluszowe sylwetki i groteskowe uzbrojenie wywołują większy niepokój niż klasyczne potwory. Kontrast pomiędzy uroczą stylistyką a brutalnością scen przemocy działa wyjątkowo skutecznie. Równie dobrze wypadają sceny akcji. Są czytelne, dynamiczne i pełne energii, a obecne niemal na każdej stronie gore nigdy nie sprawia wrażenia sztuki dla sztuki. Przemoc podkreśla beznadziejność sytuacji bohaterów, zamiast służyć wyłącznie epatowaniu okrucieństwem.
Nie oznacza to jednak, że manga jest pozbawiona wad. W pierwszych trzech tomach łatwo zauważyć silne inspiracje seriami pokroju Attack on Titan. Młody bohater napędzany traumą, tajemniczy przeciwnik, pojawiające się nadludzkie moce oraz stopniowe odkrywanie sekretów świata to elementy bardzo dobrze znane fanom gatunku. Na razie Kurando nie zawsze wychodzi poza te schematy. Pojawia się również ryzyko, że mnożenie kolejnych zagadek okaże się ciekawsze od późniejszych odpowiedzi, choć na obecnym etapie trudno jeszcze jednoznacznie to ocenić.
Po trzech tomach Dolly Kill Kill pozostawia przede wszystkim poczucie dobrze wykorzystanego potencjału. To manga brutalna, dynamiczna i momentami naprawdę pomysłowa, która świadomie wykorzystuje estetykę koszmaru zamiast klasycznego horroru. Nie wszystko jest tu jeszcze dopracowane, a fabuła wyraźnie czerpie z popularnych wzorców współczesnych shounenów, jednak siłą serii pozostaje jej charakterystyczny klimat oraz nieustannie rosnąca skala tajemnicy. Jeśli kolejne tomy zdołają równie umiejętnie rozwijać mitologię Dollies i nie zgubią emocjonalnego ciężaru historii Irumy, może z tego wyrosnąć jedna z ciekawszych postapokaliptycznych mang ostatnich lat.

