Nie każda klasyka pozostaje żywa poza własnym momentem historycznym. Część dzieł, nawet tych głośnych, po latach działa już głównie jako świadectwo epoki, ciekawostka, przypis do większej opowieści o przemianach kultury. Barbarella Jean Claude’a Foresta sytuuje się w miejscu znacznie ciekawszym, bo jest zarazem dokumentem przełomu i utworem, który nadal pozwala się czytać jako świadomie skonstruowaną fantazję o wolności. Nie chodzi tu wyłącznie o obyczajowy ferment lat sześćdziesiątych ani o legendę skandalu, który otaczał tę bohaterkę od początku. Istotniejsze wydaje się to, że Forest uchwycił moment, w którym komiks europejski zaczął gwałtownie poszerzać własne granice, a figurę kobiecej bohaterki wyrwał z porządku dekoracyjności i podporządkowania.
Sama fabuła, oglądana w oderwaniu od kontekstu, wydaje się pozornie prosta, wręcz umowna. Barbarella przemierza kosmos i trafia na Lythion, planetę napięć, nierównowagi i konfliktu. Zakłócenie naturalnego biegu podwodnej rzeki prowadzi tam do społecznego kryzysu, a przybycie bohaterki staje się impulsem, który może odmienić układ sił. Ten zarys wiele mówi o metodzie Foresta. Fantastyka nie służy mu do budowania technokratycznej wizji przyszłości ani do projektowania spójnego systemu naukowego. To nie jest science fiction ufające inżynieryjnej wyobraźni. To raczej fantastyka alegoryczna, operująca skrótem, symbolem i przerysowaniem. Obce światy działają tutaj jak laboratoria ludzkich namiętności, lęków i pragnień. Kosmos nie jest przestrzenią podboju, lecz sceną dla obyczajowej i filozoficznej gry, w której każda planeta staje się wariantem świata widzianego przez pryzmat wyobraźni, pożądania i przemocy.
Najważniejsza pozostaje jednak sama Barbarella. Jej siła nie polega na tym, że jest po prostu wyzwolona, bo to słowo bywa dziś zbyt łatwe i zbyt szerokie. Forest tworzy bohaterkę, która nie tylko odrzuca konwenans, ale w ogóle zdaje się nie uznawać go za naturalny punkt odniesienia. To różnica zasadnicza. Barbarella nie buntuje się przeciw światu z pozycji ofiary ani nie wchodzi w gotowy model emancypacyjnej dydaktyki. Ona istnieje tak, jakby dawny porządek już przestał obowiązywać. Jest zmysłowa, impulsywna, świadoma swojego ciała i swoich decyzji, ale równocześnie nie sprowadza się do roli erotycznego znaku. W jej zachowaniu nie ma chłodnej kalkulacji femme fatale ani pasywności typowej dla dawnych kobiecych figur science fiction. Jest za to żywiołowość, intuicja, ciekawość świata i odruch stawania po stronie słabszych. Forest nie daje czytelnikowi bohaterki skandalicznej, lecz bohaterkę suwerenną, a to właśnie suwerenność okazuje się tutaj najbardziej rewolucyjna.
W tym sensie Barbarella rzeczywiście może być odczytywana obok tych utworów, które wykorzystują podróż przez dziwaczne światy jako narzędzie diagnozowania rzeczywistości. Jest w niej coś z logiki Alicji w Krainie Czarów, gdzie absurd odsłania ukryte reguły świata, i coś z satyrycznej mobilności Podróży Guliwera, gdzie kolejne spotkania z odmiennością uruchamiają refleksję nad porządkiem społecznym. Różnica polega na tym, że Forest filtruje te tradycje przez nowoczesną wyobraźnię popkulturową i przez energię rodzącej się rewolucji obyczajowej. Dlatego jego komiks pozostaje jednocześnie lekki i przewrotny, figlarny i znaczący. Nie rezygnuje z przygody, ale nie zatrzymuje się na niej. Za fantastycznym kostiumem stale pulsuje pytanie o podmiotowość, o cielesność, o prawo do samostanowienia.
Równie istotna okazuje się forma rysunkowa. Kreska Foresta, lekka, szkicowa, chwilami niemal ulotna, znakomicie współgra z naturą samej opowieści. Nie ma w niej monumentalizmu ani ilustracyjnego ciężaru. To linia szybka, inteligentna, pewna własnej sugestywności. Dzięki niej świat Barbarelli nie zostaje zamknięty w technicznym konkretne, lecz zachowuje płynność snu, stylizacji, żartu i erotycznego niedopowiedzenia. Bohaterka nie zostaje narysowana jako obiekt unieruchomiony przez spojrzenie, ale jako figura ruchu, gestu, zmienności. Ta kreska nie tyle opisuje wolność, ile sama staje się jej formalnym odpowiednikiem. Właśnie dlatego album nie ciąży ku muzealności. Nadal oddycha, nadal zachowuje zdolność uwodzenia formą.
Nie sposób pominąć znaczenia historycznego tego komiksu, ale warto o nim mówić nie jak o martwej zasłudze, lecz jak o realnym przesunięciu w języku medium. Barbarella nie tylko otworzyła przestrzeń dla dojrzałego komiksu europejskiego, lecz także zmieniła sam sposób myślenia o bohaterce. Przed Forestem kobieta w fantastyce bardzo często funkcjonowała jako element scenografii męskiej przygody. Po Barbarelli ten model nie mógł już pozostać niewzruszony. Oczywiście późniejsza popkultura nieraz upraszczała jej dziedzictwo, redukując postać do seksapilu i estetycznego emblematu. Sam komiks pokazuje jednak wyraźnie, że źródłem siły tej figury nie jest prowokacja dla niej samej, lecz spojrzenie na kobiecość jako przestrzeń sprawczości, ruchu i autonomii.
Z dzisiejszej perspektywy album bywa nierówny. Narracja momentami się rwie, epizodyczność niekiedy osłabia dramaturgię, a pewne rozwiązania fabularne wyraźnie noszą ślady swoich prasowych korzeni. Nie zmienia to jednak faktu, że siła Barbarelli nie tkwi w doskonałości konstrukcji, lecz w wyjątkowym splocie wyobraźni, odwagi i kulturowej intuicji. Forest uchwycił coś, co łatwo rozpoznać dopiero po czasie. Zrozumiał, że fantastyka może być przestrzenią emancypacji nie dlatego, że opowiada o przyszłości, lecz dlatego, że pozwala wyobrazić sobie inny model obecności w świecie.
Dlatego Barbarella pozostaje dziełem ważnym nie tylko dla historii komiksu, ale także dla historii nowoczesnej wyobraźni. To nie jest jedynie opowieść o kobiecie w kosmosie ani nawet tylko symbol obyczajowego przesilenia. To komiks o wolności rozumianej jako forma bycia, jako odruch przeciw przemocy, jako prawo do własnego ciała, własnej decyzji i własnej przygody. I właśnie dlatego wciąż daje się czytać nie jako relikt, lecz jako tekst, który nadal promieniuje znaczeniem.


