Naturalna komedia wygląda jak niepozorna bajka o jesieni, ale bardzo szybko okazuje się komiksem, który ma w sobie zbyt wiele goryczy, niepokoju i uważności, by dało się go czytać wyłącznie jako sympatyczną przygodę wśród liści. Ulla Donner bierze pozornie lekką formę i robi z niej opowieść o tym, jak działa świat, kiedy przestajemy udawać, że wszystko jest wieczne, bezpieczne i pod kontrolą. W centrum stoi Björk, listek, który odłącza się od reszty jesiennej karawany i zamiast polecieć tam, gdzie podobno lecą wszystkie liście, spada w sam środek lasu, który nie ma litości ani dla zagubionych, ani dla pewnych siebie.
Ta historia zaczyna się od prostego impulsu, ale szybko zamienia się w wędrówkę, która działa na kilku poziomach jednocześnie. Z jednej strony to klasyczna podróż przez kolejne stacje spotkań, przeszkód i osobliwych przewodników. Z drugiej to satyra na współczesne lęki, mody i mechanizmy przetrwania, tyle że ubrana w grzyby, grzybnię i leszczynową metafizykę. Björk spotyka Candy, podgrzybka po miłosnym trzęsieniu ziemi, oraz Gun, boginkę o aurze czegoś między opiekunką a omenem. Nad ich trasą unosi się grzybnia, sieć dosłownie i symbolicznie wyznaczająca kierunki, a w tle czai się świat, który coraz mniej przypomina stary las, a coraz bardziej krajobraz po cudzym planie zagospodarowania.
Najciekawsze jest to, że Donner nie próbuje tej podróży uładzić. Las nie jest tu kojący i czysty, tylko pełen pułapek, podszeptów i brutalnych praw natury. W pewnym momencie bohaterowie trafiają na przestrzenie, które wyglądają jak echo katastrofy, i wtedy komiks przestaje być tylko o jesieni. Zaczyna być o tym, co zostaje po świecie, kiedy wygrywa wygoda, szybki zysk i przekonanie, że natura zawsze się jakoś dostosuje. To właśnie w tych obrazach Donner trafia najmocniej, bo nie moralizuje, tylko pokazuje, jak łatwo piękno zmienia się w dekorację, a dekoracja w pustkę.
Jednocześnie Naturalna komedia jest zaskakująco zabawna. Humor nie jest tu cukierkiem, raczej ostrzem, które przecina nadętą nowomowę i udawane oświecenia. Donner wprowadza postacie i sytuacje, w których łatwo rozpoznać współczesne obsesje, nawet jeśli mówią je kapłanki wellness, grzyby zachwycone wizją lepszego życia albo organizmy, które nagle odkrywają, że odpowiedź na wszystko znajduje się w rytuale i „wibracji”. Kombucza, duchowa przewodniczka od wizji i obietnic, jest tu jedną z najbardziej przewrotnych figur, bo działa jak parodia zbyt dobrze znana z ludzkiego świata. Niby troska, niby rozwój, niby harmonia, a w środku mechanizm uwodzenia i przemocy ubranej w uśmiech.
W tym wszystkim Donner prowadzi Björka bardzo sprytnie. Na początku to bohater pełen wiary w siebie i w to, że wystarczy „polecieć na wietrze” i trzymać się marzenia o Wielkiej Jesiennej Imprezie. Im dalej idzie, tym bardziej rozumie, że życie nie jest opowieścią o nagrodzie na końcu trasy. Że czasem nagrodą bywa sama droga, a czasem świadomość, że nie da się wygrać z cyklem, tylko można nauczyć się w nim oddychać. Motyw kruchości, którą trzeba chronić wbrew logice systemu, jest tu podany bez patosu, ale z precyzją, która zostaje pod skórą. Ziarenko, które Björk dostaje pod opiekę, jest w tej opowieści małe, niewygodne i nieporęczne, ale jednocześnie działa jak oś całej wędrówki, bo nagle to nie bohater jest najważniejszy, tylko odpowiedzialność.
Wizualnie komiks potrafi zahipnotyzować. Donner pracuje ograniczoną paletą i robi z niej pełnoprawny język. Plansze bywają gęste, czasem niemal ornamentalne, a jednocześnie bohaterowie są rysowani prostą, umowną kreską, która świetnie kontrastuje z wielkością i tajemnicą lasu. Ta estetyka ma w sobie coś znajomego, kojarzy się z baśniową miękkością, ale równocześnie potrafi zbudować niepokój, kiedy cień drzewa zaczyna wyglądać jak ściana, a ścieżka jak pułapka. To komiks, który pięknie udaje łagodność, żeby tym mocniej uderzyć w momentach, gdy odsłania swój mrok.
Dante wisi nad tą opowieścią jak echo, ale Donner nie robi z niego szkolnej adaptacji. Raczej wykorzystuje ideę wędrówki przez kręgi doświadczeń, prób i złudzeń, by opowiedzieć o współczesności, w której piekło i raj potrafią wyglądać podobnie, zależnie od tego, czy umiesz rozpoznać reguły gry. I czy umiesz powiedzieć „nie” wtedy, gdy ktoś próbuje sprzedać ci gotową wersję szczęścia.
Największą siłą Naturalnej komedii jest to, że można ją czytać na kilka sposobów, bez wrażenia, że któryś jest „tym właściwym”. Dla jednych będzie przypowieścią o przemijaniu i oswajaniu śmierci. Dla innych kąśliwą satyrą na wellnessową duchowość i język współczesnych debat. Dla jeszcze innych ekologicznym komentarzem o świecie, który drży w posadach, bo człowiek pomylił się co do swojej roli. A dla większości pewnie wszystkim naraz, zmieniając proporcje w zależności od nastroju.
Jeśli szukasz komiksu, który rozbawi cię i jednocześnie zostawi z uczuciem lekkiego dyskomfortu, Naturalna komedia jest wyborem idealnym. Jeśli oczekujesz prostej, ciepłej opowieści o leśnych stworzonkach, możesz się odbić. Donner nie daje łatwego ukojenia. Daje coś lepszego i trudniejszego: historię, po której inaczej patrzy się na liście na chodniku, na puste place po lesie i na własne wyobrażenie o tym, dokąd właściwie lecimy, kiedy „wreszcie przyjdzie jesień”.


