Zeus ma Homera, Odyn Eddy, a Celtowie mają problem. Ich wierzenia nie zachowały się w jednej wygodnej księdze, z której można wyjąć panteon, genealogie, najważniejsze mity i zacząć opowiadać. Zostały znaleziska archeologiczne, relacje Greków i Rzymian, średniowieczne rękopisy spisywane już w świecie chrześcijańskim, trochę nazw, trochę rytuałów i całkiem sporo późniejszych wyobrażeń. Jerzy Gąssowski zaczyna więc tam, gdzie romantyczna wizja druidów stojących pośród mgieł właściwie się kończy. Zadaje znacznie mniej efektowne pytanie: co o Celtach naprawdę da się jeszcze powiedzieć, a co jedynie bardzo chcielibyśmy o nich wiedzieć?
To właśnie z tego powodu tytuł Mitologia Celtów może być odrobinę mylący. Kto spodziewa się zbioru podań podobnego do popularnych opracowań mitologii greckiej czy nordyckiej, szybko zauważy, że samych opowieści jest tutaj stosunkowo niewiele. Gąssowski interesuje się czymś szerszym. Najpierw trzeba ustalić, kim byli Celtowie, gdzie mieszkali, jak wyglądały ich społeczeństwa, z kim się kontaktowali i w jaki sposób ich kultura zmieniała się pod wpływem ekspansji rzymskiej. Dopiero później można sensownie mówić o bogach, druidach, świętych miejscach i rytuałach.
Takie podejście ma dużo sensu, bo religia nie istnieje przecież osobno od codzienności. Celtycki świat sacrum jest powiązany ze strukturą społeczną, wojną, naturą, rolą władcy, podziałem wspólnoty i miejscem kobiet. Gąssowski pokazuje więc nie tylko, komu oddawano cześć, ale też po co dana praktyka mogła istnieć i co mówiła o ludziach, którzy ją wykonywali. Dzięki temu książka jest bardziej opowieścią o kulturze duchowej niż katalogiem bóstw. Bardzo dobrze działa również ostrożność autora. Celtowie są wdzięcznym materiałem do fantazjowania. Druidzi, święte gaje, rytuały związane z naturą, wojownicy, tajemnicze symbole i wyspiarskie legendy aż proszą się o romantyczną nadbudowę. Gąssowski konsekwentnie jednak przypomina, że ogromna część obrazu została przefiltrowana przez cudze źródła, późniejsze mody i jeszcze późniejsze próby odnalezienia w Celtach duchowej alternatywy dla nowoczesności. Najcenniejsze jest to, że autor nie myli atrakcyjnej opowieści z pewnikiem historycznym. Jeżeli źródło jest niepewne, późne albo obciążone konkretną perspektywą, czytelnik powinien o tym wiedzieć. To może odbierać części materiału baśniową aurę, ale w zamian dostajemy coś znacznie uczciwszego: obraz kultury, której nie da się już odtworzyć w całości.
Sporo miejsca zajmują oczywiście druidzi. I dobrze, bo trudno znaleźć element celtyckiej kultury, który obrósłby równie grubą warstwą współczesnych wyobrażeń. W popkulturze druid bywa właściwie wszystkim naraz: kapłanem, czarodziejem, zielarzem, strażnikiem lasu i tajemniczym mędrcem. U Gąssowskiego ta figura wraca do historycznego kontekstu. Druidzi należeli do warstwy uczonych i kapłańskich elit, zajmowali się wiedzą, rytuałem oraz pamięcią wspólnoty, a przekazywanie nauki bez zapisywania jej tylko wzmacnia dziś problem z rekonstrukcją ich świata.
Podobnie ciekawie wypadają związki religii z naturą. Zwierzęta, drzewa, święte miejsca i krajobraz nie są tutaj ozdobnymi motywami. Wchodzą w sam środek myślenia o sacrum. Autor pokazuje też, jak różnorodne były te wierzenia i jak mocno zależały od regionu. Trudno więc mówić o jednym, całkowicie jednolitym systemie religijnym obejmującym wszystkich Celtów. Wspólne korzenie nie oznaczają identycznych praktyk ani identycznych opowieści.
To jedna z rzeczy, które najbardziej warto z tej książki wynieść. Sama nazwa „Celtowie” zachęca do traktowania ich jak jednej zwartej społeczności posiadającej wspólny zestaw wierzeń. Tymczasem mamy do czynienia z szerokim kręgiem kulturowym, wieloma plemionami i lokalnymi odmianami praktyk. Gąssowski systematycznie rozbija wygodną wizję jednolitego „celtyckiego świata”, a później pokazuje, co mimo wszystko da się w nim uznać za wspólne.
Równie ważny jest temat chrystianizacji. Dawne wierzenia nie zniknęły w jednym momencie wraz z pojawieniem się nowej religii. Przekształcały się, przechodziły do podań, mieszały z nowymi symbolami i czasem funkcjonowały dalej w zmienionej postaci. Szczególnie ciekawie wypadają tutaj tradycje irlandzkie oraz proces przenikania się pogańskich motywów z chrześcijaństwem. W takim układzie mitologia okazuje się czymś znacznie mniej stabilnym niż szkolny zestaw opowieści o bogach. To system podlegający zmianom, zapożyczeniom i reinterpretacjom. Rzymianie nakładali na miejscowe bóstwa własne kategorie, chrześcijańscy pisarze zapisywali starsze opowieści we własnym świecie pojęć, a kolejne epoki dokładały następne warstwy. Czytając o celtyckiej religii, właściwie cały czas czytamy również historię ludzi, którzy próbowali ją opisać.
Nie brakuje oczywiście elementów znacznie bardziej efektownych. Pojawiają się wojownicy, rytuały, kult głowy, zwierzęta o znaczeniu symbolicznym, bóstwa żeńskie, wyobrażenia władzy oraz zwyczaje społeczne, które z dzisiejszej perspektywy potrafią naprawdę zaskoczyć. Ciekawie wypada choćby pozycja kobiet i zależność statusu małżonków od majątku wniesionego do związku, bo natychmiast komplikuje to prosty obraz barbarzyńskiej społeczności rządzonej wyłącznie przez wojowników.
Gąssowski pozwala więc czasem trafić na szczegół, który skuteczniej rozbudza wyobraźnię niż niejeden pełny mit. To właśnie takie drobiazgi zostają po lekturze najdłużej: sposób traktowania władcy, znaczenie określonego zwierzęcia, funkcja konkretnego rytuału, ślad obecności Celtów w miejscu, którego z nimi wcześniej nie kojarzyliśmy. Sama książka ma stosunkowo niewielką objętość, ale została bardzo mocno zagęszczona informacjami.
I tutaj pojawia się jej podstawowa trudność. Mitologia Celtów nie jest lekturą, przez którą przechodzi się bez wysiłku. Styl zdradza wiek książki. Pierwsze wydanie ukazało się dekady temu i mimo nowej oprawy tekst pozostał tekstem napisanym według trochę innych standardów popularyzacji wiedzy. Zdania bywają gęste, informacji jest dużo, a sposób prowadzenia wywodu momentami przypomina starsze opracowania akademickie bardziej niż współczesną książkę popularnonaukową.
Nie nazwałabym języka wyjątkowo ciężkim, ale zdecydowanie wymaga uwagi. To nie jest książka do pochłonięcia wieczorem pomiędzy dwiema powieściami. Znacznie lepiej działa dawkowana, rozdział po rozdziale, z możliwością zatrzymania się przy nazwie bóstwa, plemienia albo terminie, który za chwilę może wrócić w innym kontekście. Sam fakt, że materiał nie jest przesadnie obszerny, trochę ratuje sytuację. Gdyby Gąssowski rozciągnął tę samą gęstość na pięćset stron, efekt byłby znacznie bardziej męczący.
Z drugiej strony ta koncentracja ma swoją zaletę. Autor nie rozwadnia tematu. Nie próbuje co kilka stron zabawiać czytelnika anegdotą tylko po to, żeby podtrzymać uwagę. Jeżeli ktoś naprawdę chce uporządkować podstawy wiedzy o Celtach, dostaje dużą porcję informacji bez przesadnego upraszczania. Przydają się również ilustracje i ryciny. Nie są szczególnie efektowne wizualnie, zwłaszcza dla czytelnika przyzwyczajonego do współczesnych bogato ilustrowanych albumów, ale dobrze współpracują z tekstem. Pokazują zabytki, przedstawienia bóstw, symbole i ślady materialnej kultury, więc pełnią przede wszystkim funkcję dokumentacyjną.
Nowe wydanie zostało dodatkowo uzupełnione o elementy ułatwiające korzystanie z książki, w tym słowniczek oraz bibliografię. Przy takiej ilości imion i pojęć to szczególnie potrzebne, bo próba zapamiętania wszystkiego przy pierwszym czytaniu byłaby raczej ambitnym projektem niż przyjemnością. Nie oczekiwałabym też po tej książce kompletnego obrazu celtyckiej religii, bo taki obraz zwyczajnie nie istnieje. Źródła są zbyt fragmentaryczne, regionalne tradycje zbyt różne, a ogrom materiału został przepracowany przez kolejne epoki. Gąssowski może więc rekonstruować, zestawiać i wskazywać prawdopodobne zależności, ale uczciwie nie próbuje zamknąć wszystkiego w jednym spójnym systemie.
To właśnie odróżnia Mitologię Celtów od publikacji nastawionych na atrakcyjność legend. Tutaj brak odpowiedzi jest czasem równie ważny jak odpowiedź. Autor pokazuje, że wiedza historyczna często powstaje nie z pełnego materiału, lecz z ostrożnego układania fragmentów, pomiędzy którymi zawsze pozostają szczeliny. Jeżeli ktoś szuka przede wszystkim celtyckich baśni, bohaterów i magicznych historii, może dostać zupełnie inną książkę, niż sugerował mu tytuł. Jeżeli jednak chce zrozumieć, skąd w ogóle wiemy cokolwiek o religii Celtów, Gąssowski okazuje się znacznie ciekawszy.
To również dobry punkt wejścia dla osób, które dopiero zaczynają interesować się tematem, choć trzeba zaakceptować sposób pisania mocno zakorzeniony w starszej tradycji popularyzacji nauki. Bardziej obeznany czytelnik prawdopodobnie część informacji już zna, ale nadal może docenić uporządkowanie materiału i konsekwentne oddzielanie źródeł od późniejszych interpretacji.
Ostatecznie Mitologia Celtów jest trochę podobna do samego przedmiotu, który opisuje. Nie oferuje jednej wielkiej historii, tylko zbiór śladów. Bóstwo pojawia się na kamieniu, rytuał w cudzej kronice, legenda w późnym rękopisie, a fragment dawnego obyczaju przetrwa tam, gdzie nikt nie oczekiwałby go znaleźć. Gąssowski nie próbuje z tych kawałków ulepić piękniejszego posągu niż pozwala materiał. I chyba właśnie dlatego warto mu zaufać.

