Zamek jest trochę dziwnym komiksem do oceniania, jeśli potraktować go jak zwyczajną premierę wrzuconą na rynek obok kolejnych albumów superhero, powieści graficznych czy nowych polskich serii. Mam nawet spore wątpliwości, czy w takiej konkurencji poradzi sobie szczególnie dobrze. Janowiec nad Wisłą, jego pięćsetlecie i siedem różnych wizji jednego zabytku brzmią bardziej jak propozycja dla człowieka, który właśnie wyszedł z zamku i chce zabrać ze sobą coś ciekawszego niż magnes na lodówkę. Tylko że właśnie tutaj zaczyna się sens całego przedsięwzięcia. Ten album chyba wcale nie musi walczyć o masowego czytelnika.
Dominik Szcześniak dostał do dyspozycji zamek jako właściwie jedyny stały punkt. Nie powstaje z tego jednak historyczna kronika rozrysowana na kadry. Poszczególne historie korzystają z Janowca jako miejsca, motywu, źródła legend i punktu startowego do fikcji. Raz można sięgnąć w przeszłość, innym razem pozwolić budowli wypaść z własnej epoki albo po prostu potraktować ją jako generator opowieści. Sam pomysł jest eksperymentalny już przez to, że jedna przestrzeń musi wytrzymać kilka zupełnie innych interpretacji.
Największą atrakcją pozostaje oczywiście zestaw rysowników. Maciej Pałka, Grzegorz Pawlak, Marcin Rustecki, Judyta Sosna, Wojciech Stefaniec, Rafał Szłapa i Rafał Trejnis to nie jest skład dobrany po to, żeby album wyglądał jednolicie. Wręcz przeciwnie. Różnorodność jest tutaj właściwie częścią koncepcji. Ten sam zamek przechodzi przez siedem różnych wrażliwości, kresek i sposobów budowania planszy. Raz może wyglądać znajomo, chwilę później staje się czymś zupełnie innym. I właśnie w tym widzę największą wartość tego projektu.
Nie spodziewałbym się więc po Zamku spójności charakterystycznej dla klasycznego albumu. Antologia żyje zmianą. Jedna historia może trafić mocniej, inna zostać w pamięci głównie przez warstwę graficzną, jeszcze inna potraktować temat w sposób, którego po komiksie promującym zabytek człowiek kompletnie się nie spodziewał. Przy takim składzie nawet samo porównywanie tego, jak kolejni artyści widzą tę samą przestrzeń, jest częścią zabawy.
I tu pojawia się rzecz, która podoba mi się chyba najbardziej. Komiks promocyjny mógł przecież pójść najbezpieczniejszą możliwą drogą. Kilka dat, lokalna legenda, rycerz przechodzący przez kolejne stulecia, obowiązkowy kadr zamku o zachodzie słońca i na końcu informacja, kiedy muzeum jest otwarte. Byłoby poprawnie, edukacyjnie i kompletnie bez charakteru. Zamek próbuje zamiast tego potraktować Janowiec jako tworzywo dla autorów. Nie lekcja z przewodnikiem, tylko siedem zabaw wyobraźnią wokół jednego miejsca.
Komercyjnie? Tu już mam większe obawy. Poza regionem sama marka Zamku w Janowcu raczej nie będzie magnesem porównywalnym z popularną serią czy znanym bohaterem. Antologiczność też niekoniecznie pomaga szerokiej sprzedaży. To projekt mocno związany z konkretnym miejscem i jubileuszem, a takie rzeczy często świetnie wyglądają podczas premiery, po czym mają problem z przebiciem się do przypadkowego czytelnika kilka województw dalej.
Tyle że nie wszystko musi być projektowane pod Empik w każdym mieście. W muzealnym sklepie, na samym zamku, w punktach związanych z regionem czy jako pamiątka z wizyty ten album zaczyna mieć zupełnie inną wagę. Zamiast kolejnego folderu można dostać pełnoprawny komiks przygotowany przez rozpoznawalnych polskich twórców. Ktoś przyjechał do Janowca, zobaczył ruiny, posłuchał przewodnika, a potem zabiera do domu ich fikcyjne wariacje. To promocja miejsca znacznie ciekawsza od klasycznego gadżetu, bo może działać również długo po samym zwiedzaniu.
I chyba tak najuczciwiej patrzeć na Zamek. Nie oczekiwać, że stanie się wielkim rynkowym przebojem, bo jego zadanie wydaje się zupełnie inne. Album powstał przy okazji pięćsetlecia, ma zainteresować Janowcem, popatrzeć na jego historię bez obowiązku robienia kolejnej kroniki i pokazać, że zabytek może być również punktem wyjścia dla współczesnej popkultury.
Czy chciałbym, żeby podobnych rzeczy powstawało więcej? Zdecydowanie. Zwłaszcza jeżeli zamiast bezpiecznych komiksów edukacyjnych lokalne instytucje będą czasem zapraszać autorów z własnym stylem i pozwalać im trochę poszaleć. Nie każdy taki eksperyment będzie miał dużą sprzedaż. Część pewnie nigdy nie wyjdzie daleko poza własny region. Ale turysta wychodzący z Zamku w Janowcu z albumem Pałki, Stefańca, Szłapy i reszty ekipy pod pachą brzmi dla mnie jak całkiem przyzwoity wynik. Misja tego komiksu może być po prostu mniejsza niż podbój rynku. I wcale nie znaczy to, że mniej sensowna.



