Książki Przypisy marginalne

ESEJ: Planeta na ostatnim oddechu | Jedyna Anatomia Abeth

W Czerwonej siostrze, Szarej siostrze i Świętej siostrze Mark Lawrence buduje świat, który od pierwszych stron ma w sobie coś niepokojąco prostego i jednocześnie niewyczerpanie złożonego. Abeth nie jest krainą, którą można opisać jednym słowem, bo działa jak mechanizm zaciskający się na mieszkańcach. Najpierw daje im wąski pas względnego życia, potem każe patrzeć, jak ten pas się zwęża, a na końcu podsuwa pytanie, czy w świecie, który dosłownie się kurczy, można jeszcze pozwolić sobie na luksus takich wartości jak cierpliwość, miłosierdzie czy pokój.

Najważniejszy fundament tej rzeczywistości jest geograficzny, wręcz fizyczny. To planeta oblepiona lodem, ocalona wąskim równikowym korytarzem, trzymana przy życiu przez sztucznie podtrzymywane światło i ciepło. I to czuć w narracji nie jako dekorację, tylko jako stały nacisk na wszystko: na ekonomię, na wojnę, na religię, na wychowanie dzieci, na to, co uznaje się za konieczne, a co za zbyteczne.

Abeth jest planetą krążącą wokół umierającego czerwonego słońca. Niemal całą jego powierzchnię pokrywa lód. Zdecydowana większość mieszkańców żyje w szerokim na pięćdziesiąt mil równikowym korytarzu między dwiema ścianami lodu. Sztuczny księżyc, wielkie orbitalne lustro, chroni korytarz przed lodem, kierując co noc na jego przestrzeń promienie słońca.

Mark Lawrence, Szara Siostra, s. 7

To, co w innym fantasy byłoby jedną z ciekawostek, tutaj staje się całym sposobem myślenia o świecie. Życie jest wąskie, dosłownie wciśnięte pomiędzy dwie ściany lodu, a ciepło nie przychodzi z naturalnego cyklu pór roku, tylko z technologii, która przypomina cud albo przekleństwo, zależnie od tego, kto patrzy. Noc nie jest po prostu brakiem słońca, tylko momentem, w którym orbitalne lustro robi za opiekuna, karmiąc ziemię obcym, wymuszonym światłem. W tym układzie nie ma poczucia stabilności, jest natomiast odwieczna świadomość kruchości.

Korytarz życia i lód, który nie odpuszcza

Korytarz na Abethu nie jest spokojnym azylem. To pole napięć, bo nawet jeśli lustro chroni ludzi przed natychmiastowym zamarznięciem, lód i tak napiera. Z biegiem czasu nie powstają tutaj nowe ziemie, tylko giną stare, a wraz z nimi giną kompromisy. Kiedy przestrzeń jest skończona, polityka zaczyna przypominać walkę o oddech. Wtedy rośnie znaczenie granic i militarnej siły, bo każdy krok lodu oznacza, że jutro ktoś będzie musiał ustąpić, albo odebrać miejsce komuś innemu.

W miarę jak słońce słabnie, lód posuwa się powoli naprzód, pomimo ciepła conocnego ogniska księżyca. Korytarz staje się coraz węższy i państwa zwracają się przeciwko sobie w poszukiwaniu nowych terytoriów.

Mark Lawrence, Szara Siostra, s. 7-8

Ta logika jest bezlitosna i świetnie tłumaczy, dlaczego w trylogii tak mocno wybrzmiewają konflikty między organizmami politycznymi. Cesarstwo funkcjonuje w świecie, gdzie geografia jest wymuszeniem, a sąsiedzi nie są odległym zagrożeniem, tylko realnym ciężarem przy każdym przesunięciu frontu. Abeth ma swoją mapę jak każde uniwersum, ale mapa ta jest napięta jak skóra na bębnie: wystarczy uderzyć, by rozbrzmiała wojną.

Cesarstwo na wschodzie graniczy z ziemiami Scithrowlan, na zachodzie zaś z morzem Marn. Drugim brzegiem morza władają Durnijczycy. Pod koniec tomu pierwszego durnijscy najeźdźcy wylądowali na brzegach cesarstwa.

Mark Lawrence, Szara Siostra, s. 7

Co ważne, Lawrence pokazuje też ten świat z poziomu miejsc, które stoją na styku wiary, militarności i geografii. Klasztor Słodkiej Łaski, w różnych momentach trylogii, jest czymś więcej niż budynkiem. To punkt na mapie, z którego widać dosłownie, jak blisko jest lód. Ta fizyczna bliskość zimna nie pozwala zapomnieć, że każda decyzja polityczna jest równocześnie decyzją o przetrwaniu.

Z miejsca, gdzie znajduje się wejście do klasztoru, można zobaczyć zarówno północny, jak i południowy lód, ale najlepszy widok rozpościera się nad płaskowyżem i wąskimi ziemiami.

Mark Lawrence, Czerwona siostra, s.13

Dziedzictwo Zaginionych i technologia w przebraniu mitu

Jednym z najmocniejszych elementów kreacji świata na Abethu jest to, że przeszłość nie jest tu legendą opowiadaną przy ognisku, tylko gruzem, który każde pokolenie musi omijać, i tajemnicą, którą każde pokolenie próbuje wykorzystać. Ludzie nie są autochtonami w klasycznym sensie. Przybyli z gwiazd, a na miejscu zastali ruiny po kimś, kogo nie rozumieją. W takiej opowieści fantastyka automatycznie przesuwa się w stronę pytań o dziedziczenie technologii, o mylenie cudów z mechaniką, o religię budowaną na niezrozumieniu dawnych urządzeń.

Gdy przed tysiącleciami cztery plemiona ludzi przybyły z gwiazd na Abeth, znalazły tam ruiny pozostawione przez tajemniczy lud zwany Zaginionymi.

Mark Lawrence, Szara Siostra, s. 7

Najbardziej namacalnym symbolem tej obcej przeszłości są Arki. To budowle, które stoją w samym centrum politycznego świata, wprost wplecione w architekturę władzy. Cesarstwo nie tylko żyje w cieniu Ark, ono buduje pałac wokół jednej z nich, jakby próbowało oswoić tajemnicę przez zawłaszczenie przestrzeni. Arki są zamknięte, niewzruszone, a jednocześnie są przedmiotem proroctw, spekulacji i planów. To bardzo charakterystyczne dla Abethu: zamiast jednego źródła prawdy, jest mieszanka oficjalnej narracji, wiary, fałszywych przepowiedni i praktycznej chciwości.

Po Zaginionych pozostały budowle zwane Arkami. Na obszarze Korytarza znajdują się trzy Arki. Wokół jednej z nich zbudowano cesarski pałac. Nie istnieją wiarygodne świadectwa mówiące, by komukolwiek udało się otworzyć jedną z nich, ale sfingowane proroctwo zapowiada nadejście Wybranej, która dokona tej sztuki.

Mark Lawrence, Szara Siostra, s. 8

W Świętej siostrze podkreśla się bardzo ważny detal: Arkę pod cesarskim pałacem wiąże się z kontrolą nad księżycem. Nagle cały świat, dotąd opisany przez lód i korytarz, zyskuje drugi wymiar, orbitalny. To już nie tylko walka o ziemię pod stopami, ale też o narzędzie, które dosłownie reguluje warunki życia.

Ukrytą pod cesarskim pałacem Arkę zbudowali albo Zaginieni, albo pierwsi ludzie na Abethu. Uważa się, że pozwala ona zapanować nad księżycem.

Mark Lawrence, Święta siostra, strona 8

Statkowe serca, czyli cuda, które mają cenę

Jeżeli Arki są zamkniętą obietnicą, to statkowe serca są obietnicą, którą można dotknąć, ale za to płaci się natychmiast. Te obiekty mają niejasne pochodzenie, ale już sama ich logika działa jak pomost między dawną technologią a tym, co bohaterowie nazywają magią. Serca wzmacniają talenty, działają jak katalizator mocy, ale równocześnie rozrywają człowieka od wewnątrz, jeśli podejdzie zbyt blisko. To nie jest bezpieczne źródło energii. To jest narzędzie, które potrafi wypaczyć psychikę, wydobyć najgorsze impulsu i zamienić je w coś niemal osobnego.

Statki, którymi przyleciały z gwiazd plemiona, były ponoć napędzane przez statkowe serca. Na obszarze cesarstwa znajduje się niewielka liczba tych kul. Ceni się je wysoko, ponieważ zwiększają magiczne moce quantali oraz marjali.

Mark Lawrence, Szara Siostra, s. 8

W Świętej siostrze opis tego zagrożenia jest jeszcze bardziej precyzyjny i jednocześnie bardzo sugestywny. To, co najpierw wygląda jak wzmocnienie talentu, przechodzi w ingerencję w umysł. A potem w coś, co w świecie Abethu da się nazwać i czego ludzie się boją: diabły jako świadome odłamki niepożądanych cech. W takim ujęciu magia przestaje być romantycznym darem. Staje się siłą, która rozszczepia charakter, testuje człowieka i zmienia go w pole walki.

Statkowe serca są obiektami o niepewnym pochodzeniu. Być może służyły jako napęd dla statków, które przywiozły na Abeth plemiona ludzi. Serca wzmacniają naturalne talenty magiczne osób, które się do nich zbliżą. Jeśli jednak ktoś podejdzie za blisko, moc statkowych serc zaczyna rozszarpywać jego umysł. Niepożądane elementy osobowości, takie jak gniew, chciwość albo złośliwość, stają się świadomymi odłamkami znanymi jako diabły, co pozwala im wywierać silniejszy wpływ na zachowanie danej osoby.

Mark Lawrence, Święta siostra, strona 8

To rozwiązanie ma ogromne znaczenie dla świata przedstawionego, bo tłumaczy, dlaczego w Abethu tak silnie splatają się władza i kontrola. Skoro istnieją źródła mocy, które potrafią człowieka rozedrzeć, to rośnie znaczenie instytucji mówiących, kto ma prawo z tej mocy korzystać, kto ma ją nadzorować, a kogo trzeba przed nią chronić, nawet wbrew jego woli. Tu właśnie wchodzą Kościół i klasztory, nie jako tło, tylko jako mechanizm regulujący ryzyko.

Krew, Droga i świat, w którym talent jest dziedziczny

Abeth jest też światem, w którym biologiczne pochodzenie ma wymiar polityczny i praktyczny. Cztery plemiona, które przybyły z gwiazd, zostawiły po sobie nie tylko wspólną historię, ale też krew, która czasem ujawnia się u potomków jako konkretna zdolność. W tym świecie talent nie jest wyłącznie wynikiem treningu. Bywa dziedzictwem, błogosławieństwem, albo powodem, dla którego ktoś od dzieciństwa staje się cenny dla władzy, Kościoła czy handlarzy.

Czterema plemionami, które przybyły na Abeth, byli gerantowie, hunskowie, marjale i quantale. Ich krew czasami ujawnia się u współczesnych ludzi, dając im niezwykłe moce. Gerantowie wyrastają bardzo wysocy, hunskowie są niewiarygodnie szybcy, marjale potrafią przywoływać wszelkie postacie mniejszej i średniej magii, takie jak tkanie cieni, pisanie symboli i panowanie nad żywiołami. Quantale mogą przywołać nagą moc Drogi i manipulować nićmi, z których utkana jest rzeczywistość.

Mark Lawrence, Szara Siostra, s. 8

W tym jednym fragmencie zawiera się połowa logiki Abethu. Jest siła ciała, jest szybkość, jest magia cienia i symbolu, jest Droga jako większa moc, a do tego są nici rzeczywistości, które można poruszyć. Sama obecność takiego systemu tłumaczy, dlaczego na Abethu tak ważne są szkolenia, zakony i selekcja. Skoro krew daje narzędzia, to świat natychmiast zaczyna pytać, jak te narzędzia wykorzystać.

Pięknym i jednocześnie brutalnym przykładem jest Caltess, miejsce, gdzie przemoc staje się rozrywką, a talenty plemienne układają się w widowisko. W Świętej siostrze widać, jak publiczność i organizatorzy rozumieją różnicę między siłą gerantów a szybkością hunsków, jakby mówili o sportowej taktyce, choć stawką jest krew.

W Caltess walki między gerantami cieszyły się największą popularnością. Ogromni zawodnicy rzucający przeciwko sobie swą potężną siłę zawsze przyciągali masy, a w dniach, gdy urządzano walki otwarte dla wszystkich, mieszkańcy Prawdy z przyjemnością się przyglądali, jak używano tej siły przeciwko pozbawionym szans pretendentom. Walki między hunskami miały wielu zwolenników wśród bardziej doświadczonych widzów, jednakże szybkość walczących często zbijała z tropu przeciętnych widzów. Mieszane walki zdarzały się rzadko, ale starcie szybkości z siłą zawsze było interesujące.

Mark Lawrence, Święta siostra, strona 12

Co więcej, tekst przypomina, że nawet percepcja może być umiejętnością plemienną. Marjalski empata doświadcza tłumu inaczej, bo tłum nie jest tylko hałasem. Jest żywym polem emocji, w które można wejść za głęboko i już nie wrócić. To drobny szczegół, a jednak mocno poszerza świat. Pokazuje, że magia nie musi wyglądać jak spektakularne zaklęcie. Czasem polega na tym, że czujesz za dużo.

Magia Abethu działa jak kolejny system ograniczeń, a nie jak spełnianie życzeń. Jej źródła są wpisane w ludzi, w gęstość krwi, w talenty, które jedni mają, a inni tylko obserwują. Najciekawsze jest jednak to, że Lawrence nie traktuje Drogi jako romantycznej ścieżki do oświecenia. Droga jest energią, która przenika tożsamość, oddziela rzeczy i potrafi je rozdzierać. W tej definicji jest coś chłodnego, niemal technicznego, jakby metafizyka była tu kolejną gałęzią fizyki.

Ich magia może być różnorodna i z reguły niezbyt silna, choć często bardzo przydatna. Droga to moc. Jest źródłem mocy i jej naturą. Większość quantali potrafi jedynie zbierać tę moc i uwalniać ją w krótkich, gwałtownych impulsach. Trzymanie się energii Drogi jest niebezpieczne. Rzadko jednak zdarzają się quantale, którzy są wystarczająco utalentowani, odebrali odpowiednie szkolenie i mają wiele lat wprawy, co pozwala im zatrzymywać energię Drogi, kształtować ją i wykorzystywać bez końca. Droga jest linią, ale ta linia nie jest prosta. Dotyka wszystkiego, co istnieje, i oddziela to od siebie. Droga nadaje znaczenie tożsamości, dzięki niej wszystkie rzeczy są odrębne, różne od siebie. Jej moc może zniszczyć świat… i stworzyć go na nowo.

Mark Lawrence, Czerwona siostra, s. 353-354

Ten opis mocy ma konsekwencje społeczne. Skoro Droga jest niebezpieczna, a talent nie wystarcza bez szkolenia i lat wprawy, to instytucje edukacyjne stają się filtrem. Nie każdy, kto ma potencjał, dostaje do niego dostęp. Nie każdy, kto ma dostęp, wyjdzie z niego w całości. I dlatego kontrola nad nauczaniem jest w Abethu polityką równie realną jak granice na mapie.

Kościół Przodka i Słodka Łaska, czyli władza ubrana w habit

W takim świecie religia nie jest dekoracją. Kościół Przodka to struktura, która ma realną władzę, a klasztory są jej narzędziami, szkołami i twierdzami. Najbardziej wyrazisty przykład stanowi Klasztor Słodkiej Łaski. To miejsce, w którym dziewczęta uczą się nie tylko modlitw i dyscypliny, lecz także walki, kroczenia po Drodze, skrytości i trucizn. To brzmi jak paradoks tylko wtedy, gdy myśli się o klasztorze w kategoriach wyłącznie duchowych. Na Abethu klasztor jest odpowiedzią na to, że świat wymaga bezwzględnych kompetencji.

Później Nona trafiła do Klasztoru Słodkiej Łaski, w którym nowicjuszki uczą się służby Przodkowi. Po ukończeniu nauk składają śluby, dokonując wyboru, by zostać mniszkami jednego z czterech rodzajów: Święte Siostry (czysto religijne obowiązki), Szare Siostry/Siostry Dyskrecji (uczone skrytobójstwa i podstępów), Czerwone Siostry/Siostry Wojowniczki (uczone walki) albo Święte Czarownice/Mistyczne Siostry (uczone kroczenia po Drodze).

Mark Lawrence, Szara Siostra, s. 8

Ta czterodzielna struktura zakonów jest jednym z najlepszych pomysłów na organizację świata, bo tłumaczy, jak Kościół wchłania sprzeczności. Z jednej strony mówi o świętości i powołaniu, z drugiej legalizuje przemoc i tajne działania jako element służby. W praktyce działa to jak państwo w państwie, które kształci własnych agentów, wojowników i czarownice, a potem wysyła ich tam, gdzie państwowa armia nie wystarczy albo gdzie armia byłaby zbyt widoczna.

Nieprzypadkowo Czerwona siostra już w prologu pokazuje, że zabicie mniszki nie jest sprawą dla jednego człowieka z nożem. To przedsięwzięcie militarne. Sam świat mówi tu jasno: zakony mają realną siłę, a klasztor jest miejscem, którego nawet możni nie mogą lekceważyć.

Kiedy chce się zabić mniszkę, ważne jest, by przyprowadzić ze sobą armię o wystarczającej liczebności. Żeby policzyć się z siostrą Cierń z Klasztoru Świętej Łaski, Lano Tacsis przywiódł ze sobą dwustu ludzi.

Mark Lawrence, Czerwona siostra, s.13

A równocześnie Kościół nie jest tylko zbrojnym ramieniem. Ma też własną filozofię, własne narzędzia kontroli społecznej. W Szarej siostrze pojawia się mocny fragment o gniewie, który pokazuje, jak religia i państwo próbują kształtować człowieka. Gniew jest tu czymś naturalnym, ale instytucje chcą go ująć w prawo, w regulacje, w mechanizmy odwlekania zemsty. To ważne, bo na Abethu, gdzie przemoc jest codziennością, kontrola emocji staje się równocześnie kontrolą porządku.

Święci nie pochwalają gniewu, czym bowiem jest w swym sercu wiara, jeśli nie pogodzeniem się z tym, czego nie potrafimy zmienić? Mądrzy zwą wściekłość głupotą, ponieważ nie znajdzie się w niej wielu prawd. Ci, którzy nami władają, miażdżą gniew swymi stopami, albowiem widzą go wyraźnie i zdają sobie sprawę, że to ogień, a któż chciałby zobaczyć głodne płomienie pośród tych, którzy są jego własnością?

Mark Lawrence, Szara Siostra, s. 12-13

Na tle takiego cytatu łatwiej zrozumieć, dlaczego szkolenie w klasztorze jest tak wielopoziomowe. To nie tylko nauka technik, ale też nauka panowania nad sobą, uczenia się, kiedy gniew jest bronią, a kiedy jest narzędziem, którym ktoś inny może sterować. Kościół Przodka, zakony sióstr, arystokracja Sisów, wojna o kurczący się pas ziemi, wszystko to spina się w jeden system.

Szlachtą cesarstwa są Sisowie. Przyrostek „sis” dodaje się do nazwiska uszlachconych rodów, takich jak Tacsisowie, Jotsisowie i tak dalej.

Mark Lawrence, Szara Siostra, s. 8

Opowiadała o mieszkających na wschodzie Scithrowlanach, o ich wojennej królowej Adomie oraz o paktach jakie zawarła z grozą mieszkającą pod czarnym lodem. Opowiadała o Durnijczykach pływających w swych barkach z chorobodrewna po morzu Marn, leżącym na zachodniej granicy Cesarstwa. O wielkich falach, które się na nim pojawiają, gdy od południowych ścian lodu oddzielają się góry lodowe i o tym, jak te fale przemierzają całą szerokość Korytarza, by uderzać o zamarznięte ściany na północy, które osuwają się wtedy, tworząc własne fale. Opowiadała o cesarzu i jego siostrach, a także o ich swarach, które zniszczyły niejeden wielki ród, który miał pecha znaleźć się między nimi.

Mark Lawrence, Czerwona siostra, s. 43-44

Zakończenie

Kreacja świata w Księdze Przodka jest przekonująca właśnie dlatego, że Abeth nie wygląda jak plansza do przygód, tylko jak środowisko, które wymusza określone zachowania. Umierające słońce i ściany lodu nie są tłem, bo one tłumaczą, dlaczego państwa są agresywne, dlaczego Kościół ma taką siłę, dlaczego szkolenie dziewcząt w zabijaniu może być przedstawione jako służba Przodkowi, i dlaczego dawne artefakty, Arki i statkowe serca, stają się stawką większą niż życie jednostek. To świat, w którym przeszłość spadła na teraźniejszość jak głaz, a teraźniejszość codziennie ociera się o przyszłość, która może już nie nadejść, jeśli lód zrobi jeszcze jeden krok.

Najciekawsze jest to, że ten świat pozostaje jednocześnie konkretny i symboliczny. Konkretny, bo ma szerokość korytarza, ma lustro na orbicie, ma granice Cesarstwa, ma nazwy rodów i zakony. Symboliczny, bo wszystko to opowiada o życiu w ścisku, o cenie mocy, o instytucjach, które obiecują ochronę, a równocześnie uczą przemocy. I właśnie dlatego Abeth zapada w pamięć: nie dlatego, że jest efektowny, ale dlatego, że jest logiczny, spójny i nieustannie naciska na swoich mieszkańców tak, jak lód naciska na korytarz.

Radek Czech

Film. Komiks. Książka.
Szukam kontekstów.
Dziękuję za przeczytanie powyższego.