Czasem wystarczy jeden komiks, żeby zobaczyć moment, w którym rodzi się legenda. Rozkwit i upadek Imperium Triganu jest właśnie takim przypadkiem. Seria Mike’a Butterwortha i Dona Lawrence’a, publikowana od połowy lat sześćdziesiątych w brytyjskiej prasie, dziś uchodzi za jeden z kamieni milowych europejskiego komiksu science fiction. I trudno się temu dziwić. To opowieść, która łączy kosmiczną fantastykę z monumentalnym rozmachem historii o narodzinach imperiów.
Całość zaczyna się w zaskakująco spokojny sposób. Na Ziemię spada statek obcej cywilizacji. Nie dochodzi do katastrofy, ale załoga statku nie żyje. Pozostają jedynie zapisy ich historii, których przez długi czas nikt nie potrafi odczytać. Dopiero po latach pracy badacz Richard Peter Haddon rozszyfrowuje ich język i właśnie w tym momencie zaczyna się właściwa opowieść. Od tej chwili czytelnik przenosi się na planetę Elekton i śledzi dzieje powstania potężnego Imperium Triganu.
Początek tej historii jest zaskakująco prosty. Trzej bracia, przywódcy koczowniczego plemienia Vorgów, postanawiają założyć miasto. Pomysł należy do Trigo, który marzy o stworzeniu państwa zdolnego przeciwstawić się technologicznie zaawansowanym Lokanom. W ten sposób rodzi się Trigan. Początkowo to tylko próba ocalenia własnego ludu, lecz z czasem wizja Trigo przeradza się w potężne imperium. Od tej chwili historia przestaje być opowieścią o przetrwaniu, a staje się kroniką wzrostu potęgi i związanych z nią problemów.
Na planecie Elekton nic nie jest jednak proste. Trigan musi mierzyć się nie tylko z Lokanami, lecz także z innymi cywilizacjami i nowymi zagrożeniami. Pojawiają się konflikty polityczne, napięcia wewnątrz rodziny rządzącej, a nawet inwazje z kosmosu. W ten sposób komiks buduje wizję świata, w którym rozwój imperium oznacza nieustanne balansowanie między ambicją a katastrofą.
Jedną z najbardziej charakterystycznych cech tej serii jest niezwykłe połączenie estetyk. Z jednej strony mamy zaawansowaną technologię i kosmiczne podróże, z drugiej wyraźne inspiracje starożytnością. Architektura, stroje i struktura społeczeństwa przywodzą na myśl antyczny Rzym lub Grecję. To właśnie ta mieszanka science fiction i starożytnego eposu sprawia, że Imperium Triganu ma tak wyrazisty charakter.
Nie sposób mówić o tej serii bez podkreślenia roli Dona Lawrence’a. Jego malarski styl jest jednym z największych atutów komiksu. Kadry są bogate w szczegóły, pełne światła i intensywnych kolorów. Lawrence potrafi równie przekonująco pokazać monumentalne miasta, jak i dynamiczne sceny bitewne. To rysunki, które nie tylko ilustrują historię, ale budują jej epicki charakter.
Scenariusz Butterwortha ma natomiast wyraźnie klasyczny charakter. Komiks powstawał w latach sześćdziesiątych i widać to w sposobie narracji. W wielu miejscach pojawiają się rozbudowane komentarze opisujące wydarzenia widoczne na rysunkach. Dla współczesnego czytelnika może to być pewne zaskoczenie, ale ma też swój specyficzny urok. To przypomnienie czasów, gdy komiks był bliżej ilustrowanej kroniki niż dynamicznego filmu na papierze.
Niektóre elementy fabuły powracają dość często, zwłaszcza motyw przejmowania kontroli nad umysłem bohaterów czy różne formy manipulacji psychicznej. Czasami daje się odczuć powtarzalność pewnych rozwiązań. Z drugiej strony historia rozwija się na tyle dynamicznie, że te powtórzenia nie dominują nad całością.
Z dzisiejszej perspektywy może też zaskakiwać bardzo niewielka rola kobiet w tej opowieści. Pojawiają się one sporadycznie i rzadko mają realny wpływ na bieg wydarzeń. To jeden z elementów, który wyraźnie pokazuje, jak bardzo zmieniło się podejście do budowania świata przedstawionego od czasu powstania tej serii.
Mimo tych cech Rozkwit i upadek Imperium Triganu pozostaje niezwykle wciągającą lekturą. Widać w niej inspiracje klasyczną fantastyką naukową Herberta George’a Wellsa czy Edgara Rice’a Burroughsa, a także monumentalnymi opowieściami o starożytnych imperiach. To komiks, który działa jak kronika kosmicznej cywilizacji, pełna bitew, politycznych intryg i wielkich ambicji.
Dziś można czytać go na dwa sposoby. Jako historyczny pomnik brytyjskiego komiksu, który pokazał, jak daleko można posunąć wizję science fiction w medium graficznym. Albo jako wciąż żywą opowieść o narodzinach potęgi i cenie, jaką trzeba za nią zapłacić. I w obu przypadkach Imperium Triganu wciąż robi wrażenie.


