Najlepsze wakacyjne przygody rzadko zaczynają się od wielkich planów. Częściej rodzą się z nudy, przypadkowego spotkania albo osoby, z którą za żadne skarby świata nie chciałoby się spędzić ani jednego dnia. Marta Kisiel doskonale rozumie ten mechanizm. W Małe Licho i lato z diabłem pokazuje lato pachnące lasem, truskawkami i burzą, ale przede wszystkim przypomina, że najważniejsze odkrycia dotyczą nie tajemnic ukrytych w cieniu drzew, lecz drugiego człowieka.
Bożek kończy trzecią klasę i razem z Lichem wyjeżdża do cioci Ody na wakacje. Miało być spokojnie, z namiotem, rowerami i leniwymi dniami, jednak szybko okazuje się, że lato ma wobec bohaterów własne plany. Na drodze Bożka staje Witek, szkolny przeciwnik, pojawia się także zagrożenie czające się w lesie, a wymarzona przygoda okazuje się znacznie bardziej wymagająca, niż ktokolwiek przypuszczał.
Największą siłą tej części ponownie są bohaterowie. Bożek dojrzewa, uczy się patrzeć na ludzi z większym zrozumieniem i przekonuje się, że pierwsze wrażenie bardzo często bywa mylące. Licho natomiast wraca na pierwszy plan i znowu zachwyca swoją dziecięcą szczerością, dobrocią oraz niegasnącym entuzjazmem. Trudno również nie uśmiechnąć się na widok Bazyla, który jak zwykle odpowiada za sporą część humoru, ale potrafi też zaskoczyć życiową mądrością.
To właśnie relacje między bohaterami stanowią serce tej historii. Intryga nie jest szczególnie skomplikowana i nie próbuje za wszelką cenę zaskakiwać kolejnymi zwrotami akcji. Znacznie ważniejsze okazują się rozmowy, stopniowe przełamywanie uprzedzeń oraz odkrywanie, że nawet ktoś uznawany za największego wroga może okazać się wartościowym towarzyszem.
Marta Kisiel po raz kolejny udowadnia, że najlepiej czuje się tam, gdzie fantastyka spotyka codzienne dziecięce doświadczenia. Autorka świetnie oddaje atmosferę wakacji. Jest tu beztroska, zapach lasu, pierwsze samodzielne wyprawy, nauka jazdy na rowerze i to charakterystyczne przekonanie, że podczas letniego wyjazdu wszystko może się wydarzyć. Równocześnie pod lekką formą kryje się opowieść o akceptacji, przyjaźni i odwadze potrzebnej do zmiany własnego zdania.
Ogromnym atutem pozostaje język. Kisiel bawi się słowem, tworzy błyskotliwe dialogi i z łatwością łączy humor z bardziej wzruszającymi momentami. To jeden z tych rzadkich przypadków, gdy książka dla młodszych czytelników równie mocno trafia do dorosłych. Dzieci znajdą tu pełną przygód historię, starsi dostrzegą znacznie więcej ukrytych znaczeń i subtelnych obserwacji dotyczących dorastania.
Jeśli miałbym wskazać słabszy element, byłaby nim sama konstrukcja fabuły. Historia rozwija się spokojnie i miejscami bardziej przypomina zbiór wakacyjnych epizodów niż jedną wyraźnie zarysowaną opowieść. Nie przeszkadza to jednak w odbiorze, bo sednem tej książki od początku pozostają bohaterowie, a nie sama przygoda.
Małe Licho i lato z diabłem po raz kolejny pokazuje, dlaczego seria Marty Kisiel cieszy się tak dużą sympatią czytelników. To ciepła, zabawna i mądra opowieść, która nie moralizuje, lecz pozwala młodym odbiorcom samodzielnie dojść do ważnych wniosków. A przy okazji przypomina dorosłym, że najlepsze wakacje nie zawsze pamięta się dlatego, że wydarzyło się coś niezwykłego. Czasem wystarczy spotkać właściwych ludzi we właściwym czasie.

