Komiksy

RECENZJA: Cicca Dum-Dum 1–3 | Erotyka jako anarchia formy

Twórczość Carlosa Trillo i Jordiego Berneta od zawsze operowała na styku pulpowej przesady, czarnego humoru i gatunkowej dekonstrukcji. W Cicca Dum-Dum ten balans zostaje jednak świadomie zachwiany. To już nie jest tylko zabawa konwencją: to jej rozmontowanie od środka, przy użyciu jednego, dominującego narzędzia: seksualności potraktowanej jako siła narracyjna, a nie jedynie temat.

Już pierwszy tom ustawia ton całości. Widzimy jeszcze pozory struktury, gangsterskie tło, ucieczki przed mafią, miejską scenerię rodem z kina noir. Jednak bardzo szybko staje się jasne, że nie o intrygę tu chodzi. Fabuła istnieje tylko po to, by prowadzić bohaterkę od jednej absurdalnej sytuacji do kolejnej. Trillo doskonale rozumie, że nie musi tworzyć skomplikowanej historii, bo jego celem jest rytm, tempo i energia. I to działa zaskakująco dobrze.

Cicca jako bohaterka jest kluczem do tego świata. To postać, która nie tyle łamie schematy, co w ogóle ich nie uznaje. Nie jest klasyczną femme fatale, nie jest też ofiarą ani bohaterką w tradycyjnym sensie. Jest figurą skrajności, impulsem, który wprawia świat w ruch. Jej decyzje nie wynikają z logiki fabularnej, lecz z czystej dynamiki opowieści. To bohaterka napisana bardziej jako idea niż jako człowiek, co sprawia, że komiks zyskuje wymiar niemal groteskowej baśni dla dorosłych.

Drugi tom idzie jeszcze dalej i właściwie rozsadza jakiekolwiek ramy. Jeśli pierwszy był jeszcze próbą utrzymania pozorów narracji, tutaj mamy już czysty chaos kontrolowany. Egzotyka, pastisz, popkulturowe odniesienia, groteska i absurd mieszają się w jedną, nieprzewidywalną całość. Trillo przestaje udawać, że historia musi mieć sens w klasycznym rozumieniu. Zamiast tego buduje ciąg atrakcji, które mają zaskakiwać, rozbawiać i momentami szokować.

To właśnie w tej części najlepiej widać, czym naprawdę jest Cicca Dum-Dum. Seksualność nie pełni tu funkcji realistycznej ani nawet czysto erotycznej. Zostaje przekształcona w narzędzie komizmu, przesady i dekonstrukcji. Wszystko jest przerysowane do granic możliwości, a nawet poza nie. To nie erotyka w klasycznym sensie, tylko jej karykatura, przefiltrowana przez absurd i świadomą przesadę.

Trzeci tom próbuje wprowadzić element zmiany poprzez motyw opieki nad bratanicą. To ciekawy zabieg, bo po raz pierwszy pojawia się coś na kształt odpowiedzialności i relacji międzyludzkich. Oczywiście jest to tylko częściowe przesunięcie akcentów, bo seria nie rezygnuje ze swojego charakteru. Ten wątek działa głównie jako kontrast, który jeszcze mocniej podkreśla naturę głównej bohaterki.

Cicca w roli opiekunki to pomysł sam w sobie ironiczny. Próba narzucenia jej jakichkolwiek ograniczeń jest z góry skazana na porażkę, ale właśnie w tej sprzeczności pojawia się coś nowego. To moment, w którym komiks lekko flirtuje z bardziej emocjonalnym tonem, choć nigdy nie idzie w tę stronę na poważnie. Całość pozostaje wierna swojej zasadzie nadmiaru.

Warstwa wizualna to osobny temat i jeden z największych atutów serii. Jordi Bernet operuje kreską, która wydaje się prosta, ale jest niezwykle precyzyjna. Jego czarno białe plansze mają rytm i dynamikę, które idealnie współgrają z chaotyczną naturą scenariusza. Rysunki nie tylko ilustrują historię, ale ją organizują, nadając jej tempo i strukturę.

Bernet świetnie wykorzystuje kontrasty, światło i cień, a także świadomie upraszcza formę, by podkreślić ekspresję postaci. Dzięki temu nawet najbardziej absurdalne sceny zachowują czytelność i wizualną atrakcyjność. To właśnie jego kreska sprawia, że komiks nie rozpada się całkowicie pod ciężarem własnych pomysłów.

Najciekawsze pozostaje jednak to, jak bardzo niejednoznaczna jest cała seria. Z jednej strony to produkt konkretnej epoki i estetyki, oparty na fantazjach i przerysowaniu. Z drugiej potrafi odwracać role i igrać z konwencją w sposób, który nie jest całkowicie bezrefleksyjny. Cicca może być odczytywana zarówno jako symbol wolności, jak i jej parodia.

Nie wszystko tu działa idealnie. Momentami nadmiar zaczyna męczyć, a brak struktury może wywoływać poczucie chaosu. Drugi tom szczególnie balansuje na granicy przesytu, gdzie kolejne pomysły tracą swoją siłę przez ilość. Jednak nawet wtedy trudno odmówić tej serii konsekwencji i odwagi.

Cicca Dum-Dum to komiks, który nie próbuje przypodobać się wszystkim. Jest skrajny, bezkompromisowy i świadomie przesadzony. Ale właśnie dlatego działa. To przykład twórczości, która nie szuka usprawiedliwień, tylko realizuje własną wizję do końca.

Albo wejdziesz w ten świat i zaakceptujesz jego reguły, albo odrzuci cię już po kilku stronach. Tu nie ma miejsca na półśrodki.

 

Marek Tokarz

79. Data ważności sugeruje dalszą przydatność dla społeczeństwa i kultury.
Wielu to zakwestionuje.
Bielawa.