Noc w Kwaidanie nie zapada gwałtownie. Najpierw cichnie wiatr, później gdzieś znika znajomy dźwięk, a dopiero na końcu człowiek orientuje się, że nie jest sam. Lafcadio Hearn nie buduje grozy krzykiem ani przemocą. Pozwala jej wyłonić się z milczenia, dawnego zwyczaju, niespełnionej obietnicy i miejsca, którego granice zostały naruszone. To opowieści, w których świat żywych nigdy nie jest całkowicie oddzielony od świata umarłych.
Kwaidan powstał z fascynacji Japonią, jej folklorem i pamięcią przechowywaną w opowieściach. Hearn zebrał historie o duchach, demonach, klątwach, niezwykłych zwierzętach i ludziach, którzy przez własną pychę, nielojalność albo nieuwagę otwierają drzwi, których nie potrafią później zamknąć. Nie interesuje go jednak tworzenie katalogu potworów. Znacznie ważniejsze okazuje się to, co nadprzyrodzone mówi o człowieku.
W jednej z historii miłość potrafi przetrwać śmierć, w innej złamane słowo sprowadza katastrofę. Czasem duch wraca z zemsty, czasem z tęsknoty, a niekiedy tylko dlatego, że nie zdążył dopowiedzieć czegoś za życia. Dzięki temu zjawy Hearna rzadko są wyłącznie potworami. Niosą ze sobą żal, pamięć, przywiązanie i poczucie krzywdy. Najbardziej niepokojące bywa tu nie to, że umarli powracają, lecz to, że ich uczucia pozostają niezmienione.
Wśród zgromadzonych tekstów znajdują się historie, które z czasem stały się nieodłączną częścią światowego obrazu japońskiej grozy. Opowieść o Yuki onnie, kobiecie śniegu, działa dzięki oszczędności i chłodnej, niemal nieruchomej atmosferze. Los bezusznego Hōichiego pokazuje natomiast, jak blisko mogą znajdować się sztuka, pamięć i śmierć. Pojawiają się również jikininki, rokuro kubi, tajemnicze dusze zmarłych i stworzenia przybierające ludzką postać. Hearn nie zatrzymuje się jednak długo przy ich wyglądzie. Interesują go zasady, według których działają, i cena, jaką człowiek płaci za ich spotkanie.
Spokój narracji potrafi zmylić. Zdania są proste, wydarzenia często przedstawione bez zbędnego komentarza, a finał niekiedy przychodzi szybciej, niż można się spodziewać. Właśnie ta powściągliwość pozwala historiom zachować charakter zasłyszanej legendy. Narrator nie próbuje przekonywać, że wydarzenia były prawdziwe. Opowiada je tak, jakby możliwość ich prawdziwości nigdy nie podlegała dyskusji.
Nie należy jednak oczekiwać horroru odpowiadającego dzisiejszym wyobrażeniom o gatunku. Kwaidan rzadko przeraża w sposób bezpośredni. Nie atakuje czytelnika intensywnością i nie stara się mnożyć makabrycznych scen. Jego siła tkwi w obcości, niedopowiedzeniu i poczuciu, że nadprzyrodzone istoty kierują się własną logiką. Dla współczesnego odbiorcy część opowieści może wydawać się bardziej melancholijna niż straszna, lecz właśnie ta melancholia tworzy ich najtrwalszy urok.
Z czasem wyraźniej ujawnia się także moralny wymiar zbioru. Gościnność, odwaga, pracowitość, lojalność i prawdomówność nie są tu abstrakcyjnymi wartościami. Mogą decydować o życiu, śmierci albo losie duszy. Z kolei chciwość, zdrada i brak szacunku wobec zmarłych niemal zawsze przynoszą konsekwencje. Nie są to jednak suche przypowieści. Hearn opowiada je z wyczuciem i bez potrzeby dopisywania moralnego komentarza.
Końcowe teksty poświęcone owadom zmieniają rytm książki. Motyle, komary i mrówki stają się punktem wyjścia do rozważań o duszy, odrodzeniu, pamięci oraz porządku wspólnoty. Dla części czytelników będzie to fascynujące rozszerzenie tematyki zbioru, dla innych fragment wyraźnie słabszy od opowieści niesamowitych. Trudno jednak nazwać go przypadkowym. Eseje pokazują, że dla Hearna folklor nie kończył się na duchach. Obejmował cały sposób patrzenia na świat i poszukiwanie znaczenia w najdrobniejszych formach życia.
Szczególnego znaczenia nabiera również perspektywa autora. Lafcadio Hearn nie urodził się w Japonii, ale uczynił ją swoją ojczyzną i poświęcił wiele lat na poznawanie jej kultury. Jego spojrzenie pozostaje spojrzeniem przybysza, jednak pozbawionym wyższości i taniej egzotyzacji. Widać w nim zachwyt, szacunek i pragnienie zachowania historii, które mogłyby zniknąć razem z ludźmi przekazującymi je ustnie.
Nierówność poszczególnych tekstów jest naturalna dla takiego zbioru. Niektóre opowieści pozostawiają po sobie obrazy trudne do zapomnienia, inne przypominają krótkie anegdoty albo fragment większej legendy. Nie przeszkadza to jednak w odbiorze całości. Kwaidan nie działa jak jednolita powieść, lecz jak nocna wędrówka przez różne miejsca, wierzenia i lęki. Jedne odwiedza się na chwilę, inne zostają w pamięci na długo.
Największa wartość tej książki kryje się w jej zdolności do pokazania Japonii, w której duchowość przenika codzienność. Nadprzyrodzone nie jest tu wyjątkiem ani widowiskową anomalią. Istnieje obok ludzi, w przyrodzie, domach, świątyniach, snach oraz wspomnieniach. Czasem pomaga, czasem karze, ale niemal zawsze przypomina, że ludzki świat nie jest jedynym możliwym porządkiem.
Kwaidan może nie przestraszyć czytelnika przyzwyczajonego do współczesnego horroru, ale potrafi wzbudzić inny rodzaj niepokoju. Taki, który nie znika po zamknięciu książki i sprawia, że cisza wydaje się odrobinę głębsza niż wcześniej. Dla miłośników japońskiego folkloru, klasycznych historii niesamowitych oraz opowieści o yōkai i yūrei jest to lektura fundamentalna. Nie dlatego, że pokazuje cały ogrom tamtejszych wierzeń, lecz dlatego, że otwiera do nich drzwi i pozostawia je lekko uchylone.

