Po dwóch znakomitych tomach Makoto Yukimura nie próbuje za wszelką cenę podkręcać skali widowiska. Owszem, trzeci tom nadal jest pełen brutalnych starć, odciętych kończyn i pojedynków przypominających starcia herosów z nordyckich sag, ale coraz wyraźniej widać, że to wszystko jest jedynie narzędziem. Prawdziwym tematem Sagi Winlandzkiej okazuje się człowiek, jego natura, pragnienie zemsty, głód władzy i pytanie, czym właściwie jest prawdziwy wojownik.
Akcja nie zwalnia ani na moment. Askeladd wraz ze swoją drużyną desperacko ucieka przed Thorkellem, jednocześnie próbując utrzymać przy życiu księcia Kanuta. Zima daje się wszystkim we znaki, morale spadają z każdym dniem, a zdrada czai się praktycznie w każdym obozie. W świecie Yukimury lojalność ma bardzo krótką datę ważności.
To jednak nie same bitwy robią największe wrażenie. Największą zmianą w trzecim tomie jest przesunięcie środka ciężkości z Thorfinna na pozostałych bohaterów. Młody wojownik nadal pozostaje ważną postacią, ale coraz częściej schodzi na drugi plan. Dzięki temu znacznie lepiej poznajemy Askeladda, Thorkella oraz przede wszystkim Kanuta, który z niepozornego, przestraszonego chłopca zaczyna przeobrażać się w jedną z najciekawszych postaci całej serii.
Yukimura po raz kolejny pokazuje, że potrafi budować bohaterów bez prostych podziałów na dobro i zło. Askeladd pozostaje bezwzględnym manipulatorem, ale jednocześnie odkrywamy kolejne elementy jego przeszłości i motywacji. Thorkell wydaje się uosobieniem wojennego szaleństwa, lecz nawet on posiada własny kodeks honorowy. Każdy z nich wierzy, że postępuje właściwie.
I właśnie dlatego konflikty w Sadze Winlandzkiej działają tak dobrze. To nie są pojedynki dobrych ze złymi. To zderzenia ludzi, którzy kierują się całkowicie odmiennymi wizjami świata. Pod względem narracyjnym trzeci tom jest spokojniejszy od poprzednich. Paradoksalnie właśnie dzięki temu wypada dojrzalej. Między kolejnymi bitwami pojawiają się rozmowy o śmierci, miłości, wierze, odpowiedzialności i sensie wojny. Autor coraz śmielej zadaje pytania, które będą definiować całą serię.
Czy siła naprawdę czyni człowieka wojownikiem? Czy wojownik to ten, który potrafi zabijać, czy może ten, który potrafi zrezygnować z przemocy? To właśnie te momenty zostają w pamięci znacznie dłużej niż najbardziej efektowne pojedynki. Nie znaczy to jednak, że walk jest mało. Wręcz przeciwnie.
Sceny akcji nadal należą do najlepszych, jakie można znaleźć we współczesnej mandze historycznej. Yukimura świetnie operuje dynamiką ruchu. Każde uderzenie topora ma odpowiedni ciężar, każda szarża sprawia wrażenie chaotycznej i brutalnej. Jednocześnie autor świadomie odchodzi od pełnego realizmu. Najważniejsi bohaterowie wykonują momentami rzeczy wręcz nadludzkie, co może przeszkadzać czytelnikom oczekującym wiernej rekonstrukcji historycznej. Trudno jednak uznać to za wadę, od początku było jasne, że Saga Winlandzka jest bardziej epopeją niż kroniką.
Graficznie Yukimura ponownie zachwyca. Zimowa Anglia wygląda surowo i nieprzyjaźnie. Śnieg, błoto i mgła budują atmosferę niemal równie skutecznie jak dialogi. Kadry pełne wojowników robią ogromne wrażenie rozmachem, a jednocześnie autor nie zapomina o detalach twarzy czy mimice bohaterów. Jeśli można wskazać słabszy element tomu, to miejscami zbyt gwałtowne przemiany niektórych postaci. Pewne decyzje wydają się zapadać szybciej, niż wynikałoby to z wcześniejszego rozwoju bohaterów. Zdarzają się również humorystyczne wstawki, które nie zawsze pasują do ciężkiego, dramatycznego tonu opowieści.
Nie zmienia to jednak ogólnego obrazu. Saga Winlandzka po raz kolejny udowadnia, że jest czymś znacznie więcej niż historią o wikingach. To opowieść o przemocy, która stopniowo zmienia się w refleksję nad człowieczeństwem. O zemście, która coraz częściej ustępuje miejsca pytaniom o sens życia. I o wojownikach, którzy zaczynają odkrywać, że największych bitew nie toczy się na polu walki, lecz we własnym sumieniu. Trzeci tom nie jest jeszcze kulminacją tej historii, ale bardzo wyraźnie pokazuje kierunek, w którym Yukimura zamierza podążać. A jest to kierunek niezwykle ambitny.

