Wietnam Andrzeja Nowaka nie stoi przed wyborem: albo przodkowie, kadzidła i stare rytuały, albo TikTok, K-pop i telefon przyklejony do dłoni. Najciekawsze w Wietnamie. Duchach i smartfonach jest właśnie to, że te porządki nieustannie się mieszają. Młody człowiek może uczestniczyć w rodzinnych obrzędach, wierzyć w znaczenie odpowiedniego dnia, słuchać zagranicznych idoli i za chwilę wrzucać film do sieci. Autor patrzy na ten kraj z pozycji kogoś, kto mieszka w nim od lat i funkcjonuje również wewnątrz wietnamskiej rodziny, dlatego interesuje go mniej lista atrakcji, a bardziej codzienność, w której dawne wierzenia i współczesność niekoniecznie muszą ze sobą walczyć.
To od razu ustawia charakter książki. Nie jest to przewodnik turystyczny ani opracowanie naukowe. Nowak pisze raczej gawędę złożoną z krótkich rozdziałów dotyczących jedzenia, rodziny, wierzeń, języka, biznesu, obyczajów, edukacji, relacji społecznych i rozmaitych drobiazgów zauważalnych dopiero wtedy, gdy w danym miejscu spędziło się znacznie więcej czasu niż przeciętne dwa tygodnie urlopu. Taka konstrukcja ma dużą zaletę: można czytać książkę po kolei, ale równie dobrze sięgać do interesujących tematów na wyrywki. Nie ma jednej osi fabularnej, którą trzeba śledzić od początku do końca.
Perspektywa autora bywa najciekawsza właśnie wtedy, gdy wyjaśnia zachowania, które dla Europejczyka mogą wydawać się dziwne albo wręcz niedorzeczne. Zamiast budować anegdotę na zasadzie „patrzcie, co oni robią”, próbuje znaleźć przyczynę. Dotyczy to sposobu wręczania prezentów, kontaktów biznesowych, hierarchii rodzinnej, sposobu ubierania się czy podejścia do jedzenia. Nie zawsze trzeba podzielać lokalną logikę, żeby zrozumieć, skąd się bierze. Najcenniejsze momenty tej książki pojawiają się wtedy, gdy egzotyka przestaje być egzotyką, bo dostajemy wystarczająco dużo kontekstu, żeby zobaczyć stojący za nią system wartości.
Dobrze widać to przy opisie relacji społecznych. Wietnam jest przedstawiony jako społeczeństwo nadal silnie hierarchiczne, przywiązane do pozycji, wieku, rodzinnych zależności i prestiżu. Szacunek wobec starszych nie jest grzecznościowym dodatkiem, lecz częścią porządku społecznego. Jednocześnie kraj nie zostaje pokazany jako skamielina zamknięta w tradycji. Nowe technologie, globalna popkultura i aspiracje młodszego pokolenia zmieniają sposób życia bardzo szybko. Autorowi udaje się uchwycić napięcie pomiędzy tymi dwoma siłami bez budowania sztucznej tezy, że jedna musi ostatecznie pokonać drugą.
Sam tytuł dobrze oddaje ten paradoks. Duchy mogą współistnieć ze smartfonami i nie jest to żart. W świecie Nowaka przesąd, kult przodków, geomancja czy rytuały rodzinne nie są przeciwieństwem nowoczesności. Człowiek może pracować w nowoczesnej firmie, korzystać z najnowszych aplikacji i jednocześnie konsultować ważną decyzję z tradycją lub kalendarzem. Dla zachodniego czytelnika taki układ może wydawać się sprzeczny, ale właśnie ta pozorna sprzeczność mówi o Wietnamie więcej niż pocztówkowy obraz pól ryżowych.
Książka sprawnie radzi sobie również z kuchnią, choć tutaj autor ma szczególnie dużo okazji do testowania cierpliwości bardziej zachowawczego odbiorcy. Obok kawy, ziół i ulicznego jedzenia pojawiają się rzeczy, których wielu czytelników wolałoby nigdy nie zobaczyć na własnym talerzu. Szczury polne, balut, różnego rodzaju owady czy potrawy oparte na krwi nie są przedstawiane jedynie jako katalog szokujących ciekawostek. Nowak próbuje wytłumaczyć ich miejsce w kulturze, lokalne przyzwyczajenia oraz to, dlaczego określone składniki nie budzą tam reakcji podobnej do naszej.
Najciekawsze jest jednak nie samo to, co trafia na stół, lecz społeczna funkcja jedzenia. Uliczne punkty gastronomiczne i niskie plastikowe stołki stają się przestrzenią, w której ludzie z różnych warstw społecznych mogą znaleźć się obok siebie. W społeczeństwie przywiązanym do statusu ten chwilowy brak dystansu jest znaczący. Jedzenie pełni więc funkcję znacznie szerszą niż turystyczna ciekawostka. Łączy codzienność, rodzinę, ekonomię i zwykłą potrzebę bycia razem.
Nowak sporo pisze również o biznesie i tutaj jego doświadczenie osoby mieszkającej na miejscu daje książce wartość praktyczną. Wizytówki, prezenty, kontakty osobiste i relacje potrafią znaczyć znacznie więcej niż formalna procedura. Dla czytelnika wychowanego w europejskim modelu może to chwilami wyglądać jak nieprzejrzysty system układów, ale autor pokazuje, że lokalna kultura biznesowa jest ściśle związana z szerszym sposobem budowania zaufania. Nie wszystko zostaje oczywiście rozgrzeszone, lecz mechanizm zostaje wyjaśniony zamiast sprowadzony do stereotypu.
Podobnie działa rozdział dotyczący języka. Tonalność wietnamskiego daje wdzięczny materiał do anegdot, bo niewielka różnica w wymowie może całkowicie zmienić znaczenie słowa. Historia o przypadkowym nazwaniu teścia wołowiną bawi, ale przy okazji pokazuje coś więcej: wejście w obcą kulturę oznacza zgodę na własną nieporadność. Nowak nie buduje pozycji wszystkowiedzącego przewodnika. Potrafi pokazać również swoje wpadki i sytuacje, w których to on nie rozumiał kodu obowiązującego wokół.
Ta lekkość jest jedną z zalet książki, choć nie wszystkie żarty trafiają równie dobrze. Gawędziarski styl sprawia, że kolejne informacje wchodzą łatwo, ale momentami autor powtarza podobne obserwacje lub za bardzo rozwleka anegdotę. Przy książce złożonej z krótkich, częściowo niezależnych rozdziałów pewna powtarzalność jest chyba trudna do uniknięcia, ale da się ją odczuć. Szczególnie w części dotyczącej młodego pokolenia, internetu i kultury cyfrowej pojawia się wrażenie, że temat został opisany bardziej powierzchownie niż zagadnienia wynikające z osobistego doświadczenia autora.
Właśnie rodzinne i prywatne historie wypadają najlepiej. Gdy Nowak odwołuje się do doświadczeń swojej żony lub ludzi, których zna osobiście, książka natychmiast nabiera większej temperatury. Przestajemy czytać o abstrakcyjnym „Wietnamczyku”, a zaczynamy oglądać konkretnego człowieka funkcjonującego w konkretnym układzie rodzinnym. Szkoda, że takich fragmentów nie ma więcej. To one najmocniej odróżniają tę książkę od zbioru dobrze opracowanych ciekawostek.
Równie interesujące są fragmenty dotyczące mniejszości etnicznych i górskich społeczności. Pokazują, że sam Wietnam jest znacznie bardziej zróżnicowany, niż może wydawać się komuś patrzącemu na kraj z zewnątrz. Hmongowie, Dao czy Khmerzy nie funkcjonują jedynie jako kolorowe dodatki do turystycznego pejzażu. Są częścią skomplikowanej struktury społecznej, w której tradycja, regionalna odrębność i państwowa nowoczesność nie zawsze idą w tym samym tempie. Autor nie zamienia tego w rozbudowane studium etnograficzne, ale daje wystarczająco dużo, żeby uświadomić skalę wewnętrznych różnic.
Historia także jest obecna, choć nie przejmuje książki. Nowak nie próbuje pisać podręcznika o wojnach czy polityce XX wieku. Zamiast tego pokazuje, jak przeszłość wpływa na dzisiejszą mentalność i sposób postrzegania świata. To dobra decyzja, bo pozwala uniknąć sztucznego oddzielania historii od współczesności. Pewne zachowania, podejście do rodziny, państwa, oszczędzania czy pracy mają sens dopiero wtedy, gdy pamięta się, przez co ten kraj przeszedł.
Problem pojawia się natomiast w chwilach, gdy sympatia autora do miejsca zamieszkania zaczyna przesuwać granicę krytycyzmu. Zrozumienie obcej kultury nie powinno oznaczać automatycznego usprawiedliwiania każdej praktyki tylko dlatego, że ma ona lokalne korzenie. Najbardziej wyraźny przykład stanowią walki kogutów. Można opisywać ich tradycję, społeczne znaczenie i sposób, w jaki patrzą na nie mieszkańcy, ale zachwyt nad samym zjawiskiem jest już czymś innym. W tym miejscu antropologiczny dystans byłby bardziej przekonujący niż próba oswojenia praktyki, która wiąże się z zadawaniem cierpienia zwierzętom dla rozrywki.
To zresztą ciekawszy problem całej książki. Jak pisać o kraju, który się lubi, bez zamiany tekstu w reklamę? Nowak zazwyczaj zachowuje rozsądną równowagę, ale nie zawsze. W kilku miejscach obraz Wietnamu bywa zbyt łagodny, jakby autor chciał uprzedzić każdą krytyczną reakcję czytelnika i natychmiast wytłumaczyć lokalne zachowanie. Tymczasem czasami ciekawsze byłoby pozostawienie napięcia bez szybkiego rozgrzeszenia.
Pojawiają się również bieda, oszustwa, społeczne nierówności i presja osiągnięć, więc nie można powiedzieć, że książka maluje całkowicie sielankowy obraz. Autor przypomina, że Wietnam nie jest rajem, a możliwość szybkiego ekonomicznego awansu istnieje obok bardzo realnych problemów. Mimo wszystko ton pozostaje zasadniczo życzliwy i to właśnie jego intensywność może u części czytelników wywołać poczucie, że pewne ostrzejsze krawędzie zostały wygładzone.
Nie najlepiej działają też częste porównania z Polską. Oczywiście perspektywa polskiego autora piszącego do polskiego odbiorcy wręcz zachęca do takich zestawień. Problem zaczyna się wtedy, gdy porównanie nie służy już wyjaśnianiu różnic, tylko zamienia się w kolejną okazję do narzekania na własny kraj. Wtedy Wietnam przestaje być samodzielnym przedmiotem obserwacji i zaczyna pełnić funkcję wygodnego kontrastu. Kilka takich uwag byłoby naturalnych, większa liczba staje się męcząca.
Ciekawie wypada natomiast sposób przedstawienia kobiet. Z materiału wyłania się obraz osób przedsiębiorczych, aktywnych i mocno obecnych w codziennej gospodarce. Nie wpisuje się to całkiem w popularny zachodni stereotyp azjatyckiego społeczeństwa, w którym kobieta funkcjonuje wyłącznie w cieniu rodziny. Jednocześnie książka poświęca mniej uwagi temu, jak zmienia się rola mężczyzn i jak radzą sobie oni ze społecznymi przemianami. To jeden z tematów, które aż proszą się o pogłębienie.
Podobny niedosyt pojawia się przy młodym pokoleniu. Smartfon jest w tytule, więc naturalnie oczekuje się mocniejszego wejścia w świat ludzi dorastających już w zupełnie innej rzeczywistości niż ich rodzice. Media społecznościowe, globalna popkultura, aspiracje edukacyjne i presja sukcesu zostają opisane, ale część czytelników może uznać, że właśnie tutaj autor zatrzymuje się zbyt blisko powierzchni. Zwłaszcza że ten temat mógłby stanowić znakomite dopełnienie rozdziałów poświęconych tradycji.
Mimo tych zastrzeżeń Wietnam. Duchy i smartfony spełnia swoją podstawową funkcję bardzo dobrze. Nie daje kompletnego obrazu kraju, bo jedna książka nie mogłaby tego zrobić, lecz podsuwa wystarczająco dużo punktów zaczepienia, żeby Wietnam przestał być zbiorem najbardziej rozpoznawalnych skojarzeń. Po lekturze łatwiej zobaczyć, że za skuterami, kawą i ulicznym jedzeniem stoi społeczeństwo z własną hierarchią, językiem gestów, pamięcią historyczną i bardzo konkretnym sposobem rozumienia rodziny.
I chyba właśnie tam książka trafia najcelniej. Egzotyka działa tylko przez chwilę. Im dłużej Nowak opisuje relacje między rodzicami i dziećmi, aspiracje młodych, rodzinne konflikty, chęć sukcesu, potrzebę akceptacji czy zwykłe codzienne kombinowanie, tym mniej odlegli stają się jego bohaterowie. Najciekawszym odkryciem nie jest więc to, jak bardzo Wietnam różni się od Polski, lecz jak wiele podobnych ludzkich potrzeb ukrywa się pod zupełnie innymi rytuałami.
Wietnam. Duchy i smartfony nie jest książką bez wad. Powtarza się, chwilami idealizuje, czasem za mocno ogląda Azję przez porównania z Polską, a niektóre tematy kończy dokładnie tam, gdzie robią się najciekawsze. Jednocześnie pozostaje lekką, dobrze przyswajalną i często bardzo pouczającą opowieścią o kraju obserwowanym nie zza hotelowego okna, lecz z codziennego życia. Najlepiej czytać ją nie jako definitywną odpowiedź na pytanie, jaki jest Wietnam, ale jako długą rozmowę z człowiekiem, który nauczył się tam żyć i nadal ma ochotę dziwić się temu, co widzi. W przypadku książki o kulturze to całkiem dobry punkt wyjścia.

