Władza najłatwiej wygląda z perspektywy kroniki. Zostają w niej zdobyte grody, zawarte sojusze i imię, które po latach znaczy więcej niż człowiek, który je nosił. Robert F. Barkowski w czwartym tomie cyklu Przodkowie ponownie zagląda pod tę historyczną fasadę. Pokazuje Siemowita nie tylko jako wojownika i przywódcę, ale także jako męża, ojca i człowieka coraz wyraźniej odczuwającego ciężar kolejnych lat.
Punktem wyjścia staje się porwanie Dobiechny i dzieci. Siemowit rusza ich śladem przez Mazowsze aż pod Przemyśl, a do wyprawy dołącza Varmgudinde, ponieważ wśród uprowadzonych znajduje się także ich wspólny syn, Leif. Rodzinna tragedia szybko splata się z polityką, wojną i walką o wpływy. W świecie Barkowskiego sprawy prywatne niemal nigdy nie pozostają prywatne.
Najciekawiej wypada konflikt między obowiązkiem władcy a odruchem człowieka próbującego ocalić najbliższych. Siemowit odpowiada za rodzinę, drużynę, sprzymierzeńców i poddanych, dlatego każda decyzja niesie kilka różnych konsekwencji. Bohater zyskuje największą głębię wtedy, gdy troska ojca i męża zaczyna rozmijać się z chłodnym rachunkiem politycznym. Barkowski ponownie dobrze wykorzystuje realia wczesnego średniowiecza. Nie istnieje tu jeszcze państwo polskie w znanej później formie. Są grody, rody, plemiona, dawne urazy i sojusze trwające tak długo, jak długo pozostają korzystne. Walka o Kraków oraz konflikty z Lutykami, Pomorzanami, Czechami i Mazowszem pokazują, że rodząca się państwowość nie wynika z jednego wielkiego zwycięstwa. Powstaje przez cierpliwe zdobywanie posłuchu i przewagi.
Przydomek Zacny dobrze pasuje do tego etapu życia Siemowita. Nie oznacza łagodności ani nieskazitelności. Wynika raczej z wierności zobowiązaniom, pamięci o przodkach oraz odpowiedzialności za wspólnotę. Bohater nadal potrafi działać bezwzględnie, ale jego decyzje pozostają zakorzenione w zasadach, które uznaje za nienaruszalne.
Czwarty tom powinien też mocniej podkreślić fizyczny i psychiczny koszt sprawowania władzy. Siemowit nie jest już młodym wodzem, dla którego każda wyprawa stanowi okazję do potwierdzenia siły. Ciało zaczyna przypominać o upływie czasu, a doświadczenie nie chroni przed lękiem o rodzinę. Największy potencjał tej historii kryje się nie w kolejnym triumfie, lecz w pokazaniu granic człowieka, który nie może ocalić wszystkiego. Obecność Varmgudinde wnosi dodatkowe napięcie. Łączy ich wspólna troska o syna, ale także przeszłość, polityczne zobowiązania i odmienne interesy. Dzięki temu wyprawa nie musi sprowadzać się wyłącznie do militarnej pogoni. Może stać się również sprawdzianem dawnych relacji i wzajemnego zaufania.
Powieść zachowuje wszystkie elementy charakterystyczne dla serii. Są podróże, zmienne sojusze, bitwy i konflikty między plemionami. Po czterech tomach łatwo jednak dostrzec ryzyko powtarzalności. Dlatego dobrze, że Barkowski przesuwa uwagę z samej ekspansji Siemowita na jego przemijanie, rodzinę i odpowiedzialność za przyszłość rodu. Siemowit funkcjonuje na granicy historii i dynastycznej legendy, więc autor pracuje na materiale pełnym luk. Jego mocną stroną pozostaje budowanie wiarygodnego świata politycznych zależności, migracji i plemiennych interesów. Dzięki temu przygodowa fabuła nie odrywa się całkowicie od realiów epoki.
Siemowit. Zacny zapowiada się jako opowieść o władcy, który nadal potrafi zwyciężać, ale coraz lepiej rozumie, że jego czas nie będzie trwał wiecznie. Nie buduje już wyłącznie własnej pozycji. Przygotowuje przyszłość dla kolejnych pokoleń.
To właśnie ten motyw może nadać czwartej części większą wagę. Siemowit musi nie tylko odzyskać rodzinę i pokonać przeciwników. Musi również zdecydować, co naprawdę chce po sobie pozostawić. Zacność nie polega tutaj na unikaniu porażek, lecz na dochowaniu wierności własnym zasadom wtedy, gdy każda decyzja wymaga ofiary.

