Komiksy

RECENZJA: Frau Faust 1-2 | Nieśmiertelność bywa klątwą, a diabeł nie zawsze chce duszy

Są historie tak oswojone przez popkulturę, że wydaje się, iż nie da się z nich wycisnąć nic świeżego. Faust należy do tej kategorii. Pakt, Mefistofeles, cena pragnień, moralitet, który znamy na pamięć jeszcze zanim padnie pierwsze zdanie. A jednak Kore Yamazaki w Frau Faust robi coś sprytnego. Bierze legendę, odwraca ją i zamiast kolejnej opowieści o mężczyźnie, który sprzedał duszę za „więcej”, daje Johannę Faust, kobietę, która wcale nie wygląda jak ktoś, kto dałby się uwieść łatwym obietnicom. I nagle ten znany motyw zaczyna pracować inaczej.

Pierwsze dwa tomy to w zasadzie mocne otwarcie i jeszcze mocniejsze dopowiedzenie. Tom pierwszy ustawia scenę i reguły gry, tom drugi dokłada emocjonalny fundament, pokazując, że w tej historii najciekawsze nie jest to, że diabeł istnieje, tylko dlaczego w ogóle ktoś miałby z nim rozmawiać.

W tomie pierwszym Johanna zatrzymuje się w niewielkim miasteczku i niemal od razu wchodzi w życie chłopca imieniem Marion, który kradnie książki, bo bieda nie pyta o elegancję. To spotkanie jest świetnym wejściem do serii, bo Marion daje czytelnikowi punkt zaczepienia. Patrzymy na Johannę jego oczami, z mieszanką zachwytu i nieufności, jak na kogoś z innego świata. Ona ratuje go z opresji, przez chwilę przyjmuje rolę nauczycielki, ale szybko staje się jasne, że ta relacja jest tylko jednym z wielu elementów większej misji. Johanna potrzebuje czegoś, co zostało zapieczętowane w kościele. Demona. A właściwie fragmentu demona.

Tu wychodzi na jaw centralny pomysł serii. Mefistofeles został sto lat wcześniej schwytany przez Kościół i rozczłonkowany, żeby nie mógł już czynić zła. Johanna od tego czasu wędruje, zbiera kolejne części jego ciała, a po piętach depcze jej kościelny oddział, który nie zamierza dopuścić do ponownego złożenia bestii w całość. Brzmi jak klasyczna przygoda fantasy, ale Yamazaki szybko podsuwa pierwszy haczyk. Pakt Johanny z Mefistofelesem nie jest prostą transakcją. To coś bardziej podstępnego. Bardziej cielesnego. I zdecydowanie bardziej niepokojącego.

Najciekawszym elementem tomu pierwszego jest sama Johanna. Inteligentna, bezczelnie pewna siebie, świetnie czytająca ludzi, a jednocześnie zaskakująco dwuznaczna moralnie. Potrafi pomagać, ale potrafi też manipulować. Potrafi być opiekunką, ale potrafi użyć człowieka jako narzędzia. I to działa, bo w serii o diable i świętości najgorsze, co można zrobić, to napisać postacie czarno białe. Johanna taka nie jest.

Dodatkowo Yamazaki wrzuca w tom pierwszy detal, który od razu podbija stawkę. Faust jest nieśmiertelna, ale to nie jest hollywoodzkie „nic mi nie grozi”. Jej ciało płaci cenę. Z każdym poważniejszym urazem Johanna jakby się kurczy, młodnieje, traci swoją dorosłą formę, zaczyna przypominać dziecko. Nieśmiertelność zmienia się tu w rodzaj biologicznej pułapki. I to jest świetny pomysł, bo od razu wprowadza napięcie: nawet jeśli Johanna przetrwa, może przestać być sobą.

Tom drugi bierze ten fundament i wreszcie pokazuje, skąd się wzięła ta determinacja. Dostajemy dzieciństwo Johanny i to, jak wyglądało dorastanie kogoś, kto nie pasował. Dziewczynka żądna wiedzy, „dziwoląg” w swojej wiosce, outsiderka, której radość daje czytanie, dociekanie, badanie świata i jedna prawdziwa przyjaciółka. To bardzo potrzebny fragment, bo nagle Johanna przestaje być tylko tajemniczą kobietą z misją. Staje się kimś, kto od początku walczył o prawo do własnej ciekawości. O prawo do myślenia.

I tu wchodzi Mefistofeles, nie jako pan kuszących ofert, ale jako byt zafascynowany kimś, kto nie chce iść na skróty. Co ważne, Johanna nie rzuca się na pakt jak na ratunek. Przeciwnie, długo się opiera, chce zdobywać wiedzę własnymi siłami. Tym mocniej działa pytanie, które tom drugi zadaje wprost, nawet jeśli nie odpowiada od razu. Co musiało się wydarzyć, że w końcu podpisała umowę.

Po flashbacku fabuła wraca do polowania na kolejny fragment demona i robi się brudniej. Kościół przestaje być tylko instytucją od zapieczętowywania zła, a zaczyna pachnieć hipokryzją. Pojawia się wątek potwora grasującego na terenie świątyni, potwora karmionego ludźmi przez tych, którzy powinni ich chronić. To moment, w którym seria wyraźnie mówi, że tabu i potworność nie są przypisane wyłącznie „diabelskim” siłom.

Jeśli chodzi o rytm, te dwa tomy czyta się szybko. Yamazaki miesza mrok, przygodę i odrobinę humoru, nie pozwalając, żeby seria ugrzęzła w jednym tonie. Jest tu napięcie, są potyczki, jest ucieczka i jest ten specyficzny rodzaj tajemnicy, który sprawia, że przewracasz strony, bo chcesz wiedzieć nie tylko co dalej, ale po co w ogóle ta podróż.

Wizualnie to solidna, bardzo czytelna manga fantasy. Dopracowane projekty postaci, przyzwoite tła, sprawne prowadzenie akcji. Nie jest to kreska, która sama z siebie wywraca stolik, ale dobrze służy historii. Ma w sobie odpowiednią surowość, kiedy robi się groźnie, i odpowiednią lekkość, kiedy seria pozwala sobie na oddech.

Czy Frau Faust już na etapie tomów 1 i 2 zachwyca bezwarunkowo. To zależy od oczekiwań. Jeśli ktoś szuka historii, która od razu wciągnie emocjonalnie w relacje między bohaterami, może poczuć lekki niedosyt, bo Yamazaki otwiera sporo wątków i czasem relacje są bardziej szkicem niż pełnym portretem. Ale jeśli ktoś lubi fantasy, które bierze znany mit i robi z niego coś własnego, to jest tu naprawdę dużo dobra. Najważniejsze jest to, że ta seria ma potencjał. Johanna jest bohaterką, którą chce się śledzić, bo nie da się jej łatwo zaszufladkować. Mefistofeles zapowiada się na coś więcej niż klasyczny demon od kontraktów. A Kościół i inkwizycja nie wyglądają jak tło, tylko jak pełnoprawny przeciwnik z własnymi grzechami.

Po dwóch tomach jedno jest pewne. To nie będzie opowieść o tym, że diabeł zawsze kłamie, a święci zawsze mają rację. To będzie historia o tym, że najbardziej niebezpieczne są rzeczy, które wyglądają jak zbawienie.

Dorota "Dosia" Ciołek

Miłośniczka mangi, komiksów i książek, która z równym zapałem analizuje fabularne zawiłości, co spontanicznie angażuje się w cosplayowe przygody. Zawsze gotowa na literacką podróż, niezależnie od tego, czy prowadzi przez strony powieści, kadry komiksu czy mangi.