Argentyna od dawna nosi w sobie wyobrażenie własnej wyjątkowości. Kraj ogromny, bogaty w zasoby, kulturowo zwrócony częściowo ku Europie, a jednocześnie głęboko latynoamerykański, regularnie wraca do pytania, dlaczego potencjał tak często rozmija się z rzeczywistością. Dominika Kuprianowicz właśnie wokół tego napięcia buduje Argentynę. Kraj, który śni wielkie sny. Nie interesuje jej wyłącznie malowniczość Buenos Aires, tango, futbol, wino i Patagonia. Znacznie ciekawsza okazuje się sprzeczność pomiędzy narodową ambicją a doświadczeniem kryzysu, pomiędzy dumą a frustracją, pomiędzy europejskim dziedzictwem a lokalną tożsamością. Sama geografia dodatkowo wzmacnia ten kontrast: od stolicy przez pampę i Mendozę po lodowce Patagonii oraz Ushuaię rozciąga się państwo, którego różnorodność trudno sprowadzić do jednego obrazu.
Kuprianowicz szeroko rozkłada materiał, łącząc historię, politykę, geografię, obyczaj i kulturę. Argentyna nie zostaje przedstawiona jako egzotyczny kraj kilku łatwo rozpoznawalnych symboli. Kolejne kryzysy, doświadczenie junty wojskowej, peronizm, nierówności społeczne i gospodarcza niestabilność stają się częścią opowieści o państwie, którego teraźniejszości nie sposób oddzielić od przeszłości. Autorka próbuje pokazać, jak historia odciska się na codzienności, w sposobie życia, poczuciu humoru, relacjach i narodowych mitach. Najciekawsze w tej książce jest właśnie ciągłe tarcie między wyobrażeniem wielkości a rzeczywistością, która uparcie nie chce się do niego dostosować.
Buenos Aires działa tutaj niemal jak skondensowany model całego kraju. Miasto jest energiczne i melancholijne jednocześnie, eleganckie, chaotyczne, europejskie w aspiracjach, ale wyraźnie zakorzenione w latynoamerykańskim sposobie przeżywania codzienności. Kuprianowicz korzysta z własnych obserwacji i to właśnie w takich momentach tekst nabiera najwięcej charakteru. Gdy opisuje pierwsze zetknięcie z miastem, jego intensywnością, nocnym rytmem i widocznymi śladami społecznych problemów, książka przestaje przypominać uporządkowany wykład, a zaczyna oddychać miejscem.
Autorka sporo uwagi poświęca także obyczajom, rodzinie, relacjom, poczuciu humoru oraz temu, jak Argentyńczycy funkcjonują na co dzień. Tango i futbol nie są tu wyłącznie pocztówkowymi znakami rozpoznawczymi, lecz elementami większej opowieści o emocjonalności i wspólnocie. Jednocześnie właśnie ta część pozostawia pewien niedosyt. Jedna z przywołanych opinii trafnie zauważa, że partie dotyczące kultury i obyczajów są wyraźnie skromniejsze niż fragmenty historyczne i przyrodnicze. Dla czytelnika oczekującego bliskiego portretu współczesnego społeczeństwa proporcje mogą więc wydawać się zbyt mocno przesunięte w stronę kompendium.
To prowadzi do głównego ograniczenia książki. Kuprianowicz chce pomieścić bardzo dużo, a szeroki zakres czasami obraca się przeciwko płynności narracji. Pojawiają się powtórzenia, a niektóre fragmenty brzmią bardziej jak uporządkowany materiał informacyjny niż reportaż. Jedna z opinii mówi wręcz o stylu przypominającym pracę zaliczeniową i o częstym wracaniu do tych samych treści. To zarzut o tyle zrozumiały, że temat sam prosi się o większą liczbę scen, obserwacji i konkretnych ludzi. Książka lepiej działa jako panorama Argentyny niż jako reportaż zanurzony głęboko w jednostkowych doświadczeniach.
Zaletą pozostaje natomiast uporządkowanie. Wyraźne nagłówki ułatwiają wracanie do konkretnych tematów, a fotografie przełamują gęstość tekstu i pozwalają zobaczyć miejsca oraz kontekst, o których autorka pisze. Kuprianowicz interesuje także geneza państwa i jego symboli, od pochodzenia nazwy Argentyna związanej z łacińskim argentum po historię flagi i Słońca Majów. Takie fragmenty dobrze pokazują, że narodowa tożsamość nie jest czymś raz na zawsze ustalonym, lecz konstrukcją powstającą przez stulecia, poprzez nazwy, symbole, pamięć polityczną i własne wyobrażenie o wspólnocie.
Ciekawie wypada również próba opisania argentyńskiej mentalności. Kuprianowicz przedstawia społeczeństwo jako emocjonalne, intensywne, mocno osadzone w relacjach, a jednocześnie przyzwyczajone do życia w warunkach politycznej i gospodarczej niepewności. Humor, towarzyskość i przywiązanie do codziennych rytuałów zaczynają więc wyglądać nie tylko jak narodowy temperament, ale także jak sposób radzenia sobie z niestabilnością. Trzeba jednak uważać na podobne uogólnienia, bo Argentyna jest zbyt zróżnicowana regionalnie i społecznie, by dało się ją zamknąć w jednej formule. Autorka najwięcej zyskuje wtedy, gdy pozwala sprzecznościom pozostać sprzecznościami.
Argentyna. Kraj, który śni wielkie sny sprawdzi się przede wszystkim jako szerokie wprowadzenie do kraju, także przed podróżą, bo daje kontekst potrzebny do zrozumienia miejsc, które łatwo byłoby potraktować wyłącznie jako atrakcje. Nie jest jednak ani klasycznym przewodnikiem, ani reportażem opartym przede wszystkim na osobistej obecności autorki. To raczej próba złożenia Argentyny z historii, symboli, krajobrazów, kryzysów, obyczajów i narodowych wyobrażeń. Momentami zbyt gęsta i powtarzalna, ale skutecznie rozbijająca najprostszy obraz kraju tanga, piłki nożnej i Patagonii. Tytuł okazuje się trafny właśnie dlatego, że wielkie sny nie pojawiają się tu zamiast problemów. Powstają pomimo nich.

