Jacka Kowalika łatwiej wyobrazić sobie na warszawskiej ulicy niż na leśnej drodze prowadzącej przez podkarpackie odludzie. Właśnie dlatego wysłanie go do Birczy okazuje się dobrym pomysłem. Znany bohater zostaje wyrwany ze swojego otoczenia, pozbawiony sprawdzonych kontaktów i zmuszony do poruszania się po terenie, na którym nawet niewinne pytanie może zostać potraktowane jak prowokacja. W Dziczy szybko poczułam, że Kowalik nie prowadzi śledztwa wyłącznie przeciwko konkretnemu człowiekowi. Ściera się również z miejscem, lokalną pamięcią oraz społecznością, która przywykła załatwiać własne sprawy bez udziału obcych.
Prywatny detektyw otrzymuje zlecenie od Macieja Konikiewicza, warszawskiego gangstera poszukującego zaginionej córki. Katarzyna działała jako aktywistka ekologiczna i wyjechała na Podkarpacie, gdzie od lat trwa spór dotyczący planowanego Turnickiego Parku Narodowego. Kowalik ma więc odnaleźć młodą kobietę, ale już sam charakter zleceniodawcy komplikuje sprawę. Nie wiadomo, czy zniknięcie Katarzyny wynika z jej działalności, prywatnych konfliktów, lokalnych interesów, czy może z przeszłości ojca. Każda z tych możliwości brzmi wiarygodnie, a żadna nie prowadzi od razu do prostego rozwiązania.
Dariusz Gizak nie spieszy się z rozdawaniem odpowiedzi. Kowalik chodzi, pyta, obserwuje i sprawdza, kto reaguje zbyt nerwowo, kto mówi zbyt dużo, a kto nie chce powiedzieć niczego. Śledztwo rozwija się przede wszystkim poprzez spotkania z ludźmi, dzięki czemu kolejne fragmenty układanki wyłaniają się naturalnie. Nie ma tu detektywistycznych cudów ani przypadku, który w ostatniej chwili podsuwa bohaterowi brakujący trop. Jest za to mozolne przedzieranie się przez półprawdy, uprzedzenia i lokalne zależności. Byłe policyjne doświadczenie autora daje o sobie znać nie przez nadmiar fachowego słownictwa, lecz przez sposób myślenia bohatera.
Kowalik nadal pozostaje człowiekiem, który próbuje ratować innych nawet wtedy, gdy sam nie jest pewien, czy powinien się angażować. To cecha zarówno sympatyczna, jak i niebezpieczna. Jego potrzeba doprowadzenia każdej sprawy do końca nie wynika wyłącznie z zawodowej ambicji. Towarzyszy jej poczucie winy, odpowiedzialność i charakterystyczne przekonanie, że skoro może coś zrobić, nie wolno mu się wycofać. Dzięki temu nie jest jedynie sprawnym detektywem przemieszczającym się od tropu do tropu. Jest człowiekiem, który regularnie pakuje się w kłopoty, ponieważ nie potrafi udawać, że cudzy los go nie obchodzi.
Bircza nie zostaje przedstawiona jak egzotyczna kraina zamieszkana przez podejrzanych prowincjuszy. Mieszkańcy mają swoje racje, lęki, przyzwyczajenia i interesy. Jedni patrzą na las jako wartość, którą trzeba zachować. Dla innych jest on miejscem pracy, źródłem utrzymania albo przeszkodą dla rozwoju regionu. Gizak nie rozstrzyga sporu jednym zdaniem i nie dzieli postaci na szlachetnych ekologów oraz chciwych przeciwników ochrony przyrody. Pokazuje raczej, że nawet słuszne idee zaczynają wyglądać inaczej, gdy zderzą się z pieniędzmi, polityką i codziennym życiem ludzi, którzy nie mogą pozwolić sobie na patrzenie na problem wyłącznie z perspektywy wartości.
Las działa tutaj jeszcze inaczej. Nie jest tylko miejscem, w którym można ukryć ciało albo zgubić trop. Zmienia rytm całej opowieści. Kowalik musi poruszać się wolniej, uważniej i bardziej polegać na ludziach, których dopiero poznaje. Odludne drogi, słaby zasięg, rozległe tereny i poczucie oddalenia od znanego świata sprawiają, że zaginięcie Katarzyny wydaje się bardziej realne. W takiej przestrzeni człowiek może zniknąć nie dlatego, że sprawca stworzył genialny plan, lecz dlatego, że okolica sama pomaga zatrzeć ślady.
Wątek Edyty, właścicielki hotelu, wprowadza do historii bardziej osobisty ton. Jej relacja z Kowalikiem nie jest szczególnie rozbudowana ani przesadnie romantyczna. Pojawia się jednak jako możliwość życia innego niż samotne przechodzenie od jednego zlecenia do następnego. Sceny z nią i jej dziećmi pokazują bohatera poza śledztwem, bez potrzeby udowadniania swojej skuteczności. Ta znajomość nie zawsze ma tyle głębi, ile mogłaby mieć, ale dobrze kontrastuje z nieufnością, jaką detektyw spotyka podczas rozmów z pozostałymi mieszkańcami.
Dzicz nie pędzi. Początkowo więcej czasu poświęca poznawaniu terenu, ludzi i natury konfliktu niż bezpośredniemu zagrożeniu. W kilku miejscach ten rytm może wydać się zbyt spokojny, szczególnie czytelnikom oczekującym szybkiego thrillera. Mnie jednak bardziej zainteresowało to, jak zwykłe rozmowy stopniowo nabierają drugiego znaczenia. Im więcej Kowalik dowiaduje się o zaginionej, tym mniej oczywiste staje się, kogo właściwie szuka i przed czym próbowała uciec.
Dariusz Gizak połączył zaginięcie, lokalny konflikt ekologiczny i charakter Jacka Kowalika w historię, która nie potrzebuje ciągłych pościgów ani serii trupów. Dzicz działa przez podejrzliwość, powolne odkrywanie kolejnych zależności i poczucie, że każdy napotkany człowiek zna tylko wygodny dla siebie fragment prawdy. To kryminał spokojniejszy niż sensacyjny, mocno związany z miejscem i dobrze wykorzystujący fakt, że dla przybysza las jest pustką, a dla mieszkańców mapą pełną ścieżek, historii oraz sekretów.

