Magia w Wiedźmie z Zamku Ostów nie błyszczy dla efektu. Jest układem, rozmową, czasem ryzykowną próbą dogadania się z tym, co zwykle pozostaje niewidzialne. I właśnie dlatego pierwszy tom tak łatwo przykuwa uwagę. John Tarachine nie zaczyna od wielkiej bitwy ani od wybrańca z przeznaczeniem wypisanym na czole, tylko od spotkania dwojga odmieńców, którzy muszą nauczyć się istnieć obok siebie. Szkoda tylko, że za tak obiecującym pomysłem nie zawsze nadąża sama fabuła.
Najciekawszym elementem serii pozostaje sam system magii. Zamiast rzucania zaklęć otrzymujemy negocjacje z duchami odpowiedzialnymi za funkcjonowanie świata. To koncepcja świeża i dająca ogromne możliwości, ponieważ magia przestaje być wyłącznie narzędziem walki, a staje się sztuką zawierania układów i budowania relacji z niewidzialnymi bytami. Autor nie odkrywa jednak wszystkich kart od razu, przez co wiele zasad pozostaje celowo niejasnych. Z jednej strony buduje to tajemnicę, z drugiej chwilami sprawia wrażenie, jakby świat dopiero szukał własnej tożsamości.
Na pierwszym planie znajdują się Marie Blackwood i Theo. Ona jest potężną wiedźmą o trudnym charakterze, on chłopcem noszącym w sobie niebezpieczną moc Krwi Słusznego Gniewu. Ich relacja od początku stanowi największą siłę opowieści. Z czasem coraz wyraźniej widać, że nie chodzi wyłącznie o klasyczny układ mistrzyni i ucznia. Oboje są outsiderami, którzy próbują odnaleźć swoje miejsce w świecie pełnym uprzedzeń i lęku przed odmiennością. Najlepsze fragmenty mangi to właśnie te spokojniejsze sceny, kiedy bohaterowie uczą się sobie ufać.
Pierwszy tom cierpi jednak na kilka problemów. Niektóre dialogi dotyczące Theo budzą zwyczajnie dyskomfort. Sposób, w jaki część dorosłych postaci komentuje jego wygląd czy wyjątkowość, wypada niezręcznie i trudno znaleźć dla niego przekonujące uzasadnienie fabularne. To tym bardziej rozczarowujące, że sama historia nie potrzebuje podobnych elementów, aby budować napięcie.
Drugi tom wyraźnie zmienia kierunek. Akcja przenosi się do Paryża, pojawiają się nowi bohaterowie, więcej pojedynków i dynamicznych wydarzeń. Jednocześnie seria zaczyna odchodzić od kameralnego klimatu pierwszego tomu. Zamiast tajemnicy i powolnego odkrywania świata dostajemy bardziej klasyczną opowieść o młodych magach, a finał zapowiada nawet szkolny wątek. To rozwiązanie nie jest samo w sobie złe, ale sprawia wrażenie, jakby autor porzucał własną, najbardziej oryginalną koncepcję na rzecz bezpieczniejszych schematów.
Nie oznacza to jednak, że manga przestaje być interesująca. Tarachine potrafi budować atmosferę, a jego rysunki są zdecydowanie najmocniejszym argumentem przemawiającym za sięgnięciem po serię. Delikatna, elegancka kreska doskonale współgra z europejską architekturą, gotyckimi wnętrzami i baśniowym charakterem świata. Szczególnie dobrze wypadają projekty duchów oraz sceny wykorzystujące magię, które często wyglądają bardziej jak poetyckie obrazy niż typowe sekwencje akcji.
Po dwóch tomach trudno jeszcze jednoznacznie ocenić, dokąd zmierza Wiedźma z Zamku Ostów. Widać ogromny potencjał w świecie, systemie magii i relacji głównych bohaterów, ale równie wyraźnie dostrzegalne są problemy z prowadzeniem fabuły oraz momenty, w których historia zbyt chętnie sięga po dobrze znane motywy. To seria, która bardziej intryguje niż zachwyca. Jeśli kolejne tomy wykorzystają fundamenty zbudowane na początku i odważniej rozwiną własne pomysły, może wyrosnąć z niej bardzo interesujące fantasy. Na razie pozostaje przede wszystkim obietnicą czegoś naprawdę wyjątkowego.

