Kurt Vonnegut przez całe życie powtarzał, że zadaniem pisarza jest mówić prawdę, nawet jeśli prawda brzmi niedorzecznie. W jego powieściach przybierało to formę satyry, groteski i science fiction. W Listach nie potrzebuje już żadnych literackich masek. Zostają tylko kartka papieru, adresat po drugiej stronie i człowiek, który próbuje uporządkować świat za pomocą słów. Paradoksalnie właśnie tutaj, poza fikcją, Vonnegut okazuje się najbardziej vonnegutowski.
Zebrana przez Dana Wakefielda korespondencja obejmuje ponad sześć dekad życia autora Rzeźni numer pięć. To ogromny materiał, który równie dobrze mógł zamienić się w archiwalną ciekawostkę przeznaczoną wyłącznie dla badaczy literatury. Tak się jednak nie dzieje. Listy czyta się momentami jak powieść o dojrzewaniu artysty, momentami jak kronikę amerykańskiego XX wieku, a czasami po prostu jak zapis rozmowy z kimś wyjątkowo inteligentnym i zabawnym.
Największą siłą tego tomu jest jego naturalność. Vonnegut nie pisze z myślą o przyszłych biografach. Nie buduje własnej legendy. Nie kreuje się na intelektualistę ani moralny autorytet. Pisze do żony, dzieci, przyjaciół, wydawców, czytelników i polityków. Narzeka na pracę, martwi się pieniędzmi, komentuje wydarzenia polityczne, opowiada dowcipy, bywa złośliwy, czuły, zmęczony i rozgoryczony. Dzięki temu powstaje portret człowieka znacznie bardziej złożonego niż jego publiczny wizerunek.

Szczególnie interesująco wypadają listy z lat młodości. Można obserwować pisarza jeszcze przed wielką karierą, kiedy walczy o publikacje, szuka własnego głosu i próbuje utrzymać rodzinę. To cenna przeciwwaga dla późniejszej legendy Vonneguta jako uznanego autora. Łatwo zapomnieć, że za sukcesem stały lata niepewności, odrzucanych tekstów i zwyczajnej codziennej pracy.
Oczywiście przez cały czas obecny jest charakterystyczny humor autora. Problem polega na tym, że czasem trudno rozstrzygnąć, gdzie kończy się żart, a zaczyna pełna powaga. Vonnegut potrafił pisać najbardziej absurdalne rzeczy z całkowicie kamienną twarzą. Niekiedy nawet członkowie jego rodziny nie byli pewni, czy właśnie uczestniczą w dowcipie, czy w poważnej rozmowie. Ta niejednoznaczność okazuje się jednym z największych uroków książki.
Jednocześnie Listy pokazują autora jako człowieka głęboko zaangażowanego w sprawy społeczne. Vonnegut wielokrotnie wraca do tematów wojny, nierówności społecznych, politycznych absurdów czy ludzkiej skłonności do okrucieństwa. Co jednak charakterystyczne, nawet najbardziej gorzkie obserwacje podszyte są humanizmem. To nie cynik wyśmiewający świat, lecz ktoś, kto mimo wszystkich rozczarowań nadal wierzy, że ludzie mogą być dla siebie lepsi.
Bardzo ważną rolę odgrywają komentarze Dana Wakefielda. Bez nich część korespondencji mogłaby okazać się nieczytelna dla współczesnego odbiorcy. W końcu wiele listów odnosi się do lokalnych wydarzeń, prywatnych znajomości czy problemów dawno zapomnianych przez historię. Wakefield nie narzuca jednak własnej interpretacji. Raczej dyskretnie pomaga odnaleźć się w kontekście, dzięki czemu całość zachowuje płynność.
Nie oznacza to jednak, że jest to lektura dla każdego. Listy wymagają pewnej znajomości twórczości Vonneguta albo przynajmniej zainteresowania jego osobą. Czytelnik szukający klasycznej autobiografii może poczuć się zagubiony. To raczej mozaika niż uporządkowana narracja. Niektóre fragmenty fascynują, inne mają głównie wartość dokumentalną. Taka jest natura prawdziwej korespondencji.
Właśnie dlatego książka działa tak dobrze. Nie otrzymujemy wygładzonej opowieści o życiu wielkiego pisarza, lecz życie w całym jego bałaganie. Sukcesy sąsiadują z porażkami, wielkie idee z prozą codzienności, a błyskotliwe refleksje z uwagami o sprawach pozornie błahych. To autobiografia napisana mimochodem, list po liście, przez człowieka, który prawdopodobnie nigdy nie planował jej stworzyć.
Po lekturze łatwo dojść do wniosku, że Vonnegut pisał listy z tego samego powodu, dla którego pisał powieści. Żeby utrzymać porządek w świecie, który nieustannie wymyka się logice. Żeby zachować kontakt z ludźmi. Żeby nie pozwolić zwyciężyć chaosowi. I właśnie dlatego Listy okazują się czymś znacznie więcej niż zbiorem prywatnej korespondencji. Są jednym z najbardziej szczerych autoportretów pisarza, jaki można sobie wyobrazić.

