Są wojny, które w podręcznikach wyglądają jak rozdział z wyraźnym początkiem i końcem. I są takie, które ciągną się przez stulecia, zmieniając tylko nazwy, granice i propagandowe uzasadnienia. Krótka historia długiej wojny Mariam Najem to próba opowiedzenia właśnie takiego konfliktu. Nie jako jednego wydarzenia, lecz jako długiego łańcucha przemocy, w którym współczesna wojna w Ukrainie jest tylko kolejnym ogniwem.
Ten komiks nie zaczyna się w 2014 roku ani w 2022. Cofamy się znacznie dalej, do średniowiecza, do narodzin ukraińskiej tożsamości, do czasów Kozaków, do politycznych i kulturowych napięć, które przez wieki wracały w różnych formach. W efekcie dostajemy opowieść, która mówi jasno: to nie jest nagły konflikt, to historia systematycznej presji, dominacji i prób wymazania ukraińskiej kultury.
Najem prowadzi czytelnika przez kolejne epoki, pokazując, jak zmieniały się metody kontroli i przemocy. Raz była to brutalna polityka imperium, innym razem ekonomiczna katastrofa, jak Wielki Głód lat trzydziestych, który pochłonął miliony istnień. Był też atak na język i kulturę, próby wymazania ukraińskiej tożsamości z historii i codzienności. Ta perspektywa robi ogromne wrażenie, bo pozwala zobaczyć teraźniejszość jako część znacznie większego procesu. Wojna przestaje być jedynie konfliktem militarnym. Staje się walką o pamięć, o język, o prawo do istnienia jako naród.
Najciekawszym elementem komiksu jest zestawienie szerokiej panoramy dziejów z bardzo osobistymi scenami współczesnej wojny. Fragmenty pokazujące codzienność ludzi w atakowanym kraju, momenty ukrywania się przed nalotem, strach i niepewność, przypominają, że za każdym wydarzeniem historycznym stoją konkretni ludzie. Z perspektywy historycznej wojny są skomplikowane. Z perspektywy człowieka zawsze sprowadzają się do jednego pytania: czy przeżyję. To właśnie w tych fragmentach komiks działa najmocniej emocjonalnie. Pokazuje, że historia nie jest abstrakcją ani mapą w podręczniku. Jest doświadczeniem ciała, strachu i przetrwania.
Warto jednak uczciwie powiedzieć, że Krótka historia długiej wojny nie jest klasycznym komiksem w sensie narracyjnym. Spora część publikacji przypomina raczej ilustrowany esej historyczny niż fabularną opowieść. Sekwencje komiksowe pojawiają się sporadycznie i pełnią raczej funkcję emocjonalnych punktów odniesienia niż głównego sposobu narracji.
Dla części czytelników może to być rozczarowanie. Narracyjnie całość jest sklejona dość umownie, a niektóre fragmenty przypominają raczej syntetyczne „przeloty” przez historię niż rozwinięte sceny. Z drugiej strony taka forma sprawia, że publikacja jest przystępna i informacyjna. To raczej wprowadzenie do tematu niż jego pełna analiza.
Warstwa graficzna Julii Wus i Iwana Kypibidy robi ogromną robotę. Ilustracje często działają symbolicznie, a kolorystyka i metafory wizualne wzmacniają przekaz. Każda plansza potrafi funkcjonować niemal jak osobny obraz, komentujący historię i współczesność jednocześnie. To właśnie obraz pozwala tej publikacji wyjść poza suchą faktografię. Sprawia, że wydarzenia historyczne zyskują emocjonalny ciężar, a współczesne sceny nabierają dodatkowego kontekstu.
Krótka historia długiej wojny to nie jest komiks przygodowy ani sensacyjny. To raczej graficzny esej o historii przemocy, oporu i przetrwania. Publikacja momentami bardziej przypomina ilustrowany wykład niż klasyczną narrację komiksową, ale jej siła tkwi gdzie indziej. W przypomnieniu, że wojny nie zaczynają się nagle. W pokazaniu, że propaganda i dezinformacja mają długą historię. I w przypomnieniu, że za każdym konfliktem stoją ludzie, których życie zostaje na zawsze przecięte przez historię.


